Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

– Chcemy mieć ostrzejsze i bardziej jasne reguły dotyczące kontroli oraz nabywania broni palnej w Unii Europejskiej – oznajmiła już kilka dni po zamachach w Paryżu komisarz UE ds. rynku wewnętrznego Elżbieta Bieńkowska. Bo to właśnie od niej zależy, jak łatwo w Europie legalnie zdobyć broń. Problem tylko w tym, iż przygotowywane przez ludzi Bieńkowskiej przepisy mają chronić nas przed terroystami, którzy zaopatrują się na czarnym rynku, a nie w salonach z bronią.

REKLAMA
Dla miłośników broni, strzelectwa i myślistwa to więc jasne, że Komisja Europejska po prostu wylewa dziecko z kąpielą. W całej Unii Europejskiej słychać głosy oburzenia. Mówi się, że to tylko kolejne utrudnianie życie tym, którzy broń kupują i wykorzystują legalnie, czyli zwykle najbardziej praworządnym obywatelom. Inni wskazują, że to też droga do całkowitego rozbrojenia europejskich domów, co w tak gorących czasach nie jest najlepszym pomysłem.
Protestują także w Polsce, gdzie zdobycie uprawnień do posiadania legalnej broni jest i tak skrajnie trudne. O tym, jak komisarz Bieńkowska zamierza to utrudnić jeszcze bardziej rozmawiamy z Rafałem Kawalcem z Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni.
W Polsce posiadanie broni nie jest powszechne i podchodzi się do jej posiadaczy z dystansem. Gdy większość słyszy o kolejnych obostrzeniach, zapewne uznaje więc, że to działania właściwie. Jak wytłumaczyłby im Pan, że Komisja Europejska jednak popełnia błąd?
Rafał Kawalec, ROMB: Przede wszystkim dyrektywa Unii Europejskiej skierowana jest przeciwko niewłaściwym ludziom. Żadna z propozycji nie wpłynie istotnie na zaopatrzenie terrorystów w broń palną, natomiast będą one szykanować jej legalnych posiadaczy. Z punktu widzenia urzędnika jest to logiczne, bo nie ma on żadnej możliwości śledzenia skąd do terrorystów płynie nielegalna broń, natomiast listę ludzi posiadających ją legalnie ma w komputerze. Szykanowanie ich jest zwyczajnie łatwiejsze.
Na czym dokładnie polegają proponowane przez komisarz Elżbietę Bieńkowską zmiany?
Oprócz sztandarowego postulatu, czyli zakazania broni samopowtarzalnej podobnej do samoczynnej, komisarz Bieńkowska przyszykowała nam szereg innych szykan. Na przykład zakaz nabywania broni przez internet, co dziś teoretycznie jest możliwe. Niemniej jednak wymaga to dostarczenia odpowiednich dokumentów. W polskich warunkach konieczny jest też osobisty odbiór. Z tym bywają też problemy. Sam byłem świadkiem sytuacji, gdy człowiek który "zakupił broń przez internet" nie otrzymał jej od sprzedawcy, gdyż w zaświadczeniu z komendy wojewódzkiej, uprawniającym go do zakupu, był zamieszczony inny adres niż w jego dowodzie osobistym.
Jednak najbardziej kuriozalna jest propozycja, by pozbawiać cech użytkowych broń... w muzeach. Innym pomysłem KE jest zakaz posiadania broni samoczynnej zdezaktywowanej. Jest to o tyle ciekawe, że przywrócenie do sprawności technicznej "kałacha" zdezaktywowanego według polskich przepisów byłoby równoznaczne z jego całkowitą odbudową. W przeciwnym przypadku pozostaje on bronią tylko wtedy, gdy się go używa jako maczugi...
Osobnym problemem są szykany wobec posiadaczy replik broni historycznej. Od 2004 roku każdy pełnoletni obywatel Polski może iść do sklepu i zakupić funkcjonalne repliki broni czarnoprochowej rozdzielnego ładowania. To na przykład rewolwery Colta, którymi podbijano Dziki Zachód. Czy słyszał pan o spływających z tego powodu krwią ulicach w Polsce? A może o terrorystach używających broni muszkieterów?
W KE skupiają się jednak przede wszystkim na zakazaniu "broni palnej samopowtarzalnej, która przypominam broń samoczynną". Komuś, kto nigdy nie interesował się bronią niewiele to mówi. O jakie modele tu chodzi?
Do tej kategorii zalicza się między innymi broń wojskowa pozbawioną możliwości strzelania ogniem ciągłym, jak na przykład popularne AKMS-y. To też broń już fabrycznie stworzona jako samopowtarzalna, ale na bazie modeli wojskowych, na przykład CZ858 czy Radom Sport. Zaliczyć do tej grupy można jednak też broń bocznego zapłonu, przeznaczoną typowo do strzelania rekreacyjnego, która tylko przypomina z wyglądu broń wojskową. Warto zwrócić uwagę, że jeśli proponowane przepisy wejdą w życie, to na przykład samopowtarzalny sztucer myśliwski będzie dozwolony, ale strzelająca słabym sportowym nabojem replika amerykańskiego AR15 trafi na listę zakazaną.
Żaden zamach nie został dokonany przy użyciu tych rodzajów broni. Natomiast jest ona powszechnie używana do uprawiania sportu. Wykorzystuje się ją na przykład w konkurencjach karabinowego strzelectwa praktycznego (IPSC), które praktycznie przestałyby istnieć po wprowadzeniu tej dyrektywy.
Miłośnicy broni przekonują, że nowe przepisy uderzą przede wszystkim w najbardziej praworządnych obywateli UE. Dlaczego?
Bo terroryści nie zaopatrują się w legalnie działających sklepach. A dyrektywa dotyczy tylko obrotu bronią legalną...
Terroryści i przestępcy nie będą mieli dzięki temu trudniej?
A dlaczego mieliby mieć? Nawet raporty MSW od lat jako źródło pochodzenia nielegalnej broni wskazują przemyt z regionów ogarniętych wojną, lub takich, gdzie wojna trwała stosunkowo niedawno. Wciąż sporymi zapasami dysponują grupy przestępcze z regionu dawnej Jugosławii. Należy się spodziewać powstawania dziś podobnych zapasów na Ukrainie. Rozkradziono również składy broni Kadafiego, a także armii Iraku i Syrii.
Jak często do popełniania przestępstw, czy organizacji zamachów wykorzystywana jest legalnie pozyskiwana broń?
Praktycznie w ogóle. Owszem, do zamachu na Charlie Hebdo użyto broni, którą zakupiono na Słowacji jako zdezaktywowaną i naprawiono. Jednak to wynika z faktu, że KE nie wyegzekwowała właściwie obowiązującej już dyrektywy z 2008 roku, w której nakładała obowiązek opracowania zasad dezaktywacji broni tak, by jej naprawa nie była zbyt łatwa.
Dodajmy jednaj, że jeden z użytych w Paryżu kałasznikowów pochodził właśnie z Jugosławii, gdzie zaginął w czasie wojny. Dostępność do takiej broni jest głównym powodem, dla którego... terroryści nie robią jej sami. Pamiętajmy, że nawet w warunkach hitlerowskiej okupacji kilkadziesiąt warsztatów w Polsce produkowało pistolety maszynowe Sten. Naprawdę ktoś wierzy, że dziś, w epoce cyfrowo sterowanych obrabiarek, terroryści nie są w stanie sami zrobić kałasznikowów? Zwłaszcza, że to broń na jeden zamach, a nie na lata.
Jak bardzo liberalne pańskim zdaniem powinno być więc podejście naszych rządzących do posiadania broni?
Zdecydowanie bardziej liberalne niż dziś! W czym my jesteśmy gorsi od Czechów, którzy cieszą się jedną z najbardziej liberalnych ustaw o broni w Unii Europejskiej? Uważam, że prawo do posiadania broni powinien mieć każdy, kto zda odpowiedni egzamin i wobec kogo nie występują kryteria wykluczające, czyli na przykład narkomania, kryminalna przeszłość, czy też choroba psychiczna.
Obecnie pracujemy nad obywatelskim projektem nowej ustawy o broni i amunicji, który wprowadza trzy klasy pozwoleń. Najniższa kategoria uprawniałaby wyłącznie do posiadania broni przeznaczonej do sportu i ewentualnie obrony domu. Do tego mogą służyć jednostrzałowe strzelby, broń powtarzalna bocznego zapłonu itp. Pozwolenie najwyższej kategorii uprawniałoby natomiast do noszenia broni przy sobie i wydawane byłoby na 5 lat ludziom, którzy udowodnią na strzelnicy, że w warunkach stresu potrafią się nią właściwie posłużyć.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl