Grażyna Kulczyk i jej biznesowa przygoda z Warszawą. Chce kupić działkę pod inwestycję, ale na razie nie może

Ma pieniądze, wspaniałą kolekcję sztuki, pomysł  jak ją wyeksponować, ale nikt jej nie rozumie
Ma pieniądze, wspaniałą kolekcję sztuki, pomysł jak ją wyeksponować, ale nikt jej nie rozumie YouTube / Stary Browar
Jeszcze trochę i Polska straci jednego miliardera. Grażyna Kulczyk zrezygnowała ze swojego największego biznesu w Poznaniu, a teraz (jak na razie) nie może przebić się w Warszawie. Nie zdziwi moment, gdy spakuje walizki i na dobre wyjedzie do Szwajcarii. A ma sensowny biznesplan, zaś do pokazania kolekcję sztuki wycenianą na ponad 100 milionów euro. Sytuacja jest na tyle wyjątkowa, że na chwilę obecną nie może kupić, (tak kupić, a nie dostać) działki w przyzwoitej lokalizacji, gdzie chciałaby otworzyć muzeum sztuki nowoczesnej.


– Kilka miesięcy temu złożyłam formalną ofertę dla Warszawy na ręce prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz: chcę zbudować w stolicy poważny obiekt, Muzeum Sztuki Współczesnej i Performansu. Jestem gotowa oddać mu swoją kolekcję, by służyła miastu i ludziom. Liczę, że władze Warszawy zgodzą się na jedną z lokalizacji, które wypatrzyłam - powiedziała Kulczyk w wywiadzie dla magazynu Forbes.


100 mln euro w prezencie
Oferta biznezwoman brzmi tak: sprzedajcie mi działkę, którą sobie upatrzyłam, ja zatrudnię światowej klasy architekta, wybuduję muzeum klasy delux, przekażę mu swoją kolekcję, nawet jako darowiznę. Ale niech to samorząd miasta zajmie się później prowadzeniem i utrzymaniem przedsięwzięcia. Ta ostatnia okoliczność - jak mówią współpracownicy Kulczyk - zarezerwowana jest na wypadek śmierci inwestorki, która póki co czuje się świetnie.


– Nie jest to prawda, że sprawa stoi w miejscu. Trwają prace nad formułą prawną i instytucjonalną - muszą trwać, jeśli ma to być zrobione dobrze. Nie ma precedensu dla takiej instytucji w Polsce. Tworzymy model, który powinien posłużyć w przyszłości innym. To wymaga czasu i szanujemy Ratusz za poważne podejście do tematu. Po obu stronach nad projektem pracuje wiele osób – mówi naTemat osoba znająca kulisy sprawy.


Obiekt mógłby funkcjonować na podobnej zasadzie, jak chociażby słynne muzea Guggenheima. Solomon Robert Guggenheim, który w 1919 roku wycofał się z biznesu i całkowicie poświęcił sztuce, założył fundację, pod auspicjami której powstało parę muzeów (w Nowym Jorku, Bilbao i w Berlinie), zaś obecnie trwa budowa kolejnej placówki w Abu Dhabi, stolicy Emiratów Arabskich. Ma zostać oddana do użytku w 2017 roku.
Grażyna Kulczyk

Chcę, by moja kolekcja stała się dobrem publicznym. By te dzieła mogły być kiedyś ogólnodostępne przede wszystkim dla zwiedzających w Polsce, na stałe. Polsce potrzebne jest miejsce, gdzie takie zbiory mogłyby służyć ludziom, być eksponowane na światowym poziomie i stawać się naszą wizytówką oraz dumą

Grażyna Kulczyk na cel inwestycji upatrzyła sobie skwer Kahla przy świetnie skomunikowanym Centrum Nauki Kopernik. Rozmowy trwają jednak od czerwca i urzędnicy mają z tym poważny problem. Po pierwsze muzeum, które - znając determinację miliarderki - powstałoby szybciej, a jego rozmach wbijałby w fotel widzów, pewnie byłoby konkurencją dla samorządowego projektu budowy nowego gmachu Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Jakoś nie udaje się go zbudować od ponad 10 lat.

Po drugie, gra toczy się o niezwykle atrakcyjne działki, na które chęć mają także inni. Kulczyk proponuje budowę na Powiślu, władze stolicy wskazały kilka innych lokalizacji, w tym Pragę. Być może najbardziej opłacałoby się "puścić" na Powiślu kolejne apartamenty.

Po trzecie, nawet na tak szczytnym celu cieniem kładą się kontrowersje wokół ostatnich inwestycji Jana Kulczyka, nieżyjącego już najbogatszego Polaka, byłego męża inwestorki. Ktokolwiek spojrzałby na jej projekt przychylnym okiem musiałby się gęsto tłumaczyć.

O co chodzi tej pani?
Naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego jedna z najbogatszych Polek uparła się, aby zawracać głowę urzędnikom w Polsce. Eksponaty z jej kolekcji okazały się warte pokazania w Muzeum of Modern Art w Nowym Jorku czy Santander Art Gallery w Madrycie. Dzieła Malczewskiego wypożycza muzeum narodowym oraz zagranicznym galeriom. Równie dobrze mogłaby je spakować i wywieźć do Szwajcarii. Tam w zakupionym przed laty starym browarze w Engadin mogłaby je eksponować ku radości szwajcarskiej widowni.

A jednak, gdzie jak nie w Polsce warto pokazywać i promować prace m.in. Tadeusza Kantora, Romana Opałki czy Zofii Kulik. Od kilku lat Grażyna Kulczyk w inwestuje twórczość o międzynarodowy profilu. Do kolekcji trafiły m.in.: fotografie Andreasa Gursky'ego, obrazy Sama Francisa, Joan Mitchell, obiekty i rzeźby minimalistów Donalda Judda, Sol LeWitta i Agnes Martin.

W listopadzie 2015 roku sporym zaskoczeniem było ogłoszenie przez Kulczyk decyzji o sprzedaży Starego Browaru, gdzie dotychczas eksponowano część kolekcji. Nowym właścicielem za cenę 290 mln euro stał się otwarty fundusz inwestycyjny Grundbesitz Europa - zainteresowany tylko galerią handlową. Transakcja oznaczała przekreślenie planów budowy Muzeum Sztuki Współczesnej w bezpośrednim sąsiedztwie Starego Browaru w Poznaniu. Gotowy i zapłacony (kilka milionów dolarów) był już oryginalny projekt podziemnej budowli autorstwa słynnego japońskiego architekta Tadao Ando. „Wyprowadzkę” Kulczyk z Poznania spowodowało to, że władze miasta nie chciały ruszać gniazda os, czyli właścicieli ogródków działkowych, gdzie sugerowano powstanie inwestycji.

Wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak informował pod koniec listopada, iż miasto powołało specjalny zespół, który ma za zadanie wypracować formalne rozwiązania dla propozycji Kulczyk. Od tego czasu nie pojawiły się żadnej nowe informacje, więc pozostaje czekać na decyzję i mieć nadzieję, że już niedługo mieszkańcy Warszawy będą mogli podziwiać kolekcję.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl