
Jak się spodziewano, nad ranem w Wigilię większość senatorów przepchnęła dalej nowa ustawę o Trybunale Konstytucyjnym autorstwa Prawa i Sprawiedliwości. Za nią opowiedziało się 58 członków Senatu, przeciw nowelizacji było 28, a 1 wstrzymał się od głosu. W izbie wyższej polskiego parlamentu nie wprowadzono żadnych poprawek. By doprowadzić do przejęcia kontroli nad Trybunałem, PiS musi już tylko czekać na podpis prezydenta Andrzeja Dudy, co powinno być formalnością.
Pracowali nocą, ale prezydentowi dali się wyspać... Ostatni gwóźdź do trumny Trybunału Konstytucyjnego i obowiązywania konstytucji w dotąd znanej formie tradycyjnie wbito w parlamencie w nocy. Debata w Senacie zakończyła się w Wigilię o godz. 3:20. Co świetnie ilustruje determinację, z jaką Prawo i Sprawiedliwość działa w sprawie przejęcia kontroli nad TK.
Tym razem do pracy tak późną nocą partia rządząca postanowiła jednak nie zmuszać prezydenta Andrzeja Dudy. Ustawa nie została więc natychmiast przez głowę państwa podpisana. - Nie ma takiej potrzeby i nie było takiego planu, by wieźć ją w nocy do pana prezydenta - poinformował dziennikarzy tuż po zakończeniu posiedzenia marszałek Senatu Stanisław Karczewski.
Świat zapowiada sankcje Działania kierowanej przez niego izby zaostrzyły tylko kłopoty, które PiS ściąga na Polskę na arenie unijnej i międzynarodowej. Przypomnijmy, iż stanowczo w sprawie demontażu demokratycznego ustroju nad Wisłą wypowiada się już Unia Europejska. Bruksela wyraziła oczekiwanie, że ustawa nie zostanie ostatecznie przyjęta, albo przynajmniej prace nad nią zostaną wstrzymane, aż wszelkie wątpliwości co do jej demokratyczności zostaną wyjaśnione.
Podobne głosy napływają także z Organizacja Narodów Zjednoczonych. - To godne pożałowania, że większość parlamentarna w Polsce przepycha ustawę przez parlament tak szybko, jak to możliwe, mimo protestów społecznych oraz zastrzeżeń zgłaszanych przez niezależne organy - grzmiał w środę Jan Jarab z Biura Praw Człowieka ONZ.
Za działania polskiego parlamentu, rządu i prezydenta wkrótce słono mogą zapłacić zwykli Polacy. - Gdyby polski rząd nie skorygował decyzji, trzeba by nałożyć sankcje. Rozwój wydarzeń w Warszawie przypomina drogę, którą poszły także dyktatorskie reżimy - zapowiedziała niedawno wpływowy na europejskich salonach szef MSZ Luksemburga Jean Asselborn.
