W wigilię przyszedł do nich bezdomny. "Myśleliśmy, że to sąsiedzi chcą pożyczyć sól"
W wigilię przyszedł do nich bezdomny. "Myśleliśmy, że to sąsiedzi chcą pożyczyć sól" BobsonTeam Pranks / YouTube.com

To tylko zwykła tradycyjna – myśli zapewne większość z nas, zostawiając przy wigilijnym stole puste miejsce dla zbłąkanego wędrowca. A pomyśleliście kiedyś, jak byście się zachowali, gdyby naprawdę ktoś zapukał do drzwi 24 grudnia?

REKLAMA
Niby wszyscy jesteśmy na to gotowi, a tak naprawdę większość z nas nie wyobraża sobie przyjęcia przyjęcie zbłąkanego wędrowca. No bo niby jak miałoby to wyglądać? Ktoś obcy, być może zziębnięty, przemoczony i niepachnący fiołkami wchodzi do naszego domu, aby wraz z nami zasiąść przy świątecznym stole. Oni też nie byli, ale ta historia przytrafiła im się naprawdę.
"Myśleliśmy, że to sąsiad"
Łęczna, pod Lublinem. 19 tysięcy mieszkańców – miasto powiatowe. To właśnie tam kilka lat temu do domu dorosłej dziś Katarzyny przyszedł zbłąkany wędrowiec. – Byłam wtedy mała i niewiele pamiętam. Ale do tej pory wspominamy z rodziną tamtą wigilię. Chyba nieczęsto zdarza się coś takiego – mówi.
I rzeczywiście nieczęsto. Gdy rodzina Kasi siedziała już przy świątecznym stole, ktoś zadzwonił do drzwi. Pierwszą myślą, którą ktoś wypowiedział na głos było to, że widocznie sąsiedzi potrzebują soli lub innego drobiazgu. Bo kto inny mógłby pojawić się o takiej godzinie, w takim dniu? Drzwi otworzyła babcia Kasi, która ku swojemu zdziwieniu zobaczyła nie sąsiadkę, a bezdomnego.
– Babcię po prostu wmurowało w ziemię – wspomina moja rozmówczyni. Rodzina Kasi jest raczej zamknięta i chłodna w obyciu. Tym większe było jej zdziwienie, gdy babcia z bratową zaczęły nalegać, aby gość wszedł do środka. – Nie chciał siadać przy stole. Prosił tylko o jedzenie – wspomina moja rozmówczyni, która miała wówczas najwyżej trzy latka.
Mężczyzna nie chciał wejść do środka. Stwierdził, że zaczeka na przydomowej ławeczce, ale chciałby dostać coś do zjedzenia. Dostał ciepłą herbatę, a w domu zaczął się wielki rozgardiasz. – Wszyscy domownicy zaczęli biegać w poszukiwaniu reklamówek i opakowań na posiłki. – Chociaż raz nie zmarnowało się u nas jedzenie w czasie świąt – mówi Kasia. Bezdomny podobno ledwo zszedł po schodach z reklamówkami pełnymi jedzenia.
Polityka zamkniętych drzwi
Nie wszyscy jednak reagują na "obcego" tak, jak rodzina naszej bohaterki. Pewien YouTuber – Bobson Prank postanowił sprawdzić, jak wiele w przyjmowaniu zbłąkanego wędrowca jest tradycji, a jak wiele rzeczywistej gotowości do pomocy. Jak się okazuje, zamiast wielkiego serca, Polacy zafundowali mu wielkie rozczarowanie.
"Byłam zbłąkanym wędrowcem"
O ile mało kto spodziewa się, że w czasie wigilii będzie gościć zbłąkanego wędrowca, tak jeszcze mniej osób spodziewa się... że sama wcieli się w jego rolę. Nie w wigilię, ale w czasie świąt Bożego Narodzenia, właśnie taka historia przydarzyła się naszej rozmówczyni – Agnieszce.
– Wracaliśmy samochodem do domu w drugi dzień świąt. Pech chciał, że nasze auto się zepsuło w drodze do Krakowa i utknęliśmy w Olkuszu – wspomina. Agnieszce i jej rodzinie przyszedł z pomocą starszy mężczyzna, który postanowił pomóc im w opresji. – Wydawał się być wręcz bardzo szczęśliwy, że nas widzi. Zaprosił nas do siebie, zupełnie tak, jakbyśmy byli jego bliskimi. Tak też się poczuliśmy – jak rodzina, która przyjechała na święta – mówi.
Okazało się, że mężczyzna dzień wcześniej pokłócił się ze swoim synem i synową, którzy mieli odwiedzić go w czasie świąt. Wcześniej przygotował dla nich jedzenie, które siłą rzeczy miało trafić do kosza. – To było niesamowite... takie uczucie bliskości od człowieka, którego pierwszy raz na oczy widzieliśmy – wspomina Agnieszka. Mężczyzna nie tylko przyjął ich pod swój dach i podarował jedzenie, ale też pomógł znaleźć fachowca, który naprawił ich auto.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl