
– Trybunał Konstytucyjny to sąd od prawa, a nie od faktów – przekonuje Zbigniew Ziobro. Minister nie spuszcza z tonu nawet po decyzji TK o umorzeniu rozprawy ws. konstytucyjności uchwał wprowadzających do tego ciała pięciu sędziów wybranych przez PiS. Wciąż wygraża Rzeplińskiemu i reszcie sędziów. Twierdzi, że jeśli nie dojdzie do orzekania w nowym składzie, "to będzie to zwykłe spotkanie kolegów i koleżanek". I konkluduje, że w porównaniu ze swym niemieckim odpowiednikiem organ ten wypada fatalnie.
REKLAMA
Nie przeszkadza mu to w krytyce niemieckiego polityka Guentera Oettingera, który jako unijny urzędnik negatywnie ustosunkował się do tego, co się u nas dzieje. – Pan Oettinger zachował się w sposób bardzo stronniczy. Ma podwójne standardy – powiedział Monice Olejnik. Oberwało się też przy okazji niemieckim koncernom, które jakoby zdominowały polską prasę.
Dzisiejsza decyzja krytykowanego tak mocno przez Ziobrę Trybunału jest dla niego powodem do zadowolenia. Jest bowiem przeświadczony, że instytucja ta umarzając postępowanie w sprawie orzekania konstytucyjności PiS-owskich uchwał tym samym "potwierdziła legalność wyboru sędziów przez ten Sejm".
Kontrowersyjne wystąpienie ministra szybko podsumował Borys Budka z Platformy. – Gdyby istniała procedura odebrania magisterium z prawa, Ziobro za dzisiejszy występ w "Kropka nad i" byłby pierwszym kandydatem – napisał na Twitterze.
Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl
