Bezdomny pan Janek. To w jego sprawie Tomasz Kaczyński wystosował apel.
Bezdomny pan Janek. To w jego sprawie Tomasz Kaczyński wystosował apel. Fot. Tomasz Kaczyński

Pan Tomasz Kaczyński ma sąsiada. Sąsiadem jest pan Janek. Janek jednak nie mieszka w bloku, tylko na rampie. Jest bezdomny. Chłód na dworze sprawia, że pan Tomasz przejmuje się sytuacją pana Janka jeszcze bardziej niż zwykle. Wystosował wiec na Facebooku apel w tej sprawie. Jego pocztę zalała fala wiadomości.

REKLAMA
Dlaczego właściwie zajął się pan panem Jankiem i zdecydował się pan mu pomóc?
Widzę go od kilku lat. Poczułem, że nie mogę dłużej przechodzić koło tego obojętnie. Janek starzeje się, widać, że trochę niedomaga. Trzeba go zdiagnozować medycznie, zobaczyć jak wygląda jego stan zdrowia. Poza tym mamy teraz niskie temperatury...
Sytuacja bezdomności urąga trochę cywilizacji, w której żyjemy. Postanowiłem coś z tym zrobić. Zaapelować do ludzi, którzy znają się na pomaganiu, bo ja się na tym nie znam. Poza tym zawiązała się pewna relacja między mną a Jankiem. Znamy się już od kilku lat, rozmawiamy ze sobą, nieraz widziałem jego łzy, słuchałem jego historii – to wszystko zbudowało we mnie wyobrażenie człowieka, któremu powinniśmy pomóc, jako społeczeństwo.
Jak wygląda dzień pana Janka?
Nie wiem wszystkiego, bo na co dzień chodzę do pracy, mogę przybliżyć tylko z grubsza. To zależy od pory roku. Człowiek, który żyje w takich warunkach żyje z rytmem natury i z rytmem tego co aktualnie można robić na dworze. Gdy jest brzydka pogoda, to Janek właściwie cały czas jest pod tą rampą, chodzi się tylko umyć do metra Ursynów. W miesiącach cieplejszych próbuje się zaczepić do różnych prac, grabienie liści, przycinanie krzewów, drzew. czasami znajdzie się jakaś dobra dusza, która go np. weźmie na rozbiórkę ściany w mieszkaniu – takie po prostu różne drobne sprawy. Poza tym żyje ze zbierania puszek, tego co znajdzie w śmietnikach.
Czy mógłby pan przybliżyć historię tego, jak pan Janek został bezdomnym?
Nie chciałbym się na ten temat wypowiadać. Nie chciałbym być źródłem, z którego zrodziłyby się później jakieś oskarżenia, czy śmiechy pod jego adresem.
Czy pana akcja na mediach społecznościowych przyniosła już jakieś konkretne rezultaty?
Skontaktowali się ze mną ludzie z różnych organizacji społecznych i dzięki temu mogę zbierać pewne oferty. Przy tym cieszyłbym się, gdyby te oferty były kompleksowe: tu nie chodzi o jakieś tymczasowe schroniska, noclegownie. Tu chodzi o zajęcie się człowiekiem w sposób kompleksowy. Janek potrzebuje lekarza, jakiegoś stałego dachu nad głową, pracy, wyżywienia, odzieży, innych ludzi – przynależności do jakiejś społeczności.
Drugą wartościową rzeczą jaką apel wywołał jest ogromne poruszenie sumień i ogromna fala miłości – ludzi, zwykłych ludzi, którzy sami mają problemy, sami ledwo wiążą koniec z końcem. To jest sygnał, jak wiele jest dobra. To jest tak inne od tego, co widzimy w mediach, jakby przeciwległy biegun.
To znaczy jest tak dobrze?
Tak, drzemie w ludziach potrzeba dawania cząstki siebie innym. W dzisiejszym świecie jest sporo nienawiści, niezrozumienia. Dużo osób napisało do mnie: "odzyskałem wiarę w ludzi". To jest szalenie ważne. Mam wrażenie, że ci ludzie pisząc to, w jakiś sposób całą tę sytuację przeżywają i rano, gdy idą do pracy to być może są bardziej uśmiechnięci. Dzisiaj np. ludzie przynieśli dzbanek herbaty Jankowi – i to ich buduje.
To jest trochę przewrotne, ale czynienie dobra jest na swój sposób egoistyczne – my się z tym dobrze czujemy. I to jest OK. My mamy się z tym dobrze czuć: i ci obdarowywani i ci którzy obdarowują.
Podkreśla pan, że Jankowi nie można nic z negatywnych stereotypów o bezdomnych zarzucić, jak to zwykle ludzie czynią. Nie jest alkoholikiem, dba o higienę.
Tak, ludzie wrzucają bezdomnych do jednego worka...
Czy zdarza się, że ludzie, którzy zareagowali na pana apel mimo wszystko stereotypowo piszą coś w stylu "a po co pan pomaga temu cuchnącemu pijakowi"?
Tak, niestety się zdarza, ale co budujące tego hejterstwa jest bardzo mało. Bardzo mnie to cieszy. Co więcej, jeśli to ma miejsce w publicznych komentarzach pod apelem, tego typu wypowiedzi od razu są "banowane" przez inne osoby. Oni czują, że w tej sytuacji nie przystoi wrzucanie czegoś nienawistnego. Ludzie mają wielkie serducha.
Co pan odpowie tym, którzy sugerują by pan Janek poszedł do schroniska? Dlaczego woli mieszkać na rampie?
To jest złożony problem psychologiczny. Powinien się na ten temat wypowiedzieć specjalista. Ja mogę tutaj posłużyć się jedynie intuicją. Ludzie mogą nie rozumieć tego, że człowiek, który ma jakiś bagaż doświadczeń, ma jakąś historię, jest w depresji. Rampa jest jego jedynym domem, z którym jest emocjonalnie związany i o który dba.
logo
Rampa, na której mieszka pan Janek. Fot. Tomasz Kaczyński
Boi się także, by nikt inny mu tej rampy nie zajął. Jeśli pójdzie do noclegowni, schroniska to przecież trafi tam tymczasowo. Myśli może sobie: "no dobra, tam będę chwilę, a potem być może nie będę miał do czego wracać. W tej rampie jakoś się urządziłem". Ma materac, jest jakieś ocieplenie styropianowe pod tym materacem, jakieś względne poczucie bezpieczeństwa tam ma. Ma się czym przykryć i w tych warunkach potrafi wytrzymać. Nie mówię o jakimkolwiek komforcie, ale o wytrzymaniu temperatury -20, czy -15 stopni.
Czyli dla pana Janka to jest jego dom.
Tak i teraz proszę sobie wyobrazić, że w jego mniemaniu ten dom będzie zagrożony, jeśli on tymczasowo gdzieś się uda. Zwłaszcza, że wie, że pójdzie tylko na zimę, a potem zostanie wyrzucony, nie będzie miał możliwości dalszego przebywania w tego typu miejscach.
Poza tym ma przykre doświadczenia. Opowiadał na przykład, że był w jakimś miejscu i go w Wigilię nie przyjęto. Podkreślam: w Wigilię. Stąd pewnie zbudował sobie jakieś wyobrażenie na temat tego typu placówek. Wie pan, pójść do miejsca, z którego zaraz zostanie się przegonionym...
Mniej uciążliwy jest mu może ten mróz, niż życie z myślą, że nie będzie miał nawet tej rampy. Tym bardziej, że ona jest na terenie osiedla, na którym żył on bardzo długi czas. Trafi się więc czasem jakiś kolega z dawnych lat, z którym można porozmawiać, to też jest ważne.
Tak jak już zaznaczyłem chcę znaleźć kompleksową opiekę dla niego i miejsce, które mógłby nazywać domem. Nie na zasadzie chwilowego przechowania człowieka w wyższej temperaturze. Miejsce stałe, które dałoby mu szansę stanięcia na nogi.
Jaki jest najlepszy sposób, żeby pomóc panu Jankowi? Przez pana?
Muszę przyznać, że się trochę "przykorkowałem". Przy tylu dobrych sercach jest mi trudno sobie z tym poradzić, w sensie organizacyjno-logistycznym. Ale wiem, że muszę to robić, bo nie ma jeszcze osoby, która by to mogła przejąć. Janek przecież nie korzysta z komputera.
Miałbym jedną prośbę: otrzymuję tysiące wiadomości. Ludzie są przekochani, ale tego jest bardzo dużo. Zależałoby mi więc by były to jakieś poważne propozycje, bo drobnych darów Janek otrzymał już tyle, że ta rampa już powoli tego nie pomieści, a nie taki jest cel.
Profil facebookowy, przez który można się kontaktować z Tomaszem Kaczyńskim znajdziecie tutaj.

Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl