Niemcy obawiają się, że czeka ich powtórka z tego, co musieli w listopadzie przeżyć Francuzi.
Niemcy obawiają się, że czeka ich powtórka z tego, co musieli w listopadzie przeżyć Francuzi. Fot. 360b / Shutterstock.com

Dramatycznie zaczyna się nowy rok u naszych sąsiadów zza Odry. Jak informują niemieckie media, wszystko wskazuje na to, iż w Monachium islamistyczni terroryści z ISIS chcą uderzyć w sposób podobny do tego, w jaki zaatakowali w listopadzie 2015 roku Paryż. I paradoksalnie sylwestrowy alarm, który okazał się "fałszywy", tylko te obawy potwierdza.

REKLAMA
Niemieckie służby specjalne i organy ścigania mają być w posiadaniu informacji o przygotowujących się do ataku w Monachium siedmiu zamachowcach-samobójcach, oraz ich co najmniej pięciu pomocnikach. Wszyscy mają pochodzić z Iraku lub Syrii, na obszarach których Państwo Islamskie jest najsilniejsze. Nie potwierdzono jednak, że mowa o uchodźcach. Niemców o tym zagrożeniu poinformowali francuscy i amerykańscy sojusznicy.
Media za Odrą twierdzą, że udało się ustalić nawet hotel, w którym mieli zatrzymać się terroryści, ale podczas nalotu nikogo nie zatrzymano. To był ostateczny argument do tego, by w sylwestrowy wieczór przeprowadzić w centrum Monachium potężną ewakuację dworców kolejowych i ich okolic. Z informacji wywiadowczych wnika bowiem, że tym razem terroryści z ISIS szukają ofiar nie na imprezie masowej, a właśnie zatłoczonych punktach komunikacyjnych.
Najbardziej prawdopodobnym celem nowego ataku miała być druga największa monachijska stacja kolejowa München-Pasing. W Nowy Rok profilaktycznie postanowiono ewakuować i chronić jednak większość największych stacji. Wstrzymany jest też ruch pociągów.
Choć do spodziewanego zamachu ISIS w sylwestrową noc nie doszło, Niemcy wcale nie odetchnęli z ulgą. Po pierwsze, dlatego, iż nie udało się zatrzymać żadnego z prawdopodobnie przebywających gdzieś w Bawarii terrorystów nie udało się zatrzymać. Po drugie, wszyscy mają w pamięci, jak wyglądały wydarzenia w Paryżu.
Tam również prawdziwy atak został poprzedzony "fałszywym alarmem" w październiku, gdy ujawniono, iż paryscy prokuratorzy zajmujący się antyterroryzmem otrzymali dane o "powtórce 11 września w Paryżu". Rozpoczęto poszukiwania potencjalnych zamachowców i zaostrzono środki bezpieczeństwa, ale czujność służb po miesiącu została uśpiona i dopiero wówczas doszło do zamachów we Francji naprawdę.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

Źródło: "Bild" / "Süddeutschen Zeitung"