Jacek Wawryszuk od roku przemierza Lubelszczyzne w poszukiwaniu wraków samochodowych.
Jacek Wawryszuk od roku przemierza Lubelszczyzne w poszukiwaniu wraków samochodowych. Fot. Jacek Wawryszuk/Facebook.com/WrakiLubelszczyzny

Jacek Wawryszuk ma dwie miłości. Jedna to reżyseria, a druga to stare auta. Nie licząc oczywiście żony. Z połączenia tych dwu pasji powstaje właśnie niezwykłe przedsięwzięcie. Mężczyzna z kamerą na ramieniu i kolegą u boku, przeczesuje stare szopy, garaże i pola w poszukiwaniu stylowych oldtimerów na Lubelszczyźnie. Okazuje się, że porzuconych zabytkowych pojazdów można tam spotkać co niemiara, a za każdym odnalezionym wrakiem kryje się kawał historii.

REKLAMA

Czar zapomnianych aut Zaczęło się niewinnie. Jacek Wawryszuk z Włodawy kupił sobie nową kamerę. I szukał wdzięcznego obiektu, na którym mógłby wypróbować możliwości nowego sprzętu. Traf chciał, że jego szwagier opowiedział mu kiedyś o starej szopie, w której stały zapomniane wraki klasycznych aut. Zaintrygowany mężczyzna postanowił odnaleźć to miejsce.

Stara Syrenka znaleziona na Lubelszczyźnie przez pana Jacka.
Stara Syrenka znaleziona na Lubelszczyźnie przez pana Jacka. Fot. Jacek Wawryszuk/Facebook.com/WrakiLubelszczyzny

I tak w lutym zeszłego roku sfilmował swojego pierwszego oldtimera. To pierwsze znalezisko dostarczyło mu tyle frajdy, że postanowił pójść za ciosem. Od tego czasu nieprzerwanie przeczesuje zapomniane miejsca Lubelszczyzny w poszukiwaniu równie zapomnianych pojazdów, a to, co na początku miało być niewinnym eksperymentem, przerodziło się w projekt o starych samochodach.

Volvo Amazon - jedno ze znalezionych przez pana Jacka starych aut.
Volvo Amazon - jedno ze znalezionych przez pana Jacka starych aut. Fot. Jacek Wawryszuk/Facebook.com/WrakiLubelszczyzny

W oldtimerach zakochał się po uszy. Boi się tylko żony... O planach nakręcenia filmu o wrakach najpierw dowiedzieli się znajomi pana Jacka. Spodobało się, a wkrótce potem o projekcie "Wraki Lubelszczyzny" w okolicy zrobiło się naprawdę głośno. Do tego stopnia, że ludzie sami zaczęli się zgłaszać do filmowca. – Regularnie dostaję cynk, że ktoś gdzieś widział stary pojazd. To bardzo pomocne. Kiedy dowiaduję się o takim miejscu, wsiadam na rower albo do auta i, jak tylko znajdę wolną chwilę, pędzę do miejsca, gdzie mogę odkryć taki motoryzacyjny skarb. I nieważne, czy będzie to w krzakach, szopie – potrafimy dotrzeć do takich na pozór niedostępnych miejsc – opowiada Wawryszuk.

Stara Skoda Octavia.
Stara Skoda Octavia. Fot. Jacek Wawryszuk/Facebook.com/WrakiLubelszczyzny

Pan Jacek nie od zawsze był wielkim fanem zabytkowych aut. Jego przygoda z motoryzacją rozpoczęła się nietypowo – od gum Turbo, do których dodawano obrazki z autami i krótkie historyjki o pojazdach. – Kolekcję takich historyjek odziedziczyłem po bracie. Wśród nich była kolekcja Turbo Classic z zabytkowymi autami. Wtedy akurat te historyjki najmniej przypadły mi do gustu i nie przepadałem za nimi – opowiada. Co innego teraz!

– Teraz w starych pojazdach zakochałem się w nich po uszy – przyznaje. Do tego stopnia, że w trakcie tego roku sam stał się dumnym właścicielem białej Syrenki 105. – To zresztą ciekawa historia. Okazało się, że to ta sama Syrenka, przy której bawiłem się jako mały dzieciak. Parkowała przy ulicy, na której mieszkałem. To niesamowity zbieg okoliczności! – śmieje się Wawryszuk. Ostatnio nie mógł się powstrzymać i jest w trakcie nabywania kolejnej syrenki. – Boję się tylko, jak zniesie to moja żona. Mam nadzieję, że nie zmyje mi głowy i nie przegoni z domu – mówi.

Jedno z "podwójnych" znalezisk Wawryszuka.
Jedno z "podwójnych" znalezisk Wawryszuka. Fot. Jacek Wawryszuk/Facebook.com/WrakiLubelszczyzny

Poszukiwacz wraków do tej pory natrafił już na 30 lokalizacji, gdzie znalazł takie – jak to określa – motoryzacyjne rodzynki. Nie oznacza to jednak, że odnalazł tylko 30 starych aut. – Nie wiem, jak to się dzieje, ale często na miejscu zamiast jednego auta, natrafiam na dwa oldtimery. I chyba mogę dzięki temu mówić, że jestem farciarzem – przyznaje. O szczęściu może mówić nie tylko w kontekście liczby znalezionych wraków, lecz także ich wyjątkowości.

– No bo przecież znaleźć Syrenę 101, która ma na liczniku jedynie 601 km, to nie lada motoryzacyjna gratka! Na taki okaz też udało nam się natrafić. To auto jest zupełnie nowe i zalegało sobie przez wiele lat w szopie. Kiedy zobaczyłem ten samochód, szczęka opadła mi z wrażenia – mówi zachwycony Wawryszuk.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl