
O tym, że reklama dźwignią handlu jest, wiedzą wszyscy. Firma deweloperska z Krakowa wzięła sobie do serca tę radę i właśnie wypuściła spot, który zachęca młodych do kupna mieszkania. Ten cel może nie zostać osiągnięty, ale jedno jest pewne - kilkuminutowe nagranie GL Development przejdzie do historii. Najprawdopodobniej jako najgorsza reklama, jaką mieliśmy okazję zobaczyć.
REKLAMA
Reklama zaczyna się niewinnie. Młody chłopak podchodzi do mamy i prosi o 500 zł na opłacenie pokoju w akademiku. Zamiast tego zmyślna mama wręcza mu dwa słoje swojskiego bigosu i w konfidencji radzi chłopakowi, żeby z prośbą o pieniądze zwrócił się do ojca. Młodzieniec idzie więc do warsztatu ojca, który jednak ku rozczarowaniu chłopaka nie jest zachwycony perspektywą wykładania pieniędzy na "pokój z pięcioma kretynami".
Wzburzona głowa rodziny miota się po warsztacie, a atmosfera z każdą chwilą gęstnieje. Momentem kulminacyjnym tej mrożącej krew w żyłach sceny jest chwila, w której oszalały ze złości ojciec rani się narzędziem. Krew mężczyzny rozbryzguje się po pokoju i... twarzy jego syna. To jednak nie wszystko. Twórcy reklamy dopiero się rozkręcają.
Później jest jeszcze lepiej. W następnej części inny mężczyzna zachwala zalety nowej inwestycji: przestronne wnętrza, balkony, niska cena. Zaczyna się normalnie, ale z każdą chwilą ton prelegenta staje się coraz bardziej histeryczny. Pod koniec tej porażającej mowy mężczyzna jest bliski płaczu. Po obejrzeniu reklamy nie dziwimy się, że jednemu z jego bohaterów zebrało się na płacz. Nam też łzy napłynęły do oczu. I spotka to każdego, komu przyjdzie obcować z "kreatywną" reklamą dewelopera.