Hejt w internecie to coraz szersze zjawisko i do tego bardzo sprofesjonalizowane.
Hejt w internecie to coraz szersze zjawisko i do tego bardzo sprofesjonalizowane. Fot. Patrik Nygren Flickr / https://flic.kr/p/mhE8HD / CC BY-SA 2.0 / http://bit.ly/1dsePQq

Wchodzimy na forum i wydaje nam się, że za każdym komentarzem kryją się prawdziwi ludzie. Podobnie na portalach społecznościowych. Widzimy zdjęcie, dane, znajomych i standardowo prowadzone profile. – Jeżeli akcja ma być długa, to żeby się nie pomylić, tworzymy profile osobowościowe ludzi, którzy komentują. Pani Zosia z Londynu nie używa polskich znaków, pan Andrzej z Poddębic stawia przecinki w złych miejscach, a Tosiek z Białegostoku pisze „poszłem”. Zapisujemy to w Google docs, żeby się nie pomylić – mówi „Newsweekowi” szef jednej z agencji.

REKLAMA
Zorganizowana akcja
Hejt nie jest tylko kwestią jednostek. Pracują nad nim całe agencje. Szczególnie mocno działa to w polityce, o czym pisze Renata Kim. Jej rozmówca mówi o tym, jak wygląda współpraca z politykami: – Przychodzą i mówią: czy możecie mi pomóc w kampanii? Siadamy wtedy i myślimy. Zdarza się, że chodzi nie tyle o to, by komuś dopieprzyć, co raczej ukryć śmieci, które ktoś inny może wyciągnąć. Ale są i tacy, którzy mówią wprost: dowalcie mojemu konkurentowi, oplujcie go, obraźcie – czytamy w najnowszym numerze „Newsweeka”.
W sieci nie brakuje też „oddolnej” inicjatywy. – Obrażam i to czasem na ostro, ale zgodnie z przekonaniami – mówi 33-letnia warszawianka. – Są hejterzy ideowcy i ci, którzy hejtują za pieniądze. Połączenie tych dwóch grup naprawdę daje mocny cios – powiedział w rozmowie z tygodnikiem Paweł Iwaniuk, dziennikarz, bloger, specjalista ds. mediów internetowych.
Realny świat
Warto zwrócić w tym wszystkim uwagę na wpływ internetu na nasze codzienne życie. Hejt przenosi się z sieci do tak zwanego „realu” z prędkością światła. Nie chodzi tu tylko o politykę, ale i krytykę dotyczącą jednostek. – Dominik ze swoim stylem bycia, sposobem ubioru, charakterem nie wpływał destrukcyjnie na ludzi w okół. Maddinka, blogerka modowa, która przedstawiała na blogu swoje stylizacje w żaden sposób nie niszczyła ludziom systemu wartości. Nastolatek, którego jedyną winą było to, że ma kilka nadprogramowych kilogramów nie złamał nikomu życia – jednak to tych ludzi dosięgła fala wyzwisk i nieludzkich komentarzy – pisała w naTemat o tym zjawisku Agata Komosa.

Napisz do autorki: katarzyna.milkowska@natemat.pl

źródło: "Newsweek"