
Prezydent Andrzej Duda może mieć poważne kłopoty. Mimo tego, że w sprawie Trybunału Konstytucyjnego poszedł na rękę sejmowej większości z Jarosławem Kaczyńskim na czele, to jego szef i tak nie jest zadowolony. Jak donosi najnowszy "Newsweek", Duda podpadł liderowi Prawa i Sprawiedliwości. A wiadomo nie od dzisiaj, jak kończą ludzie, którzy nie wykazują się bezgraniczną lojalnością wobec Kaczyńskiego. Teraz podobny los może spotkać prezydenta.
REKLAMA
Prezydent się wahał i popadł w niełaskę prezesa
Według informacji zebranych przez dziennikarzy "Newsweeka", prezydent Andrzej Duda nie przeszedł kryzysu związanego z Trybunałem Konstytucyjnym śpiewająco. Przyjął co prawda ślubowanie czterech sędziów namaszczonych przez Prawo i Sprawiedliwość, a wcześniej skrupulatnie wstrzymywał się przed zaprzysiężeniem sędziów wybranych przez Platformę i PSL. To jednak w oczach prezesa za mało.
Według informacji zebranych przez dziennikarzy "Newsweeka", prezydent Andrzej Duda nie przeszedł kryzysu związanego z Trybunałem Konstytucyjnym śpiewająco. Przyjął co prawda ślubowanie czterech sędziów namaszczonych przez Prawo i Sprawiedliwość, a wcześniej skrupulatnie wstrzymywał się przed zaprzysiężeniem sędziów wybranych przez Platformę i PSL. To jednak w oczach prezesa za mało.
Według Kaczyńskiego, Duda pokazał w tej sprawie wahanie, a w jego działaniu zabrakło determinacji i zaufania dla planu forsowanego przez jego macierzystą partię. Podobnie zachowywała się świta Dudy z Kancelarii Prezydenta - jego bliscy współpracownicy w ostatnich dniach wielokrotnie podkreślali, że prezydent w sprawie TK jest w kropce i podda sytuację szczegółowej analizie. To również musiało przecież dotrzeć do uszu prezesa.
– Czy prezes jest zadowolony z tego, jak zakończyła się sprawa Trybunału? I tak, i nie. Tak, bo przeforsował pięciu swoich sędziów. A nie, bo zobaczył u Andrzeja moment zawahania. Po co były konsultacje z szefami klubów, te wypowiedzi prezydenckich ministrów, że rozważany jest kompromis, że można by się wstrzymać z zaprzysiężeniem do orzeczenia Trybunału? Tylko rozzłościły prezesa – powiedział "Newsweekowi" jeden z posłów PiS, który jest dobrze zorientowany w sprawie.
Kulisy nocnego głosowania w Sejmie
Tygodnik dotarł też do informacji, które tłumaczą pośpiech i bezkompromisowość Prawa i Sprawiedliwości w dążeniu do zmontowania "swojego" Trybunału. Według "Newsweeka", prezes Kaczyński przestraszył się, że Andrzej Duda może pójść na kompromis i przyjąć ślubowanie od sędziów, którzy zostali wybrani przez Sejm poprzedniej kadencji. Andrzej Dera, prezydencki prawnik i jedna z osób z najbliższego otoczenia Dudy, na radiowej antenie przyznał, że prezydent jest skłonny pójść na kompromis i zaprzysiąc sędziów z nadania Platformy, pod warunkiem, że ich wybór zostanie uznany za zgodny z prawem przez sam Trybunał.
Kulisy nocnego głosowania w Sejmie
Tygodnik dotarł też do informacji, które tłumaczą pośpiech i bezkompromisowość Prawa i Sprawiedliwości w dążeniu do zmontowania "swojego" Trybunału. Według "Newsweeka", prezes Kaczyński przestraszył się, że Andrzej Duda może pójść na kompromis i przyjąć ślubowanie od sędziów, którzy zostali wybrani przez Sejm poprzedniej kadencji. Andrzej Dera, prezydencki prawnik i jedna z osób z najbliższego otoczenia Dudy, na radiowej antenie przyznał, że prezydent jest skłonny pójść na kompromis i zaprzysiąc sędziów z nadania Platformy, pod warunkiem, że ich wybór zostanie uznany za zgodny z prawem przez sam Trybunał.
Ta wiadomość mogła zelektryzować prezesa Kaczyńskiego, a chwilę później pełną parą ruszyły prace nad kontrowersyjnymi uchwałami PiS, które pozwoliły im przepchnąć swoich kandydatów do Trybunału. Co działo się później - wszyscy pamiętamy. Uchwały pisane na kolanie zostały błyskawicznie poddane pod głosowanie w parlamencie w godzinach nocnych. Ludwik Dorn, nazywany dawniej "trzecim bliźniakiem" tłumaczył, że nadzwyczajny pośpiech odnośnie Trybunału można rzeczywiście tłumaczyć pogłoskami o niepokojących dla Kaczyńskiego ruchach Pałacu Prezydenckiego.
– Moim zdaniem powodem były pogłoski z okolic pałacu prezydenckiego o możliwości kompromisu w sprawie nominowania sędziów Trybunału. Chodzi o to, by stworzyć fakt dokonany. Postawić prezydenta Andrzeja Dudę w sytuacji bez wyjścia, by na nim wywrzeć presję (…) – stwierdził Dorn w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".
Dalej Dorn wyjaśniał, co mogło się dziać za kulisami wydarzenia, które wstrząsnęło ostatnio opinią publiczną i politykami opozycji. I jak niefortunna wypowiedź Andrzeja Dery zaalarmowała prezesa. – Utwierdza mnie w tym przekonaniu termin, kiedy to wszystko się rozegrało. O tych uchwałach wcześniej nikt nie wiedział. Nawet w PiS. Projekt pojawił się około godziny 16.30. Prezes zaczyna funkcjonować od około godz. 9.30, a od 10.30 jest w biurze. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Prezes przychodzi i jest informowany przez współpracowników, że prezydent zaczyna prowadzić własną politykę. Drobna wypowiedź Dery urasta do kwadratu. Każdy ze współpracowników wyolbrzymia zagrożenie. Szybko powstaje więc projekt uchwał – dowodził.
Łaska prezesa - Duda nie może już na nią liczyć
Prezydent przy okazji zamieszania z wyborem sędziów do Trybunału był wielokrotnie krytykowany: przez opozycję, która grzmiała, że łamie Konstytucję, przez wyborców, którzy poczuli się zdradzeni, wreszcie przez ekspertów i uczonych Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie Duda studiował. Musiał sobie zdawać sprawę z tego, że na szali jest jego reputacja, a to, jaką decyzję podejmie, może zaważyć na jego dalszej politycznej karierze.
Łaska prezesa - Duda nie może już na nią liczyć
Prezydent przy okazji zamieszania z wyborem sędziów do Trybunału był wielokrotnie krytykowany: przez opozycję, która grzmiała, że łamie Konstytucję, przez wyborców, którzy poczuli się zdradzeni, wreszcie przez ekspertów i uczonych Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie Duda studiował. Musiał sobie zdawać sprawę z tego, że na szali jest jego reputacja, a to, jaką decyzję podejmie, może zaważyć na jego dalszej politycznej karierze.
Żeby więc uciszyć rosnącą falę krytyki Duda postanowił urządzić konsultacje ze wszystkimi partiami w sprawie Trybunału. Jak pisaliśmy w naTemat, spotkania prezydenta z opozycją zapowiadały się dobrze. Na wspólnej konferencji już po wizycie u prezydenta, Sławomir Neumann z Platformy i Ryszard Petru z .Nowoczesnej mieli jeszcze złudzenia. – Prezydent ma wątpliwości co do sytuacji, z jaką się zmierza w tym momencie. Dla niego sytuacja jest ewidentnie niekomfortowa – mówił wówczas Petru. Co potem mówił lider .Nowoczesnej? – Jeśli prezydent przyjmuje po północy ślubowanie, to konsultacje z opozycją były teatrem.
Problem w tym, że konsultacje, nawet jeśli Duda zrobił z tego teatrzyk pod publiczkę, nie były uzgodnione z prezesem, który o tym, że prezydent będzie rozmawiał z opozycją o Trybunale, miał się dowiedzieć z mediów. Kaczyński nie mógł być z tego zadowolony, a jego obawy w stosunku do Dudy tylko się wówczas nasiliły. Lider PiS był tym bardziej niezadowolony z posunięć Dudy, że "skok" na Trybunał planował od bardzo dawna, a zrobienie tam porządku uważał za jedno z ważniejszych wyzwań po przejęciu władzy.
Okazuje się więc, że położenie prezydenta Dudy jest wyjątkowo niekomfortowe. Moment wahania i brak stanowczości we wspieraniu planów Jarosława Kaczyńskiego, może go słono kosztować. W niełaskę już zdaje się popadł. Wyborcy z kolei w końcu zaczną pytać, gdzie się podziała szumnie zapowiadana silna i samodzielna prezydentura, którą skwapliwie obiecywał im Duda. Następnym krokiem Kaczyńskiego może być zablokowanie jego kandydatury przy okazji kolejnych prezydenckich wyborów. A to byłoby wyjątkowo bolesne dla Dudy, który chyba dobrze poczuł się w Pałacu Prezydenckim i zasmakował życia w fotelu prezydenta.
Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl
