"Nie wybaczę sobie śmierci brata". Konrad Jaskóła opowiada o walce z rakiem prostaty

Konrad Jaskóła
Konrad Jaskóła Fot. P.Augustyniak/ AG
Konrad Jaskóła wygrał wiele bitew w biznesie. Był prezesem Petrochemii Płock, prezesem Polimex-Mostostalu, największej firmy budowlanej w naszym regionie, w Grupie Lotos odpowiadał za relacje międzynarodowe. 70 letni manager wygrał także bitwę z nowotworem prostaty. Kilka lat wcześniej przegrał ją jego brat. Teraz Jaskóła włączył się w przypominanie mężczyznom w Polsce, że niebadanie się jest głupotą.


Co pan tu robi? To konferencja o zdrowiu, nie o biznesie.

Wygrałem z nowotworem prostaty. W styczniu miałem operację. Żyję i mam się dobrze. Wyniki mam świetne. Jestem chodzącym potwierdzeniem, że wiedza jest ważna. Że rak nie musi prowadzić do śmierci. Że rak prostaty nie zabija.


Pana rak był złośliwy?

Tak.

Zabiłby pana?

Tak, i to bardzo szybko.

Powiedziano panu kiedy?

W ciągu 2 lat.

Uciekł pan śmierci.

Dzięki operacji.

Przede wszystkim wczesnej diagnozie.

Nie było jeszcze przerzutów. Wystarczyło wyciąć prostatę.

Co sprawiło, że pan się zainteresował własnym zdrowiem.

Rak prostaty rośnie bardzo długo i w wielkim ukryciu. Wysyła różne sygnały, ale łatwo je zbagatelizować. Częściej trzeba chodzić do toalety, także nocą. Mocz leci nie jednym, mocnym strumieniem, ale z przerwami. Jest kilka podobnych znaków.


Miał pan je?

Tak. Po pewnym czasie zacząłem bardzo uważnie badać wskaźnik PSA.

Wielu mężczyzn lekceważy objawy.

To prowadzi do śmierci.

Rak prostaty to drugi zabójca mężczyzn w Polsce.

Ja też byłem bardzo zajętym człowiekiem. Też, jak każdy myślałem że nie mam czasu na lekarza. Byłem prezesem największej w tej części Europy firmy budowlanej.

Prezesi mają zawsze ważniejsze sprawy niż własne zdrowie.

Rodzina przez dni i miesiące mi przypominała. Poszedłem do lekarza po pół roku. To oni mnie wysłali. Oraz zdarzenie które potraktowałem jak znak. Mój brat zachorował. Zdiagnozowano raka prostaty. Było za późno, żeby coś zrobić. Zmarł w ciągu dwóch lat. Był młodszy ode mnie. Wtedy ja stałem się absolutnie zdeterminowany. Zrozumiałem, że nie mogę już dłużej tego lekceważyć. Tym bardziej, że gdzieś w genach to siedzi.


Poszedł pan do lekarza.

Pierwsza biopsja nie wykazała niczego groźnego. Kolejna – po roku – wykryła komórki rakowe. Położyli mnie i radykalnie wycięli prostatę.

Ile czasu mięło od wykrycia raka do wycięcia go?

Trzy dni. Nie było na co czekać.

O czym pan myślał przez trzy dni?

Ja jestem zadaniowy. Musiałem zrobić analizę krwi i wiele dodatkowych badań. Robiłem.

Po prostu realizował pan punkty w kalendarzu.

To był projekt, jak wiele innych projektów w moim życiu w biznesie. W firmach zarządza pan zespołem, który przynosi panu informacje. Tutaj byłem sam, miałem tylko wsparcie rodziny.

Przed tym rakiem projekt „Własne zdrowie” nie był dla pana ważny?

Chodziłem do lekarza jak mi coś dokuczało. Przy raku uświadomiłem sobie niezwykłą siłę rozumu. Gdy się ją uruchomi, to do pokonania jest wiele, wydawałoby się bez wyjścia sytuacji. Dzięki niej można nie wpadać ani w kompleksy, ani w dołek, ani w melancholię. Dzięki rozumowi przetrwałem.

Czy pana walka z rakiem była demokratyczna, czyli w państwowej służbie zdrowia, czy uprzywilejowana, bo w prywatnej?

Nie używałem swoich środków finansowych, natomiast używałem moich przyjaźni. Lekarze stali się moim znajomymi. W ten świat wprowadził mnie przyjaciel. Byłem więc pacjentem poleconym.

Dlaczego setki tysięcy mężczyzn w Polsce słyszy że rak prostaty zabija, chyba że będą się regularnie badać, a mimo to diagnostykę lekceważą?

To jest pewnie myślenie: A może mi się uda, może nie na mnie padnie. Ja jestem inaczej ukształtowany. Wiem, że samo się nie załatwi. Trzeba się brać za sprawy. Nie można swojego zdrowia scedować na innych. To problem mój i tylko mój.

Czy po operacji w styczniu żyje pan w lęku, że rak może wrócić?

Urolog uspokaja mnie że wszystko jest w porządku. PSA spada podręcznikowo, czuję się dobrze. Jestem spokojny.

Pana historia szczęśliwie się skończyła. Brata nie.

Gdy on miał objawy, ja nie miałem wiedzy. Czuł się normalnie, nic mi nie mówił. Gdy zaczął się badać, jego nowotwór był już nieoperowalny.

Miał pan pretensje do siebie, że nie zadbał o niego lepiej.

…cały czas mam. To zostaje. Widziałem jak umierał. Strasznie cierpiał. To zostaje do końca życia. Mój brat był rolnikiem. Miał zdecydowanie mniej ode mnie wiedzy i świadomości oraz możliwości. Mam pretensje że nie reagowałem, nie zbierałem informacji. Moja książka telefoniczna jest nieporównanie większa niż jego.

Z Konradem Jaskółą rozmawiałem podczas konferencji HIFU CLINIC - Centrum Leczenia Raka Prostaty

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

KRAJOBRAZ PO WYBORACH

WYNIKI, ANALIZY, KOMENTARZE