
Black Dot Campaign opanowała właśnie media społecznościowe w Polsce. Czarna kropka na dłoni zyskała rozgłos, bo teoretycznie nagłaśnia kwestię przemocy domowej. Za akcją stoi Brytyjka, nad którą znęcał się partner. Chciała przekuć swoje negatywne, traumatyczne przeżycie w coś dobrego. Według ekspertów jednak kampania niesie więcej szkody, niż pożytku - czego jej pomysłodawczyni nigdy nie chciała.
REKLAMA
Tablice na Facebooku zalał link do wpisu na blogu "Kochane Zdrowie" - jego tytuł brzmiał: "Jeśli zobaczysz czarną kropkę, zadzwoń na policję". Dzisiaj nie można już tekstu przeczytać, ale o czarnej kropce zrobiło się głośno.
Kilka miesięcy temu pewna Brytyjka chciała namówić osoby, doświadczające przemocy, by te opowiedziały bliskim o swoich przeżyciach. – Przez pięć lat żyłam w związku pełnym emocjonalnej, fizycznej i seksualnej przemocy – to samotne i przerażające miejsce – mówiła mediom. – Miałam wiele okazji, by poprosić o pomoc, ale nigdy tego nie zrobiłam. Żałuję, że nie miałam na moim ciele czegoś, co zasygnalizowałoby innym, że potrzebuję pomocy…. Tak powstała idea czarnej kropki – dodała. Podkreśliła wtedy, że nie chodzi jej o nagłośnienie sprawy. Tymczasem akcja zaczęła żyć własnym życiem.
Selfie z kropkami na dłoniach to pierwsze, co można znaleźć w wyszukiwarce, pytając o akcję Brytyjki. I to, jak przekonują eksperci, wcale nie pomaga bitym kobietom.
Fakt, że wszyscy mówią o symbolu, może zaszkodzić ofiarom. Jak podawał serwis Jezebel.com, jeśli sprawca dowie się, jakie znaczenie ma czarna kropka i zobaczy ją na ręce kobiety, może dojść do tragedii. Nie mówiąc już o nadużywaniu tego symbolu i nieprzemyślanej reakcji otoczenia.
Z założenia cała akcja miała być dyskretna, a stało się odwrotnie, również w Polsce. Szczególnie, że nie stoi za nią żadna organizacja walcząca z przemocą, jak choćby Feminoteka. Ta apeluje o rozsądek i szukanie wsparcia w inny, mniej popularny sposób.
źródło: Feminoteka
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
