
Ministerstwo Edukacji Narodowej na początku roku zmniejszy subwencję na edukację domową, z której w Polsce korzysta 3 tysiące uczniów. Rodzice proponują rozsądne rozwiązania, jednak MEN zdania nie zmieni.
REKLAMA
Na każdego polskiego ucznia państwo płaci subwencję oświatową w wysokości ponad 5 tysięcy złotych rocznie. Suma ta trafia do samorządów, organizacji pozarządowych i innych instytucji, które prowadzą szkoły. Rodzice dzieci, które uczą się w domu proponują, żeby zamiast zmniejszania subwencji dla ich dzieci odebrano około 4 złotych każdemu uczniowi w Polsce - co nie będzie odczuwalne, a znacznie poprawi sytuację finansową państwa.
Wysokość subwencji nie jest taka sama dla każdego. Więcej dostają uczniowie niepełnosprawni lub ci, którzy uczą się w małych szkołach wiejskich. Dotyczy to również tych dzieci, które korzystają z edukacji domowej. Pieniądze trafiały do szkół, do których tacy uczniowie byli formalnie zapisani. Nowe rozporządzenie zmniejszy kwotę subwencji do 0,6 kwoty bazowej.
Jakie jest uzasadnienie tej decyzji? W rozporządzeniu zawarta jest informacja, że koszty kształcenia uczniów spełniających obowiązek szkolny w stosunku do pozostałych uczniów są niższe. Szkoły, do których zapisane są takie dzieci mają ponosić niewielkie koszty związane z ich klasyfikacją, czyli z egzaminowaniem.
To prawdopodobnie nie koniec obniżek subwencji oświatowych. W uzasadnieniu do rozporządzenia znajdują się informacje, według których samorządy zachęcają do kolejnych obniżek. Władzą samorządowym ponoć nie podoba się to, że edukacją domową objęte są dzieci, które mieszkają za granicą. Gminy płacą za nie dokładnie tyle samo pieniędzy, co za uczniów normalnie uczęszczających do szkół.
Rodzice, których dzieci korzystają z edukacji domowej czują się rozgoryczeni, ponieważ Prawo i Sprawiedliwość wydawało się być przyjaźnie nastawione do tego typu edukacji, a partia deklarowała, że edukacja domowa nie będzie zagrożona. Petycję do minister Anny Zalewskiej podpisało już 1,2 tysiąca osób.
źródło: "Gazeta Wyborcza"
