fot. Shutterstock/Huaycal

Wierzcie lub nie, ale co by nie mówić o problemach Amerykanów z obsługą globusa, Austrię jako stolicę europejskiego zimowego szaleństwa potrafi zaklasyfikować znaczna część z nich. Wszystko za sprawą innego, bardzo popularnego w krajach anglosaskich filmu - „Dźwięki muzyki”.

REKLAMA
Nie przypominacie sobie, żebyście kiedykolwiek wcześniej widzieli młodą Julie Andrews pląsającą po alpejskich zboczach? Nie ma się czego wstydzić – film nawet w samej Austrii nigdy nie zawojował ekranów. Trzeba jednak przyznać, że rozsławił austriackie stoki na tyle, że słynący na co dzień z patriotyzmu Amerykanie narciarskie urlopy zaczęli spędzać w Europie i bez bicia przyznawać, że warunki narciarskie panujące między innymi w Austrii z tymi „made in USA” raczej nie mogą się równać.
Alpejskie chaty i luksusowe wyciągi
– Prawem przynależnym każdemu narciarzowi powinno być spróbować swoich sił w austriackich Alpach. Wyobraźcie sobie, że szusujecie kilometrami – od jednej urokliwej wioseczki do drugiej. Najnowocześniejszy z możliwych wyciągów wynosi was na szczyt, z którego zjeżdżacie po miękkim, jedwabistym śniegu na rozpościerającą się ponad linią drzew, równinę. Kiedy zgłodniejecie, lunch zostanie podany w 300-letniej górskiej chacie. Pamiętajcie koniecznie, żeby trochę energii zostawić na wieczorne szaleństwa, na które stawicie się w pełnym narciarskim rynsztunku i będziecie tańczyć do białego rana – taką sylwetkę Austrii nakreśliła Heather Burke, dziennikarka działu podróże w portalu Boston.com. Burke od 25 lat zarabia na życie recenzując najlepsze narciarskie kurorty, więc kiedy o danym miejscu wyrażą się w superlatywach, nie wypada jej nie wierzyć.
logo
Heather Burke z austriackich regionów poleca Vorarlberg Fot. Austria.info
– Narty w Austrii to coś niesamowitego – pisze Burke. – To miejsce, gdzie narodził się narciarski instruktaż. To właśnie tam pojawiły się pierwsze nowoczesne wyciągi krzesełkowe w Alpach. W austriackich kurortach, przyjaznych i tętniących życiem, schronienie znajdziemy zarówno w autentycznych alpejskich chatach, jak i cztero czy pięciogwiazdkowych nowoczesnych hotelach – zapewnia dziennikarka, która swoje austriackie doświadczenia zbierała między innymi w regionach Vorarlberg i Kitzbuhel, a także w okolicach Innsbrucka.
logo
Heather Burke chętnie bywa też w rejonie Innsbrucka Fot. Austria.info
Oprócz świetnie utrzymanych stoków, na Amerykance największe wrażenie robi infrastruktura. – Najbardziej imponuje mi w Austriakach to, że nie szczędzą wydatków na projektowanie, umiejscowienie i technologię wykonania zarówno jeśli chodzi o trasy, jak i wyciągi. Żaden szczyt nie jest nie do zdobycia – ani koszty, ani nachylenie zbocza nie stanowią problemu. Eleganckie gondole i wagoniki są tu raczej standardem niż miłym odstępstwem od reguły. Przeszklone „bańki” wyposażone w obite skórą, podgrzewane ławy gwarantują chwilę luksusowego relaksu pomiędzy zjazdami – rozmarza się Burke.
Aby na własnej skórze przekonać się o czym mowa, żądni wygód Amerykanie (lub Polacy, bo nie ukrywajmy, że my też odrobiną komfortu nie pogardzimy) powinni wybrać się w rejon Tiroler Oberland. Tamtejsze Nauders dysponuje nowoczesnym centrum kolei linowych. Ponadto w regionie znajdują się 24 nowoczesne i, co warte podkreślenia, bezpieczne dla dzieci, wyciągi – dzięki czemu czas od jednego do drugiego zjazdu skraca się do minimum.
logo
Nauders w regionie Troler Oberland dysponuje jednymi z najnowocześniejszych wyciągów w Austrii
Jeździć, jeść i spać – czyli prawdziwy urlop
Uroki austriackich regionów dostrzega nie tylko Heather Burke. Temat różnic pomiędzy warunkami panującymi na amerykańskich i europejskich stokach jest w narciarskiej blogosferze niezwykle żywy. Przewagi„ski experience” w Austrii i innych alpejskich krajach punktuje na przykład blogerka, znana pod pseudonimem Braveskimom.
Dzielna mama-narciarka podkreśla, że wyjazd na narty w Europie ma bardziej „urlopowy” charakter. – Europejczycy zaczynają jeździć później niż mamy to w zwyczaju tutaj w Ameryce Północnej. W typowy narciarski dzień najpierw się wysypiasz, potem trochę jeździsz, idziesz na długi lunch, jeździsz jeszcze trochę, ale nie za długo, bo trzeba przecież zaznać tradycyjnego „après-ski”, zjeść kolację, położyć się spać i... rano – od nowa – pisze braveskimom.
Jedzenie „avant” i „après”
Wszechobecne specjały miejscowej kuchni i wspomniane „après-ski” to kolejny aspekt, który austriackie, i alpejskie w ogóle, stoki wyróżnia. – Zapytaj znajomego o to, jak było w Alpach, a ten zaraz zacznie opowiadać o jedzeniu. Ja z trudem mogę wyobrazić sobie, że w połowie dnia schodzimy ze stoku i idziemy na długi lunch (albo w ogóle zjedzenie pomiędzy zjazdami cokolwiek innego niż rozciapaną kanapkę z masłem orzechowym i dżemem, wyciągniętą z bocznej kieszeni). W Alpach to jednak nikomu nie przeszkadza, wręcz przeciwnie – pisze blogerka.
logo
W Bad Kleinkirchheim specjałów miejscowej kuchni można spróbować prawie nie ruszając się ze stoku
Informację o tym, że przerwy na posiłek regeneracyjny są nie tylko dozwolone, ale wręcz obligatoryjne, znajdziemy nawet na stronie amerykańskiej firmy zajmującej się... wypożyczaniem samochodów w Europie, co pozwala domyślić się, jakim zaskoczeniem dla przeciętnego narciarza z USA, który zmęczony szusowaniem na przykład w Bad Kleinkirchheim może, praktycznie nie odpinając nart, posilić się słuszną porcją Tiroler Groestl czy Wiener Schnitzel mit Pommes.
logo
W Styrii naukę jazdy odbędziemy pod okiem polskojęzycznych instruktorów Fot. Austria.info
Zaplanuj swój narciarski urlop w Austrii i odwiedź stronę www.austria.info

Artykuł powstał we współpracy z portalem Austria.info