Obiecali i co dalej? Ludzie już przychodzą po 500 złotych na dziecko, urzędy odsyłają ich z kwitkiem

Ludzie już pytają, kiedy dostaną 500 złotych obiecane im przez Beatę Szydło.
Ludzie już pytają, kiedy dostaną 500 złotych obiecane im przez Beatę Szydło. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
"500 złotych na dziecko" to nie tylko najczęściej powtarzane hasło kampanii wyborczej, lecz także okresu po wyborach. Tylko, że tym razem nie powtarzają go politycy i dziennikarze, lecz także ludzie, którzy przychodzą do ośrodków pomocy społecznej z pytaniem "gdzie jest moje...?". W odpowiedzi słyszą "jeszcze nie ma". To może zaszkodzić PiS bardziej, niż skok na Trybunał Konstytucyjny.


500 złotych na dziecko to sztandarowa obietnica PiS. Według części komentatorów to za te 500 złotych partia kupiła sobie zwycięstwo w wyborach. Od miesiąca padają kolejne terminy wprowadzenia programu w życie: był już styczeń, później początek kwietnia, co oznacza, że ostatecznie skończy się na czerwcu. A ludzie już przychodzą do ośrodków pomocy społecznej i pytają, gdzie pieniądze, które obiecała im Beata Szydło.

Grad pytań

– Podpytują, dosyć często, zdarza się, że kilka razy w tygodniu, ale co najmniej raz w tygodniu ktoś przychodzi – słyszę w dziale świadczeń rodzinnych w Miejsko-Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Zagórzu na Podkarpaciu. Jak reagują, kiedy słyszą, że na razie żadnych pieniędzy nie ma? – Jedni wzruszają ramionami, nie dowierzają, że to będzie. Inni są przekonani, że wkrótce rząd zrealizuje swoją obietnicę – mówi moja rozmówczyni.
Ludzie przychodzący do innego ośrodka, tym razem w jednej z gmin województwie pomorskim już czekają na pieniądze. – Pewnego razu zadzwoniła kobieta prosząc o przesłanie formularzu z wnioskiem na projekt 500+, ponieważ wie, że w sąsiedniej gminie już takowe wydają – mówi nasza rozmówczyni. To oczywiście niemożliwe, bo projekt jest w powijakach.


PiS załatwi?
– Beneficjenci pomocy społecznej wiedzą, że opłaci im się korzystanie z tej zapomogi, często żartują nawet, że być może zdecydują się na kolejne dziecko. Chociaż należy zastanowić się, czy to rzeczywiście jest żart – słyszymy. – Nigdy nie słyszałam, że osoby głosowały na PiS, aby uzyskać takowe świadczenie, ale słyszałam już słowa "to PiS nam załatwił" – dodaje.


Jest też druga strona medalu. Oczywiście ośrodki pomocy społecznej nie są od tego, żeby zatrudniać urzędników, tylko pomagać, ale program 500 plus może oznaczać spore zwolnienia wśród pracowników socjalnych. – Zatrwożeni zaglądają do "teczek" podopiecznych licząc dzieci w rodzinie, a także martwiąc się o swoją pracę. Większość rodzin wielodzietnych nie będzie się wówczas kwalifikowała do pomocy, której przydzielaniem oni się zajmują – wyjaśnia moja rozmówczyni. Bo jeśli 500 złotych będzie wliczane do dochodu, część rodzin przestanie się kwalifikować do otrzymywania pomocy społecznej.


Głośny temat
– U nas jest spokojnie, jeszcze nie pytają – zapewnia Urszula Kalinowska, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej w gminie Kożuchów w województwie lubuskim. – Ludzie oglądają telewizję i wiedzą, że to ma być od kwietnia – dodaje.
Jednak nie wszyscy śledzą media tak dokładnie. – Mnie osobiście nikt jeszcze o to nie pytał, ale wiem, że koleżanki z działu świadczeń rodzinnych już takie pytania dostają – mówi Michał Gorlaszka, kierownik Miejsko-Gminny Ośrodka Pomocy Społecznej w Gołańczy (woj. wielkopolskie). – Pracownicy socjalni w terenie też słyszą pytania o te 500 złotych, bo to był ostatnio głośny temat. Ale nie chcemy jeszcze udzielać ludziom informacji, bo nie wiadomo jak to będzie wyglądało. Podobno ma być od kwietnia, ale nie zdziwiłbym się, gdyby to był jeszcze kolejny rok. Zainteresowanie na pewno jest duże – ocenia.

Polska lokalna czeka
O ludziach dobijających się do ośrodków pomocy społecznej po 500 złotych piszą też w ostatnich tygodniach lokalne media. "Express Kaszubski" pisał o przypadkach z gmin Sierakowice czy Stężyca. "Dziennik Bałtycki" rozmawiał z urzędnikami ze Sztumu czy Człuchowa. "Głos Wielkopolski" sprawdzał sytuację w Poznaniu.

O ile w Sejmie wojna polityczna zaczęła się właściwie od pierwszego dnia, o tyle wydaje się, że wyborcy dali nowej władzy tradycyjne 100 dni spokoju. Ale ich cierpliwość szybko się wyczerpuje, a sympatia na pstrym koniu jeździ. Dlatego jeśli rząd będzie zwlekał z realizacją swojej sztandarowej obietnicy albo nie będzie ona tak atrakcyjna, jak wyglądało to w kampanii, PiS może ponieść większe straty niż przez całą wojnę o Trybunał.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...