Ile kosztuje wojna z bankiem? Ta frankowiczka sprawdziła ceny prawników i… będzie potrzebny kredyt

Demonstracja Frankowiczów pokazywała ich bezradność, jednak teraz do akcji wkroczyli dobrze opłacani specjaliści.
Demonstracja Frankowiczów pokazywała ich bezradność, jednak teraz do akcji wkroczyli dobrze opłacani specjaliści. fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta
Frankowicze i ich prawnicy dokonali już sporego wyłomu w obronie banków. Walka pozwami przyniosła co najmniej 3 ważne wyroki sądów, na podstawie których klienci mogą domagać się zwrotu nadpłaconych rat kredytu, obniżenia płatności w przyszłości oraz obniżenia salda długu. Niestety, nie wystarczy tylko mieć rację, ale trzeba jeszcze umieć ją sobie wywalczyć.


Pani Marcela, klientka mBanku, po konsultacjach z prawnikami doszła do wniosku, że może odzyskać około 20 tys. złotych z nadpłaconych rat swojego kredytu. W przyszłości zyskałaby dodatkowe 60 tys. oszczędności na kosztach swojego kredytu. Sprawa oczywiście wymagałaby podjęcia walki w sądzie. I tu zaczęły się problemy.



– Jedna z renomowanych kancelarii adwokackich w Warszawie wycenia swoje usługi na 4,8 tys. złotych za przeprowadzenie sprawy w pierwszej instancji i dodatkowo 2,4 tys. złotych za drugą instancję – twierdzi w rozmowie z naTemat. To nie wszystko klientka banku będzie musiała także uiścić opłatę sądową również opłatę sądową (5 proc. wartości roszczenia) od pozwu, a także drugie tyle, jeżeli będzie składała apelację. Bez gwarancji sukcesu, koszty jej sądowej walki przekraczają 10 tys. złotych.


Bankierzy mogą spać spokojnie
W przypadku wygranej w I instancji i apelacji banku, to firma pokrywa opłatę od apelacji. W takim wypadku, bank będzie jeszcze zobowiązany do zwrotu kosztów zastępstwa procesowego, w wysokości 2,4 tys. zł w I instancji i 1,2 tys. zł w II instancji. Pomniejszy to oczywiście koszty inwestycji w pozew.


– Mój dochód wynosi 4,5 tys. miesięcznie. Najzwyczajniej nie stać mnie na taki pozew! – mówi gorzko frankowiczka. Oto dlaczego, pomimo pierwszych niekorzystnych rozstrzygnięć w sądach, bankierzy mogą spać spokojnie. Większość frankowiczów nie znajdzie pieniędzy w domowych budżetach na procesy. Tym bardziej, że szwajcarska waluta znowu podrożała do 4 zł i raty zaczynają być dotkliwe.

Prawnicy już zorientowali się, że 270 tys. rodzin mających problemy z kredytem przy wysokim kursie waluty to świetny i zmobilizowany rynek. Jedna z kancelarii prowadząca sprawy grupowe klientów banków przyjęła 300 tys. zł honorarium. Na początek. Trudno jednak krytykować prawników, że chcą wynagrodzenia, gdy sprawy z bankami są skomplikowane i drobiazgowe.
Podsumowanie sądowej wojny

Sąd Okręgowy w Warszawie wydał trzy wyroki uznając za niezgodne z prawem tzw. klauzule indeksacyjne (przeliczenie kredytów wypłaconych w złotówkach na CHF) w bankach: BPH, BRE Banku, Millenium Klienci mogą walczyć o: ustalenie, że klauzule indeksacyjne były bezskuteczne, zwrot przez bank nadpłaconych rat kredytu, a także zapłaconych kwot tytułem ubezpieczenia niskiego wkładu własnego. Obniżenie rat w przyszłości. Ustalenie niższego salda zadłużenia

Co ciekawe, dla takich osób kancelarie specjalizujące się w kredytach frankowych przygotowały jeszcze inne rozwiązanie. To wariant, w którym prawnicy podejmują się walki w sądzie za darmo (pozostaje tylko opłata sądowa), ale w przypadku wygranej inkasują 100 procent tego, co uda im się wyrwać z banku. Klient zyskuje tylko oszczędności w kredycie na przyszłość.

W grupie siła
Tańszą alternatywą jest przystąpienie do pozwu zbiorowego przeciw bankowi. Wtedy wpłaca się 900 zł za przeprowadzenie sprawy w pierwszej instancji. 615 zł to opłata za postępowanie w II instancji, a kolejne 615 zł w przypadku złożenia skargi kasacyjnej w Sądzie Najwyższym. Wszystkich uczestników pozwu po równo obciąża opłata sądowa – 5 proc. wartości sporu . Ta jednak nie jest większa niż 100 tys. zł. Im więcej osób przystępuje do pozwu, tym mniej płaci każdy z frankowiczów z osobna.

To stawki kancelarii Law24.pl, mecenasa Mariusza Korpalskiego. Skrzyknął on Frankowiczów walcząc przeciwko trzem bankom: Getin Noble Bank, Raiffeisen Polbank oraz BPH. – Obniżając wynagrodzenie chcieliśmy wyjść naprzeciw potrzebom tzw. "frankowiczów", których sytuacja finansowa jest często trudna i nie pozwala na uczestnictwo w pozwie, a co za tym idzie na ochronę ich interesów – mówi Korpalski.

Oprócz problemu pieniędzy widać też jak wolno zapadają rozstrzygnięcia w sądach. Pionierski pozew Powiatowego Rzecznika Konsumentów w Poznaniu przeciwko Getin Noble Bank został odrzucony przez sąd, w marcu tego roku. We wrześniu prawnicy doprowadzili do uchylenia tego postanowienia. Na dziś sprawa jest w punkcie wyjścia – jeśli nie liczyć 14 tys. zł kosztów sądowych. W pojedynczych sprawach sprawach sądy wydają wyroki przyznające rację klientom, a jednocześnie tak, aby nie były bolesne dla samych banków .

Frankowicze, do których w czasie kampanii wyborczej podlizywali się politycy wielu partii teraz zostali pozostawieni sami sobie. Wbrew zapowiedziom prezydenta Dudy nie powstała jeszcze ustawa o pomocy klientom z kredytami frankowymi. Trwa poszukiwanie kompromisu, ekspertów Kancelarii Prezydenta z przedstawicielami banków. Raczej trzeba będzie pożegnać pomysł przewalutowania kredytów po kursie z dnia zaciągania. Banki muszą najpierw zapłacić podatek bankowy, aby inni wyborcy mogli odebrać 500 zł na dziecko. Dwie akcje skubania branży finansowej, przeprowadzone jednocześnie zarżnęłyby kury znoszące złote jaja.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu