Jest kilka względów, przez które prezes PiS Jarosław Kaczyński nie musi zbytnio przejmować się dziesiątkami tysięcy Polaków, którzy wychodzą na ulice.
Jest kilka względów, przez które prezes PiS Jarosław Kaczyński nie musi zbytnio przejmować się dziesiątkami tysięcy Polaków, którzy wychodzą na ulice. Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Prawie w każdym z 21 miast, gdzie Komitet Obrony Demokracji zorganizował sobotnie protesty, przyszło na nie co najmniej kilka tysięcy Polaków. Wszystkie przebiegły w spokojnej atmosferze. Nie było walki na pięści i kamienie, dominowały rzeczowe argumenty i spore poczucie humoru. Wyglądało to wszystko na wielkie święto społeczeństwa obywatelskiego. Pomimo tego sobotnie wydarzenia pokazały też kilka bardzo negatywnych dla polskiej demokracji zjawisk.

REKLAMA

1. Kto protestuje, jest obserwowany

Wielkie zgromadzenia zawsze przyciągają uwagę policji, a czasem i służb specjalnych. Im większe są demonstracje Komitetu Obrony Demokracji, tym w zasobach operacyjnych więcej zdjęć, nagrań i notatek, w których przewijają się ci, którzy odważyli się pokazać na ulicach. W sobotę zwracał na to uwagę szef zespołu bezpieczeństwa z serwisu Niebezpiecznik.pl Piotr Konieczny, który tak komentował działania policji na krakowskiej demonstracji KOD:
Wielu protestujących nie ma o tym pojęcia, a im mocniej świadomość takich działań będzie w nich wzrastała, tym Mateuszowi Kijowskiemu może być trudniej mobilizować tłumy. Szczególnie, że nie wiadomo, w jaki sposób nowa, skłonna do skrajnego naginania prawa władza będzie wykorzystywała zebrane materiały. Dotąd służyły one raczej do zwyczajnej analizy zagrożeń, ale przecież bardzo łatwo użyć ich w celach politycznych.

2. Kto protestuje, ten jest wrogiem

Wspomniane powyżej zagrożenie zdaje się być tym bardziej realne, gdy wsłuchamy się w to, jak władza komentuje protesty. – Te manifestacje to sukces socjotechniki tych, którzy czują się beneficjentami III RP – stwierdził doradca prezydenta Andrzeja Dudy ds. bezpieczeństwa prof. Andrzej Zybertowicz. Na antenie TVP Info przedstawiciel głowy państwa przekonywał telewidzów, że dziesiątki tysięcy protestujących w całej Polsce to "cwaniacy, którzy byli przy kurku strumieni finansowych, grantów, dotacji, projektów".
Pokazuje to skrajnie niechętne nastawienie ludzi władzy wobec przeciwnych ich działaniom Polaków. W chwili obecnej kończy się na słowach pogardy, ale wyraźnie służą one temu, by z najaktywniejszych sympatyków opozycji prodemokratycznej zrobić grupę stwarzającą zagrożenie dla państwa. Kiedy to się uda, usankcjonowana zostanie droga do bardziej stanowczych działań wobec skłonnych do protestu.

3. Kto protestuje, tego trzeba uciszyć?

Takie sugestie pojawiają się po tym, gdy warszawska manifestacja Komitetu Obrony Demokracji została zakończona przedwcześnie ze względu na informacje o tym, iż w okolicach podłożona została bomba. Służby doprowadził do szybkiego rozejścia się demonstrantów do domów teoretycznie dla ich dobra.
Wśród opozycji szybko pojawiły się jednak głosy, iż rzekoma informacja o podłożeniu ładunków wybuchowych w okolicach Sejmu była jedynie idealnym pretekstem do ucieszenia Polaków, którzy licznie zgromadzili się na Wiejskiej.

4. Kto protestuje, ten jest stary

Większość manifestacji przeciw działaniom Prawa i Sprawiedliwości, które próbuje ograniczyć demokrację w Polsce, tworzył przede wszystkim tłum ludzi co najmniej w średnim wieku. Inaczej niż na skrajnie prawicowym "Marszu Niepodległości", czy marszach smoleńskich organizowanych przez rząd, nie rzucały się dziś w oczy większe grupy nastolatków, czy 20-30-latków.
logo
Na protestach KOD nie ma tyle młodych Polaków, co na Marszach Niepodległości i innych skrajnie prawicowych wydarzeniach. Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Wygląda więc na to, iż młodzi Polacy nie mają ochoty angażować się w prodemokratyczne działania. Co więcej, wielu z nich zdaje się być bardziej zainteresowanych obroną autorytarnych poczynań nowej władzy, która skutecznie uwiodła młodzież w trakcie tegorocznego maratonu kampanii wyborczych. KOD szybko może stać się więc obiektem zmasowanych kpin, a udział w manifestacjach będzie uważany za coraz większy "obciach".

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl