Zabawkowe bałwanki pomagają 4-latkowi walczyć z rakiem
Zabawkowe bałwanki pomagają 4-latkowi walczyć z rakiem Fot. Alena Semilet / Facebook

Andriusza Semilet od roku cierpi na ostrą białaczkę limfatyczną. Rodzice, którzy ledwo wiążą koniec z końcem nie byli w stanie pokryć kosztów leczenia syna. Z przerażeniem patrzyli jak choroba im go odbiera. Przypadek sprawił, że źródłem finansowania jest dziś produkcja... zabawkowych bałwanków.

REKLAMA
4-latek nie ma zamiaru się poddawać - dzielnie walczy o każdy dzień i spędza go produktywnie. Niewiele jest w stanie odciągnąć go od szycia. Wraz z mamą Aleną w bałwankach widzi szanse na wyzdrowienie. Te są spore, szczególnie od chwili, gdy spadła na nich lawina zamówień. Setki internautów marzą zabawkach autorstwa rodziny Semilet i dzięki ich wsparciu, szanse na wyzdrowienie chłopca rosną.
Lekarze długo nie mogli postawić diagnozy, a kiedy wreszcie im się udało, nie napawała optymizmem. Ostra białaczka limfatyczna rozpanoszyła się w młodym organizmie, pochłaniając nie tylko zdrowe komórki, ale również pieniądze. 3,5 tys. dolarów, którymi dysponowali Semilotowie rozeszły się z prędkością światła. Gdyby nie zgoda szpitala, by opłacali pobyt 4-latka w ratach, sprawa wyglądałaby tragicznie. Tak czy inaczej, płacić trzeba - pomysł na wyjście z kłopotów pojawił się w trakcie zabawy noworoczno-bożonarodzeniowej. Mama Andriuszy uszyła kilka bałwanków pod choinkę. Chłopiec postanowił jej pomóc - razem za pomocą styropianu i wiskozy stworzyli 4 kolejne. Ich zdjęcie Alena wstawiła na swój profil na Facebooku, ale nie spodziewała się odzewu.
Internauci zaczęli zamawiać zabawki - liczba chętnych przekroczyła kilka tysięcy, dzięki czemu rodzice zebrali niemal całą kwotę na leczenie syna. Niewiele brakuje, bo zaledwie 12,5 tys. dolarów, a mają już 20 tys. Historia małego Semileta poruszyła media i ludzi - dzieci i dorośli w rodzinnym kraju chłopca szyją bałwanki, by go nieco odciążyć. – Okazuje się, że cuda zdarzają się nie tylko w bajkach – powiedziała Alena – Jeszcze niedawno mieliśmy na koncie 500 dolarów i zastanawialiśmy się, skąd wziąć pieniądze na dalsze leczenie, a później w ciągu kilku dni zebraliśmy dziesięciokrotność tek kwoty.
I mimo że Andriusza nadal nie pokonał choroby, to zarówno on, jak i jego rodzice wierzą, że wkrótce wróci do zdrowia.

źródło: tvn24

Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl