
– Kiedy już jesteśmy dorośli i samodzielni, chcielibyśmy znowu wrócić do bycia dzieckiem, wiary w Świętego Mikołaja i zachwytu choinką! – mówi Katarzyna Warnke, kobieta wielu talentów. Aktorka, pisarka, reżyserka, piosenkarka opowiada o magii Świąt z czasów dziecięcych, o tradycji i o tym, czym kieruje się przy wyborze bożonarodzeniowych prezentów dla najbliższych.
REKLAMA
Boże Narodzenie w dzieciństwie
Wszystkie nasze najbardziej intensywne wspomnienia związane są ze wczesnym dzieciństwem. Pamięć zapachów, kolorów, wzruszeń jest niezwykła. Pamiętam, jak przeglądałam się w bombkach, patrzyłam z bliska na światełka – choinka to był cały świat! I te oszałamiające zapachy: mieszanka sosny, pasty do podłóg i piekącego się ciasta. To moja mama tworzyła w ten niezwykły nastrój, dekorowała dom, przygotowywała potrawy.
Wszystkie nasze najbardziej intensywne wspomnienia związane są ze wczesnym dzieciństwem. Pamięć zapachów, kolorów, wzruszeń jest niezwykła. Pamiętam, jak przeglądałam się w bombkach, patrzyłam z bliska na światełka – choinka to był cały świat! I te oszałamiające zapachy: mieszanka sosny, pasty do podłóg i piekącego się ciasta. To moja mama tworzyła w ten niezwykły nastrój, dekorowała dom, przygotowywała potrawy.
W Wigilię razem z tatą ubieraliśmy choinkę, a gdy zaświeciła pierwsza gwiazdka, w kameralnym gronie (nasza czteroosobowa rodzinka i dziadek) dzieliliśmy się opłatkiem, a potem siadaliśmy do kolacji, którą mama podawała na bawarskiej porcelanie po babci. Potem były oczywiście prezenty i kolędy. Prezenty przyniesione były wcześniej, niepostrzeżenie. Kiedy byliśmy bardzo mali z moim bratem, rodzice twierdzili, że Mikołaj nie ma czasu i dlatego zostawia prezenty pod drzwiami – słyszało się dzwonek, biegło do drzwi, otwierało je, a tam nikogo, tylko prezenty.
Zdarzyło mi się być niegrzeczną pewnej Wigilii i mam zrobiła mi żart – zapakowała obierki z buraków jako prezent. Miałam wtedy pięć lat i wpadłam w rozpacz, nie można mnie było uspokoić, pomimo że prawdziwe prezenty, pojawiły się po chwili!
Dorosła Wigilia
Rytuały tworzą Święta, wprowadzają poczucie spokoju i harmonii. Chociaż czasami mogą być dla nas uciążliwe. W pewnym momencie zaczęło mnie drażnić to, że mam dwadzieścia parę lat, nie mam własnej rodziny i w związku z tym nadal muszę wpasować się w to, co jest. Czułam, że już z tego wyrosłam i przestało mnie to bawić. Chciałam, tak jak w świątecznym wideoklipie Wham, który zawsze mnie uwodzi, żeby byli przyjaciele, rzucali się śnieżkami, jedli wspólną kolację, śmiali się, pili wino. Żeby nie było żadnej babci, mamy czy barszczu. Chciałam mieć poczucie wolności, zrobić w końcu coś po swojemu.
Rytuały tworzą Święta, wprowadzają poczucie spokoju i harmonii. Chociaż czasami mogą być dla nas uciążliwe. W pewnym momencie zaczęło mnie drażnić to, że mam dwadzieścia parę lat, nie mam własnej rodziny i w związku z tym nadal muszę wpasować się w to, co jest. Czułam, że już z tego wyrosłam i przestało mnie to bawić. Chciałam, tak jak w świątecznym wideoklipie Wham, który zawsze mnie uwodzi, żeby byli przyjaciele, rzucali się śnieżkami, jedli wspólną kolację, śmiali się, pili wino. Żeby nie było żadnej babci, mamy czy barszczu. Chciałam mieć poczucie wolności, zrobić w końcu coś po swojemu.
Myślę, że mój tata też miał taką potrzebę, dlatego lubił mówić: „Rodzina to dla mnie moje dzieci i moja żona i spędzamy Święta po swojemu”. Może dlatego Święta były dla nas lekkie, swobodne. W intymnej atmosferze, robiąc to, na co mamy ochotę, czyli wspólnie spędzając czas. I ja wyrastając z dzieciństwa, czułam również to pragnienie stworzenia czegoś na własnych warunkach.
W tym roku Boże Narodzenie cieszy mnie bardziej niż zwykle, bo jest nas dwoje – w sierpniu się zaręczyliśmy i budujemy swoją historię. Po raz pierwszy mamy swoją choinkę, którą ubraliśmy z przyjaciółmi, wesoło spędzając wieczór przy lampce szampana. Może to taki nowy rytuał?
Zanim w moim życiu pojawił się mój narzeczony, zdarzyło mi się zorganizować Wigilię z przyjaciółmi. Zrobiłam rybę na parze i tyle – było super! W moim rodzinnym domu nie było akurat wielu potraw, ale zawsze zastanawiałam się, czemu ma służyć ta powszechna tradycja uginającego się stołu? Tylko objadaniu się? Normalnie na kolację jem przecież tylko jedno danie i nie specjalnie lubię mieszać smaki.
Teraz, kiedy jesteśmy we dwoje, nagle w moich wyobrażeniach o naszych Świętach, pojawia się porcelana mojej mamy i karp, krokiety, makowiec i barszcz, czyli wszystko to, co było u mnie w domu! Kontynuacja rytuałów jest istotna, ale też wnoszenie czegoś swojego w tę rzeczywistość. Mimo że mieszkamy razem, nie będziemy na razie robić swojej Wigilii, bo nie mamy powodu. Powodem chyba staje się dziecko.
Nie na ostatnią chwilę
Jestem zwolenniczką prezentów, ale nie z powodu sentymentu. Po prostu myślę, że jest to piękny symbol relacji między ludźmi, która polega na dawaniu i braniu. Wspaniały jest moment wręczania podarunku. Jest w tym geście zawarta pewna szczególna energia – że się pomyślało i zadbało o kogoś. Lubię robić prezenty i lubię też je dostawać. Myślę, że to symbol troski o drugiego człowieka. Dlatego przykrą rzeczą jest zostawiać takie zakupy prezentowe na ostatnią chwilę, kiedy wszyscy są w pędzie i marzą, żeby to bieganie po sklepach się wreszcie skończyło.
Jestem zwolenniczką prezentów, ale nie z powodu sentymentu. Po prostu myślę, że jest to piękny symbol relacji między ludźmi, która polega na dawaniu i braniu. Wspaniały jest moment wręczania podarunku. Jest w tym geście zawarta pewna szczególna energia – że się pomyślało i zadbało o kogoś. Lubię robić prezenty i lubię też je dostawać. Myślę, że to symbol troski o drugiego człowieka. Dlatego przykrą rzeczą jest zostawiać takie zakupy prezentowe na ostatnią chwilę, kiedy wszyscy są w pędzie i marzą, żeby to bieganie po sklepach się wreszcie skończyło.
Zazwyczaj bardzo cieszyłam się z prezentów. Pamiętam ten moment, kiedy zamykałam się na chwilę w swoim pokoju, żeby się nimi nacieszyć w samotności. Albo kiedy układałam je pod choinką, cały czas do nich wracając i upewniając się, że tam są. Mam w pamięci bardzo wczesną Wigilię, kiedy dostałam zabawkową pralkę i kuchenkę. W szafkach były takie maleńkie naczynia.
Wtedy w Polsce nie było takich kuchni ani takich ładnych sprzętów, a tym bardziej takich zabawek! Myślę, że rodzice kupili je w Pewexie. Pamiętam tę Wigilię bardzo dokładnie. Tata zrobił nam wtedy zdjęcia - slajdy i stąd mam dowód, że ta kuchenka i pralka istniały. To ciekawe, że cieszyły mnie tak sprzęty kuchenne.
Prezenty wyjątkowe
Lubię prezenty luksusowe. Moja mama nauczyła mnie myśleć o nich w sposób osobisty. Uważała, że nie wypada kupić komuś na przykład odkurzacza, czy innego sprzętu, z którego korzystać będą też inni. Też myślę, że prezent nie powinien być praktyczny. Najlepiej jeśli obdarowujemy czymś, co ma sprawiać wyłącznie przyjemność, czymś poza niezbędnością, rzeczą, o której obdarowywana osoba mogłaby nie pomyśleć, albo sama jej sobie nie kupić. Czymś, co sprawia, że czujemy się wyjątkowi.
Lubię prezenty luksusowe. Moja mama nauczyła mnie myśleć o nich w sposób osobisty. Uważała, że nie wypada kupić komuś na przykład odkurzacza, czy innego sprzętu, z którego korzystać będą też inni. Też myślę, że prezent nie powinien być praktyczny. Najlepiej jeśli obdarowujemy czymś, co ma sprawiać wyłącznie przyjemność, czymś poza niezbędnością, rzeczą, o której obdarowywana osoba mogłaby nie pomyśleć, albo sama jej sobie nie kupić. Czymś, co sprawia, że czujemy się wyjątkowi.
Dlatego lubię takie specjalne miejsca, jak Barber Shop, gdzie można kupić oryginalne kosmetyki i gadżety do pielęgnacji wyłącznie dla mężczyzn. Albo sklep z antykami, gdzie znajduję tyle pięknych rzeczy: starą biżuterię, rzeźby, filiżanki, a nawet zabytkową broń – raj dla wyobraźni! Tak również jest z ubraniami od MMC, jednej z moich ulubionych polskich marek. Każda z ich rzeczy zaskakuje ciekawą konstrukcją i ultranowoczesnością. To osobowość człowieka sprawia, że rzeczy te ożywają.
Wino może stać się inspiracją!
Winiarnia Marka Kondrata znajduje się na Wierzbowej, na przeciwko wejścia dla aktorów do Teatru Narodowego. Kiedy miałam próby do spektaklu „Nosferatu”, często tam zaglądałam. Bardzo lubię wina francuskie. Nie jestem znawczynią, ale smakoszką, więc dowiadywałam się trochę od pana, który tam pracuje. Urządzaliśmy sobie takie pogawędki i raz poprosiłam o wino ze względu na etykietę – był na niej czerwony zamek na turkusowym tle. Pan obsługujący mnie powiedział, że wino jest w smaku bardzo interesujące, trochę brutalne.
Winiarnia Marka Kondrata znajduje się na Wierzbowej, na przeciwko wejścia dla aktorów do Teatru Narodowego. Kiedy miałam próby do spektaklu „Nosferatu”, często tam zaglądałam. Bardzo lubię wina francuskie. Nie jestem znawczynią, ale smakoszką, więc dowiadywałam się trochę od pana, który tam pracuje. Urządzaliśmy sobie takie pogawędki i raz poprosiłam o wino ze względu na etykietę – był na niej czerwony zamek na turkusowym tle. Pan obsługujący mnie powiedział, że wino jest w smaku bardzo interesujące, trochę brutalne.
I rzeczywiście, jego smak skojarzył mi się z Nosferatu, ponurym wampirem: wino zaczynało się gwałtownie, miało w sobie dużo tanin, było cierpkie, pieprzne, głębokie i zaskakiwało finiszem, wdzięcznym i owocowym. Krew i namiętna miłość, jak przeżycia mojej bohaterki Miny ze spektaklu. Przy następnej wizycie opowiedziałam o swoich wrażeniach i uznaliśmy, że to również ciekawa inspiracja dla mojej pracy.
Jest coraz lepiej z kulturą picia alkoholu w Polsce. Wino to codzienna rzecz we Włoszech i we Francji, jednak u nas jest bardziej odświętne. Z powodzeniem można je kupić jako prezent. Oczywiście jeśli ktoś nie pija wina albo ma problem z alkoholem, to lepiej tego unikać! Jednak obdarowywany nie musi być miłośnikiem wina, nasz prezent może się stać piękną inspiracją, początkiem przygody z tym trunkiem.
To jest tak, jak z niszowymi perfumami, takimi jak te z Mood Scent Baru, które są produkowane na naturalnych olejkach, bez alkoholu. Potem taka osoba zazwyczaj nie wraca już do popularnych drogerii. Zapachy z niszowych perfumerii indywidualizują się, rozbrzmiewają oryginalnie na skórze. Mają swoją historię. Są to perfumy, które zazwyczaj nie są podzielone ze względu na płeć, dobiera się je ze względu na osobowość.
Szlachetny prezent: książka
Książki to moja pasja od dzieciństwa. Są moimi przewodnikami i nauczycielami, a przede wszystkim kontakt z nimi, to wielka przyjemność. Dlatego wybrałam dla siebie album „Savage Beauty”. O projektancie, który był geniuszem i prawdziwym artystą w świecie mody, Alexandrze McQueenie, jego pracy. Lista prezentów jest przesadą, ale jeżeli ktoś prosi nas o wskazówkę, to nie ma w tym nic złego. Bardzo chciałam mieć ten album i myślę, że sprawi mi wiele przyjemności, ale też będzie dla mnie wielką inspiracją.
Książki to moja pasja od dzieciństwa. Są moimi przewodnikami i nauczycielami, a przede wszystkim kontakt z nimi, to wielka przyjemność. Dlatego wybrałam dla siebie album „Savage Beauty”. O projektancie, który był geniuszem i prawdziwym artystą w świecie mody, Alexandrze McQueenie, jego pracy. Lista prezentów jest przesadą, ale jeżeli ktoś prosi nas o wskazówkę, to nie ma w tym nic złego. Bardzo chciałam mieć ten album i myślę, że sprawi mi wiele przyjemności, ale też będzie dla mnie wielką inspiracją.
Traktuję książki jak przyjaciół. Przechowuję je, wracam do nich. Myślę, że bez nich nie ma wysokiej kultury. Myślę, że bez książek nie rozwijamy się. Porozumiewamy się za pomocą słowa i im częściej z nimi obcujemy, tym łatwiej nam się komunikować i poruszać w przestrzeni relacji. Kiedy kupuje się książkę jako prezent, warto zorientować się, co kto lubi. Dla mnie książka jest jak spotkanie z drugim człowiekiem. Niektóre spotkania nie są dla nas dobre, innych unikamy.
Taki prezent wymaga czasu, uwagi i zrobienia rozeznania. Trzeba się postarać, tak jak z perfumami. Właściwie wszystkie prezenty, o których dziś rozmawiamy wymagają poświęcenia uwagi i rozpoznania preferencji osoby, którą będziemy obdarowywać. To nie są neutralne rzeczy. Myślę, że to w nich najfajniejsze, bo widać, że poświęciliśmy chwilę, przemyśleliśmy sprawę, ta osoba to po prostu odczuje.
Napisz do autorki:barbara.kaczmarczyk@natemat.pl
