Uszyli mi garnitur na miarę i byłem w szoku. Aż trudno uwierzyć, że wcześniej kupowałem w sieciówkach

Uszyli mi garnitur na miarę i byłem w szoku. Aż trudno uwierzyć, że wcześniej kupowałem w sieciówkach
Uszyli mi garnitur na miarę i byłem w szoku. Aż trudno uwierzyć, że wcześniej kupowałem w sieciówkach Fot. Michał Zagórny / naTemat.pl
Nie należę do facetów, którzy noszą garnitury na co dzień. Wolę o wiele luźniejszy, bardziej sportowy styl, a z garniakami nigdy nie było mi po drodze. Tym bardziej więc, gdy usłyszałem, że pan Maciej ma uszyć dla mnie garnitur na miarę, uważałem to za pewną fanaberię. Bardzo głupio uważałem.

Po co w ogóle szyć garnitur na miarę? Do tej pory myślałem, że to przede wszystkim sposób na lans dla zblazowanych pracowników korporacji. Mam kasę, stać mnie, a to dodatkowo podniesie mój prestiż. Wiem, że wielu facetów ma dokładnie takie samo zdanie na ten temat. I wszyscy oni są w błędzie. Ale ja, przekonałem się o tym dopiero wtedy, gdy wypróbowałem na sobie, co to znaczy mieć garnitur uszyty wyłącznie dla mnie.
Z Panem Maciejem ze sklepu Van Thorn umówiłem się na godzinę 16:00. Miejsce nieprzypadkowe – parter eleganckiego biurowca przy ul. Siennej w samym centrum Warszawy. Wszędzie dokoła pełno eleganckich facetów, mówiących chyba we wszystkich językach świata. I ja – 30-letni gość w parce koloru khaki, bluzie z kapturem i odblaskowych nike'ach free do biegania. Czułem, że przychodzę z zupełnie innego świata. Miałem jednak w pamięci zdanie, które przeczytałem na stronie sklepu: "Przy filiżance kawy, szklance whisky lub zimnej coca-coli. Tak jak lubisz. Po to by poznać Ciebie" – właśnie tak kupuje się garnitury. I tak też było – miło.
Jak na kozetce
Nie lubię tracić czasu na zakupy i dlatego zakładałem, że dokonanie wyboru oraz zdjęcie ze mnie miar zajmie nie dłużej niż trzy kwadranse. W końcu miałem otrzymać pomoc profesjonalisty! Oczywiście grubo się pomyliłem, bo z salonu wyszedłem po przeszło dwóch godzinach. Nie, nie jestem rekordzistą. Sam dobór kroju i materiału zajmuje niektórym nawet kilka wizyt, rozłożonych w czasie na parę tygodni. Ja nie miałem tyle czasu – na uszycie dla mnie garnituru mieliśmy rekordowe 10 dni!
Wizyta w sklepie z garniturami już na początku przybrała nieoczekiwany przeze mnie obrót. Pan Maciej, zamiast mówić o cenach i zaletach poszczególnych fasonów dokonał czegoś, co nazwałbym "analizą mojej osobowości". – Będę zadawał panu wiele pytań. Niektóre z nich mogą się panu wydać głupie – powiedział na "dzień dobry". I pytał, momentami jak rasowy psycholog, ale przede wszystkim krawiec:

– W czym czuje się pan dobrze?
– Do czego ma służyć ten garnitur?
– Czy to ma być wizytowy garnitur, czy bardziej ubranie casualowo – eleganckie?


Szybko okazało się, że pytania były zupełnie niegłupie, a miały naprowadzić krawca na to, czego dokładnie potrzebuje klient. A klient w moim przypadku znudził się nieco eleganckimi strojami. Woli spodnie zakończone gumką, buty do biegania i szare bluzy. Takich garniturów nie mieli...
– Dziś ubieramy pana zatem bardziej elegancko. Musi być w tym więcej luzu, ale w dalszym ciągu garnitur będzie elegancki. Ludzie, którzy na pana spojrzą mają pomyśleć – to jest elegancki mężczyzna, ale nie żaden sztywny gość – usłyszałem. I pełna zgoda – tego szukam.
Wybrałem opcję "na co dzień". Czyli jaką? Garnitur, w którym będę mógł pójść na ważną imprezę, turniej golfa i na spotkanie z przyjaciółmi. Dostałem propozycję, aby zamiast jednolitego stroju, skomponować "zestaw koordynowany". Już wiem, że jest to połączenie innej marynarki i innych spodni. Chodzi o to, by świetnie wyglądały razem, ale równie dobrze osobno – np. marynarka z jeansami, spodnie z samą koszulą, a może nawet designerską bluzą.

Po obejrzeniu wielu zestawów w stylu: marynarka w kratę, jednolite spodnie lub na odwrót, uznałem że to nie moja bajka. Poprosiłem o jednolity garnitur, choć z jajem. Zaznaczyłem jednocześnie, że w ostatnim czasie przytyłem kilka kilogramów i w najbliższym czasie zamierzam się ich pozbyć. Pan Maciej wyjaśnił, że kilka kilogramów różnicy nie ma wielkiego znaczenia – garnitur zawsze można dotaliować. Przeszliśmy więc do wyboru materiału i kroju. Jednym słowem - zaczęło się.

WYBÓR TKANINY I FASONU

– Moim zadaniem jest, aby Pan to chętnie wyciągał z szafy. Mało tego. Aby pan wyciągał to znacznie chętniej, niż inne rzeczy – powiedział pan Maciej, po czym położył na stole katalogi z tkaninami. Przy doborze kierowaliśmy się zasadą, że jeśli uznam, iż dany materiał jest "ok", to go odrzucamy. W przypadku garnituru szytego na miarę to nie wystarczy, bo ubrania "ok" kupujemy w sklepie. Jakiekolwiek wątpliwości co do tkaniny czy fasonu, które pojawią się na etapie wyboru, wrócą przy wyjmowaniu garnituru z szafy. Zacząłem trochę żałować, że przyszedłem bez "damskiej" pomocy. Musiałem poradzić sobie sam, choć się nie znam.


– Nie trzeba wszystkiego uzasadniać. Ważne, aby dobrze się czuć w danym garniturze – mówi pan Maciej. I w to mi graj! Jeśli czegoś nie wolno, a bardzo się chce, to można. A jeśli kupujesz garnitur szyty na miarę, można pozwolić sobie niemal na każde modowe szaleństwo.
Jak w Subwayu
Co ma wspólnego garnitur z kanapką? Okazuje się, że bardzo wiele. W moim przypadku, wybór poszczególnych składników do kanapki w Subwayu to koszmar. Wolałbym dostać coś gotowego, skomponowanego przez profesjonalistę . Tak też na początku wyobrażałem sobie wizytę w salonie mody męskiej, że będzie, jak w Subwayu, w którym będę musiał podjąć wiele decyzji, podczas gdy mój głód prosi się o jedzenie (garnitur). Szybko okazało się, że to nie tak.

Pan Maciej zaznaczył, że bardzo lubi słyszeć słowo "nie". To właśnie dzięki niemu jest w stanie dobrać coś, co będzie jednocześnie "z jajem" – eleganckie i sportowe zarazem. Zależało mi, aby garnitur nie był nudny, ale żeby też nie był przerysowany – nie znoszę czuć się "przebrany". Wolę, gdy jedynie akcenty wyróżniają mnie z tłumu, ale jednocześnie robią to bardzo wyraźnie. Na co dzień, są to sportowe buty do biegania. W przypadku garnituru można wyróżnić się wzorem, fasonem, kolorem tkaniny, podszewki lub dodatkami.
Aby osiągnąć efekt "wow", na wstępie odrzuciliśmy szarości. Na bok poszły połączenia odcieni żółtego z niebieskim, które niezmiennie kojarzą mi się ubiorem pracowników sieci IKEA. To zbyt jasne, tamto za ciemne, to zbyt eleganckie, tamto ze zbyt dużym "twistem". Wybór garnituru, który nie ma być zwykłym eleganckim wizytownikiem na pogrzeb i wesela nie był łatwy.

Masz wyglądać jak David Beckham
Są klienci, którym wybór zajmuje 10 minut. Ale są to ludzie, którzy wiedzą czego chcą a garnitur o ich roboczy drelich. Niektórzy przychodzą z żoną, kolegą, kochanką. W salonie pana Macieja zdarzyło się, że para szukała stroju do ślubu i przyszła małżonka chciała przebrać swojego męża w coś, czego on zupełnie nie akceptował. Nie doszło do porozumienia i wyszli z pustymi rękoma. To jednak zdarza się niezwykle rzadko.

– Gdy dostaję sprzeczne informacje, nie mogę pomóc. Doradzam albo narzeczonej, albo narzeczonemu – wspomina Pan Maciej.
Ja przyszedłem sam, ale przed wyjściem z domu usłyszałem: Masz wyglądać jak David Beckham... Jak się okazuje, sporo osób zabiera do salonu zdjęcia gwiazd, garniturów znanych osób. Wielu klientów śledzi także porady znanych blogerów i to według ich zaleceń chcą się ubierać. Pan Maciej radzi jednak, aby ich wpisy traktować z dystansem, bo blogerzy uczą się od krawców i firm krawieckich, a później piszą coś, co bywa nie do końca zgodne z prawdą.

Kolejnym etapem, jest dobór odpowiednich guzików, obszycia, rozporków itd. Do sportowego garnituru najlepiej nadają się kieszenie skośne lub nakładane od zewnątrz. Cztery guziki, trzy, a może dwa? O tym, co jest najmodniejsze i najbardziej odpowiednie dowiedziałem się od sprzedawcy.
Spodnie, które wybraliśmy, są dosyć krótkie. Nie tylko dlatego, że mam krótkie nogi (co akurat staraliśmy się ukryć krótszą marynarką). Ale dlatego, że będzie można nosić je latem, również bez skarpetek, we włoskim stylu. Nie mogą się załamywać, a powinny być dość wąskie i pozbawione mankietu – one skracają optycznie sylwetkę, a tego chcieliśmy uniknąć. Najczęściej kupowane przeze mnie garnitury w sieciówkach i tak lądowały u krawca, bo nogawka zawsze była za długa. Przy czym finalnie zawsze widać było, że spodnie są skracane.

WZIĘCIE MIARY

Miarę garniturów zbiera się na trzy sposoby. Do pierwszego etapu, potrzebny jest centymetr i wprawione oczy krawca. Drugi, dokonywany jest za pomocą skanera, który odbija się od sylwetki klienta i pozwala spojrzeć na układ ramion, brzucha, kręgosłupa a tym samym lepiej dopasować marynarkę. Na koniec, klient dostaje do przymiarki garnitur o rozmiarze najbardziej zbliżonym do sylwetki.
Zmierzenie za pomocą centymetra zajęło kilka minut. Szybko okazało się, że mam "więcej klatki, niż pleców". Oznacza to, że przodu garnituru powinno być nieco więcej. W moim przypadku pozwoli to uniknąć sytuacji, kiedy marynarka rozchodziłaby się na klatce (zawsze mam z tym problem). Okazało się też, że mam opadające ramiona, skierowane bardziej do przodu. Oczywiście nigdy wcześniej nie przyszło mi to do głowy w czasie wyboru garnituru. Żaden sprzedawca w sieciówce również mi tego nie powiedział, a marynarki leżały, jak leżały.
Przed wejściem do skanera 3D musiałem rozebrać się do samych bokserek. Dwa pomiary, każdy po około 20 sekund każdy i gotowe. Przypomina to trochę tomograf komputerowy, tyle, że na stojąco. Kolejnym, ostatnim już etapem zebrania moich wymiarów było założenie garnituru zbliżonego do mojej sylwetki. Tu również, ku mojemu zaskoczeniu, trzeba było "zebrać" materiał w wielu miejscach i dopasować do moich mankamentów.
Gdy już wszystko jest dopięte na ostatni guzik, pozostaje tylko uszyć garnitur. Wymiary trafiają do fabryki, która znajduje się poza granicami Polski, ale wciąż na terenie Unii Europejskiej. Do klienta gotowy wyrób powinien trafić w mniej więcej pięć tygodni.

ODBIÓR GARNITURU

Garnitur, który trafia do sklepu z fabryki, jest już praktycznie gotowy. Klient przychodzi na przymiarkę, po której mogą być dokonane ostatnie korekty. Czasem zdarzy się, że ktoś chce coś zmienić, albo drastycznie schudnie lub przytyje. Ostateczne zmiany dokonuje się już na miejscu. Wszystko musi wyglądać perfekcyjnie.
I było niemal perfekcyjnie. Gdy zobaczyłem garnitur byłem wręcz zachwycony. Wyglądał o wiele lepiej, niż go sobie wyobrażałem. Ale i tak najlepszy jest moment, gdy zakładasz ciuch zrobiony wyłącznie dla ciebie. Nawet taki smaczek jak wyszyte inicjały sprawiają, że czujesz się wyjątkowo. Cena garnituru szytego na miarę waha się między 2600 zł a 10 tys. zł. Ten, który uszył dla mnie Pan Maciej kosztuje 3760 zł.
Zgodnie z założeniem, garnitur miał wyglądać równie dobrze jako całość, jak i w połączeniu z innymi spodniami. Próbowaliśmy zatem kilku stylizacji, aby pokazać jak różne może być zastosowanie takiego garnituru.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...