
– Nie mam do żalu do rządzących, że robią to wszystko przed Świętami. Nie mam żalu, bo wiem, że do nich nie przemawiają żadne argumenty. Czemu mieliby przejmować się tym, że zaburzają czas Bożego Narodzenia? Przecież oni nie mają nawet wyrzutów sumienia, że niszczą Polskę... – mówi w specjalnym, wigilijnym wydaniu "Bez autoryzacji" ks. Kazimierz Sowa.
REKLAMA
Święta spędza Ksiądz w Krakowie, czy w Warszawie?
ks. Kazimierz Sowa: Boże Narodzenie spędzę w Krakowie i okolicach.
Tam zapewne też nie uda się uciec od polityki... Na pewno zdominuje ona Boże Narodzenie w większości polskich domów. Jest jakiś sposób, by się o nią nie pozabijać przy świątecznym stole?
Osobiście mam ten luksus, że ani ja, ani nikt, kto zasiądzie do świątecznego stołu w mojej rodzinie, nie musi się wstydzić tego, jak i na kogo głosował. Polityka na pewno nas więc nie podzieli. Pomimo tego że w jakiś sposób nasza rodzina jest politycznie naznaczona przez fakt, iż politykiem jest mój brat, to wszystko będzie jednak w naszym domu tematem pozostającym w tych dniach gdzieś w tyle. Nie planuję zajmowania się polityką w Święta.
A co można poradzić tym, którzy tego luksusu nie mają? Tym, którzy nawet jeśli sami nie chcą dyskutować o ostatnich wydarzeniach w kraju, to zostaną do tego zmuszeni przez najbliższych...
Zawsze można krótko zakończyć taki temat stwierdzeniem "chcieliście, to macie". A jeśli "sytuacja polityczna" w domu naprawdę bardzo mocno dzieli, to zawsze warto zmienić temat. W tym roku świetnym pretekstem jest pogoda. Na polityczne spory można odpowiedzieć więc utyskiwaniem na to, że nie ma śniegu na Boże Narodzenie...
Oczywiście trochę trywializuję. Bo wiadomo, że czasem trudno o ucieczkę od emocjonalnych rozmów o polityce, gdy wraca się do domu po dłuższym czasie, w którym wszystkich codziennych tematów nie można było z bliskimi tak łatwo poruszać. Jednak naprawdę nie ma żadnego powodu, byśmy w tak ważne dni się o politykę zabijali. A jeśli już dyskutujemy, to warto wyrazić kilka swoich opinii i na tym skończyć. Święta naprawdę nie są od tego, by kogokolwiek na jakikolwiek polityczny tor nawracać.
Ma Ksiądz żal do rządzących, że to wszystko, co tak dzieli Polaków dzieje się tuż przed Świętami?
Nie mam do żalu do rządzących, że robią to wszystko przed świętami. Nie mam żalu, bo wiem, że do nich nie przemawiają żadne argumenty. Czemu mieliby przejmować się tym, że zaburzają czas Bożego Narodzenia? Przecież oni nie mają nawet wyrzutów sumienia, że niszczą Polskę...
Skoro mowa o kalendarzu, to warto zwrócić uwagę, że ten kościelny często nakłada się na polityczny, co odzwierciedla się w świątecznych homiliach. Dotąd normą było, że piętnowano w nich poczynania aktualnie rządzących. Czy teraz czeka nas zmiana i na celownik trafi opozycja?
W Polsce tak się złożyło – co jest w moim przekonaniu wielkim nieszczęściem – że główne święta katolickie, takie jak Boże Narodzenie, Wielkanoc i Boże Ciało są momentem, w którym następuje tzw. pobudzenie homiliatyczne w tematach politycznych i społeczno-politycznych. Mam jednak wrażenie, że gdyby kontynuować to zjawisko właśnie w te święta, to wielu nie tylko duchownych musiałoby połknąć swój własny język.
Bo przecież jeszcze niedawno nie było tygodnia, by ważne postacie polskiego Episkopatu – nie wspominając już o przeciętnych proboszczach – nie komentowały i nie karciły rządzących za to co zrobili lub czego zrobić nie chcieli. Myślę więc, że będzie elegancko jeśli w te święta wreszcie usłyszymy więcej o prawdzie narodzenia Pana Jezusa, a niekoniecznie o tym, co dzieje się w polityce. To wyszłoby na zdrowie zarówno polskiej polityce, jak i Kościołowi.
Jest jeszcze coś, co dziś jeśli nawet nie łączy Polaków, to przynajmniej ich nie dzieli?
Oczywiście! To sam fakt przeżywania świąt we wspólnocie, która ma takie same korzenie religijne i duchowe. To też przynależność do Kościoła, nawet jeśli u wielu jest ona jedynie przynależnością formalną. Wszystko to stanowi kręgosłup kulturowy naszego narodu, co przekłada się na podobne postrzeganie przez nas świata.
Powinniśmy właśnie popatrzeć na Boże Narodzenie jako na czas wspólnoty. Przeżywanej tak przy świątecznym stole z najbliższymi, jak i w znacznie większej, narodowej wspólnocie. Wśród tych ludzi, którzy żyją tu i teraz, w tym samym kraju co my, którzy są Polakami. Życzyłbym sobie na te Święta, by właśnie taka refleksja była w tej naszej wspólnocie powszechna. A szczególnie tego, by nastąpiła w sercach i głowach liderów politycznych. Bo to oni narzucają ton dyskusji. Jeśli wśród nich brakuje jakiejkolwiek refleksji, trudno się potem dziwić, że nie ma jej pomiędzy zwykłymi Polakami.
O co się modlić w Boże Narodzenie? Wypada o ojczyznę, czy może nawet głęboko w sumieniu w święta trzeba odsunąć politykę na bok?
Modlić się za ojczyznę nie tylko wypada, ale wręcz trzeba. Przecież "Bóg się rodzi, moc truchleje" tysiącom Polaków dawało sens życia, gdy o wolnej Polsce mogliśmy sobie tylko pomarzyć! "Podnieś rękę Boże Dziecię" to kolejne słowa, które słyszymy w kolędach, a które są równie mocno zakorzenione w tradycji duchowej, jak i patriotycznej. Módlmy się więc w te dni za ojczyznę. Śpiewajmy te piękne polskie kolędy z myślą, że Bóg pobłogosławi nie tylko nam, ale i całemu narodowi.
Warto też uświadamiać sobie w Boże Narodzenie, że są wartości dużo ważniejsze, dużo bardziej potrzebne, niż te tworzące polityczny zgiełk, który nas otacza i sprawia, że do poczucia skrajnego zagrożenia jednych Polaków doprowadza to, co jest spełnieniem politycznych marzeń dla drugich. Tak się historia dzieje, że Bóg wkracza w nią i nasze losy zmienia...
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
