Panorama Gandawy, jednego z większych miast kraju.
Panorama Gandawy, jednego z większych miast kraju. Fot. Wikipedia Michael Schmalenstroer/http://bit.ly/1UGErPx/CC BY-SA 3.0/http://bit.ly/1UGErPx

Belgijska minister spraw wewnętrznych Liesbeth Homans twierdzi, że jej kraj w przeciągu dekady może zniknąć z europejskiej mapy i... cieszy ją ta perspektywa. Państwo od dłuższego czasu rozrywają antagonizmy pomiędzy dwoma wielkimi regionami – francuskojęzyczną Walonią i niderlandzką Flandrią, której ludność poczuwa się bardziej do wspólnoty z Holendrami, niż własnymi krajanami.

REKLAMA
Na pytanie, czy Belgia będzie istniała za 10 lat minister rządu tego państwa odpowiedziała – Mam nadzieję, że nie. Możliwy jest rozpad, regiony mogą uzyskać taką dużą władzę, że Belgia przestanie istnieć. Liesbeth Homans jest członkinią NV-A, flamandzkich nacjonalistów.
Emocje, jakie pchają różnych belgijskich polityków, a także zwykłych obywateli wynikają z frustracji narastającym od dłuższego czasu kryzysem politycznym. Przedstawiciele obydwu regionów nie mogą się ze sobą dogadać w sprawie utworzenia działającego dla dobra wspólnego rządu, który cieszyłby się w parlamencie odpowiednio dużym i stałym poparciem by móc efektywnie działać.
Obydwa regiony różnią się też od siebie gospodarczo. Flandria jest bardziej uprzemysłowiona. Walonia natomiast jest rolnicza w swym charakterze i bardziej podobna do sąsiadujących z nią regionów francuskich.
Kluczowy ma być rok 2019, kiedy odbędą się kolejne wybory parlamentarne. Liesbeth Homans przewiduje, że ich rezultat doprowadzi do jeszcze głębszego kryzysu, który przebierze miarę wytrzymałości obywateli.
źródło: TVP Info

Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl