
60 godzin – tyle czasu, według badań instytutu RAND, zajęłoby Rosji zajęcie terenów państw nadbałtyckich. Poza tym, gdyby Władimir Putin rzeczywiście zadecydowałby się na taki ruch, to ani USA, ani pozostałe kraje NATO nie miały by dobrej odpowiedzi.
REKLAMA
– W obecnej sytuacji NATO nie mogłoby skutecznie bronić terytorium najbardziej narażonych członków Sojuszu – czytamy w raporcie opublikowanym przez RAND Corporation, jednego z najlepszych amerykańskich ośrodków badawczych zajmujących się bezpieczeństwem na świecie. Organizacja właśnie opublikowała raport dotyczący ewentualnych działań Rosji i skutków jakie mogłyby czekać Europę.
Raport zakłada ewentualną agresję ze strony Rosji, która mogła by szykować "krwawą kontrofensywę w celu wyzwolenia państw bałtyckich", a to wiązałoby się z szybka porażka, gdyż " pozostawiłaby NATO z ograniczoną liczbą opcji, a wszystkie z nich są złe". Amerykańscy badacze wskazali rozwiązania, które miałyby utrudnić takie posunięcia na przyszłość.
Symulacje międzynarodowe pokazują, że siły w liczbie siedmiu brygad, w tym trzech ciężkich brygad pancernych, odpowiednio wspieranych przez lotnictwo w gotowości bojowej, wystarczyłyby zapobieżeniu szybkiego zajęcia państw nadbałtyckich.
Rosja nie może liczyć na dobrą prasę ani w Stanach Zjednoczonych. Jak już pisaliśmy amerykański wywiad jest zaniepokojony rzekomymi działaniami Władimir Putina, który finansując prawicowe partie polityczne ma zdestabilizować spójność nieprzychylnej im polityki. W kuluarach mówi się o II zimnej wojnie.
Waszyngton ma coraz większe obawy o aktywność rosyjskich służb specjalnych, które wykorzystując brak jedności w Europie chcą "podkopania NATO, zablokowania amerykańskich programów obrony przeciwrakietowej oraz spowodowania cofnięcia sankcji gospodarczych, jakie nałożono na Rosję po aneksji ukraińskiego Krymu". Badania badaniami, ale faktem jest, że strona rosyjska nie wykazuje imperialnych zamiarów, więc rysowanie tak czarnego scenariusza, może być kolejnym straszakiem w politycznej grze.
źródło: Tvn24.pl
