Lewandowski czwarty w wyścigu po Złotą Piłkę? Spokojnie, mieliśmy już polskiego laureata tej nagrody

Raymond Kopa odbiera pamiątkową koszulkę od Łucjana Brychczego, legendy Legii Warszawa podczas swojej wizyty w Polsce.
Raymond Kopa odbiera pamiątkową koszulkę od Łucjana Brychczego, legendy Legii Warszawa podczas swojej wizyty w Polsce. FOT KUBA ATYS/AGENCJA GAZETA
Kazimierz Deyna, Włodek Lubański, Zbigniew Boniek czy może jednak Robert Lewandowski? Te nazwiska na pewno zostałyby wymienione, gdyby spytać o najwybitniejszego polskiego piłkarza wszech czasów. Gdyby jednak wziąć pod uwagę tych polskiego pochodzenia to niekwestionowanym zwycięzcą okazałby się Raymond Kopa.



Nie dbał o miłość tłumów, a nazywany był Napoleonem. Wystawiano go w ataku, chociaż genialnie rozgrywał piłkę. Grał w reprezentacji Francji, chociaż w szatni Reszty Świata mówił po polsku. Życie Raymonda Kopy pełne jest paradoksów. Mogłoby też posłużyć za scenariusz do filmu.


Pierwszą piłkę ukradł Niemcom
W 1931 roku w Nœux-les-Mines we Francji przyszedł na świat Rajmund Kopaszewski, syn polskich imigrantów. Jego rodzice wyjechali z Polski w poszukiwaniu lepszego życia – wybrali Francję, która nie była początkowo ich ziemią obiecaną. Oboje ciężko pracowali w kopalni, taki sam los przeznaczony był też dla Rajmunda, który później posługiwał się nazwiskiem Kopa.

Syn imigrantów nie miał smykałki do nauki i już w wieku 16 lat rozpoczął pracę w kopalni. Grał wtedy w lokalnych drużynach piłkarskich, gdzie był niekwestionowaną gwiazdą.

Sport musiał łączyć z walką o godny byt. Jak później wspominał, pierwszą piłkę w życiu ukradł niemieckim żołnierzom okupującym Francję. Kopa długo próbował zwrócić na siebie uwagę trenerów innych drużyn, którzy obserwowali lokalne rozgrywki. Mimo niekwestionowanego talentu, młody piłkarz polskiego pochodzenia nie znajdował uznania u fachowców. Powodem miało być zaledwie 169 centymetrów, które mierzył Kopa.


Filigranowego napastnika zapragnęli mieć w swojej kadrze działacze Angers SCO. Ściągnęli go jako 18-latka, a ten odwdzięczył się wieloma bramkami i asystami. Dwa sezony później, w 1951 roku, zawodnik został sprzedany do Stade Reims walczącego o tytuły mistrza kraju.

Przegrał z Realem więc wybrał ten klub
Mistrzostwo Francji Kopa zdobył dwukrotnie, w 1953 i 1955 roku. Szczególnie ten ostatni triumf był w dużej mierze zasługą francuskiego piłkarza, który w tym czasie stał się również podporą kadry narodowej. Mimo polskiego pochodzenia grał w koszulce z kogutem na piersi. W swojej książce przyznał jednak, że to polski był pierwszym językiem jaki poznał w rodzinnym domu.
Mistrzostwo kraju z 1955 roku było szczególnie ważne dla Kopy. Drużyna Stade Reims była już ukształtowana i ruszyła na podbój Europy. W 1956 roku rozegrano pierwszą edycję Pucharu Europy Mistrzów Klubowych, którego kontynuacją jest dzisiejsza Liga Mistrzów. W turnieju wzięło udział 16 drużyn (Polskę reprezentowała Gwardia Warszawa), zaś Stade Reims zajęło drugie miejsce. W finale rozegranym na Parc des Princes w Paryżu francuska drużyna uległa Realowi Madryt.
"Królewscy" uchodzili wtedy za najlepszą drużynę świata. Bali się jedynie... Kopy, który w finale zagrał mimo kontuzji. Po zakończeniu sezonu zawodnik polskiego pochodzenia szybko zmienił klub i przeniósł się do Madrytu. Tam rozpoczął złoty okres swojej kariery zwieńczony zdobyciem Pucharu Europy w latach: 1957, 1958 i 1959. W ostatnim finale Hiszpanie pokonali... Stade Reims.

Królewski Kopa
Najlepszym rokiem w karierze zawodnika był bez wątpienia 1958. W organizowanych wówczas w Szwecji Mistrzostwach Świata Francja zajęła 3. miejsce, ulegając w półfinale Brazylii w której brylował Pele. Zawodnik polskiego pochodzenia trafił do jedenastki turnieju, odebrał też Złotą Piłkę za cały 1958 rok. To co nie udało się Bońkowi, Deynie i Lewandowskiemu było udziałem skromnego chłopaka, który jeszcze 10 lat wcześniej mecze przeplatał z pchaniem wózka z węglem.
Co ciekawe, po dojściu na szczyt Kopa zaczął tęsknić za rodzinnymi stronami i wrócił do Francji w sezonie 1959/1960. Podobno jedną z przyczyn były nogi piłkarza. Po wielu latach kariery kontuzje doskwierały mu bardzo mocno.

W wywiadach zawsze podkreślał, że skoro w Realu Madryt osiągnął wszystko co było do osiągnięcia w hiszpańskiej piłce to wrócił w rodzinne strony. Innym powodem powrotu u szczytu kariery miały być... problemy finansowe firmy sprzedającej soki "Kopa". Piłkarz chciał osobiście doglądać interesu. Przez całą karierę znany był z inwestowania zarobionych pieniędzy, użyczał też swojego wizerunku do celów reklamowych m.in. papierosów.
Kopa przez cały swój okres spędzony w galaktycznym Realu przegrał tylko jeden mecz. Było to jednak ważne spotkanie, derbowy mecz z Atletico Madryt. "Królewscy" przegrali 0:1, zaś następnego dnia prezes Santiago Bernabéu przez kilkadziesiąt minut obrażał i wyzywał piłkarzy zgromadzonych na treningu. Cóż, Real w tamtych czasach miał tylko jeden cel - wygrywać każdy mecz.
Po powrocie do Stade Reims Kopa zdobył dwa mistrzostwa Francji – w 1960 i 1962 roku. Sukcesu z kadrą Francji już nie powtórzył. Skończył karierę reprezentacyjną cztery lata po brązowym medalu mistrzostw globu – Francja przegrała wtedy mecz o awans do MŚ z Bułgarią.

Na złote gody podróż do kraju przodków
Kopa był niesłychanie zwinnym napastnikiem. Zamiast gry na szpicy wolał ustawiać się po lewej stronie i dogrywać piłkę do Alfredo di Stefano – madryckiego egzekutora, który uchodził za najskuteczniejszego na świecie. Koledzy z boiska mówili, że Kopa pozostał wciąż skromnym chłopakiem z północy Francji.

W przeciwieństwie do niektórych graczy Realu Madryt Kopa nie kupował kolekcji luksusowych aut i dobrze się prowadził. Mieszkał z żoną i córką w luksusowym apartamencie, ale nie wydawał pieniędzy lekką ręką. Wolał zawsze zainwestować, z czego utrzymuje się do dzisiaj.

Wiele razy podnoszono też kwestie jego stosunku do ojczyzny rodziców. Kopa podkreślał, że w domu mówiło się po polsku, chociaż po latach sam nie mówił płynnie w tym języku. Podczas meczu Anglia-Reszta Świata znajomość polskiego przydała się zawodnikowi.
Czechosłowacki piłkarz tak wspominał ten mecz: "Było to skomplikowane. Trener Fernando Riera mówił po hiszpańsku, toteż Svatopluk Pluskal, Ján Popluhár, Lew Jaszyn, Milutin Šoškić i ja niewiele z tego rozumieliśmy. Ale był Raymond...On to właśnie wszystko przekładał nam na... język polski. Znał go naprawdę dobrze!"

Do kraju przodków Kopa przyjechał kilkukrotnie. Najbardziej jednak znaną wizytą była ta na 50-lecie swojego ślubu w 2004 roku. Od 1954 roku piłkarz jest związany z Christiane, z którą zaczął się spotykać jako obiecujący piłkarz jeszcze bez sukcesów.

Obchody 50-lecia małżeństwa przebiegały dość nietypowo, były sportowiec był gościem specjalnym meczu Legia Warszawa-Górnik Zabrze. Po pierwszej połowie Kopa, wraz z małżonką pojechali na spektakl do teatru, zaś wieczorem urządzili bankiet. Były piłkarz miał powody do świętowania – zaledwie miesiąc wcześniej został wybrany jednym ze 100 najlepszych piłkarzy XX wieku (nie było dokładnej klasyfikacji) w marcu 2004 z okazji 100-lecia FIFA. Podczas wizyty przyznał, że czuje się i Francuzem i Polakiem.
Kopa, potomek polskich imigrantów zarobkowych, żyje do dzisiaj. Co teraz porabia? Francuskie media co jakiś czas przypominają jego historię. O obecnym życiu nie dowiemy się jednak zbyt wiele. Błyszczący na boisku były piłkarz nie lubi błyszczeć przed kamerami.

Napisz do autora: piotr.celej@natemat.pl