
Konserwatywna Partia Ludowa obecnego premiera Hiszpanii Mariano Rajoya wygrała niedzielne wybory parlamentarne zdobywając 26,8 proc. głosów. Jednak zarazem straciła swoją dotychczasową większość bezwzględną, co oznacza, że zajmie jedynie około 120 miejsc z 350-osobowego parlamentu i będzie potrzebowała koalicjanta.
Według badań exit-poll, socjaliści, którzy osiągnęli drugi wynik, zdobędą w nowym parlamencie od 81 do 85 miejsc. Trzeci jest lewicowy Podemos. Formacja ta może liczyć na 76-80 miejsc, zaś liberałowie z Ciudadanos od 47 do 50 miejsc.
Co oznacza taki podział miejsc w parlamencie? To, że smak zwycięstwa dla konserwatystów będzie dość gorzki, ponieważ nie będą w stanie utworzyć samodzielnego rządu razem z drugim prawicowym ugrupowaniem Ciudadanos. Socjaliści i Podemos mają teraz razem ponad połowę miejsc w hiszpańskim parlamencie, ale zapowiadali przed wyborami, że nie będą tworzyć koalicji.
To historyczny moment dla Hiszpanii, ponieważ skończył się dwupartyjny system, który kształtował demokrację od śmierci osławionego gen. Franco. Jak już pisaliśmy w naTemat rząd Rajoya ma kiepskie notowania przez swoją restrykcyjną politykę ograniczającą wolności obywatelskie, a także przez rosnące niezadowolenie "oburzonych" młodych Hiszpanów, którzy nie mają perspektyw i pracy. Frekwencja w wyborach parlamentarnych wyniosła 58,4 proc. do godz. 17.00. Według przewidywań, frekwencja w całym kraju wyniesie ponad 70 procent.
źródło: TVN24
