Co dzieje się z twoją paczką?
Co dzieje się z twoją paczką? Fot.Fot. Jakub Orzechowski/AG

Kupujesz online? Nic dziwnego. Rynek e-commerce każdego roku rośnie w siłę, a Polacy coraz chętniej wybierają wirtualne zakupy. Brak bezpośredniego kontaktu z towarem rekompensuje często niższa cena i prostota tego rozwiązania. Już 55 proc. internautów deklaruje, że kupuje w sieci. A 87 proc. z nich uważa, że to prawdziwe błogosławieństwo, że paczkę pod dom dostarcza kurier. Gdyby tylko wiedzieli, co dzieje się w sortowaniach, gdzie ich paczki przechodzą selekcję, zanim trafią "na pakę" kuriera. – Kopanie, rzucanie to normalka – mówi nam wprost były pracownik firmy kurierskiej.

REKLAMA
Wielką Brytanią wstrząsnęło ostatnio nagranie, które pokazuje, jak pracownicy największej prywatnej firmy przesyłkowej obchodzą się z paczkami. Wielu Brytyjczykom po obejrzeniu materiału reportera, włos zjeżył się na głowie. Ukryta kamera dziennikarza zarejestrowała jak pracownicy poniewierają przesyłki. Czego tam nie ma! Rzucanie gdzie popadnie, kopanie - brytyjski gigant musi się teraz gęsto tłumaczyć przed zirytowanymi klientami. Myślisz, że u nas jest lepiej i wyspiarskie standardy nie imają się polskich paczek? Nic bardziej mylnego - porozmawialiśmy na ten temat z byłymi pracownikami sortowni w firmach kurierskich.
Kopią i rzucają paczki
Krzysiek z Warszawy do firmy kurierskiej załapał się parę lat temu. – Chciałem sobie dorobić i wyjechać ze znajomymi na wakacje. Jak na pracę typowo wakacyjną, stawki w tej firmie kurierskiej były bardzo zachęcające – opowiada.
Do pracy jeździł na warszawski Targówek - tam, w jednym z magazynów znajdowała się hala, gdzie firma kurierska wynajmowała pomieszczenie na sortowanie paczek. – Wyjątkowo dobrze to pamiętam, bo lato było upalne, a o klimatyzacji w tego typu budownictwie można co najwyżej pomarzyć – mówi Krzysztof.
Z hali na Targówku paczki rozsyłane były do większych polskich miast. Krzysztof wspomina, że przetrwanie jednej zmiany było nie lada wyzwaniem. – To bardzo ciężka praca fizyczna, bo w tej firmie nie było wsparcia jakichś urządzeń: taśmociągów, podajników, itp. nie było. Praca polegała na odbieraniu przesyłek od kurierów, którzy je przywozili, a następnie przenoszeniu i układaniu ich na paletach w konkretnych punktach sortowni, czasami było to kilkadziesiąt metrów – mówi. I tutaj, jak przyznaje, zaczynała się prawdziwa zabawa.
– Niezależnie od gabarytu i wagi przesyłek, były one układane na tej samej palecie, co wyjątkowo pobudzało kreatywność i przywodziło na myśl grę Tetris. Zdarzało się, że tak ustawiona wieża z przesyłek, była równie krzywa jak ta w Pizie i potem przewracała się na ciężarówce – opowiada.
Krzysztof podkreśla, że podejście pracowników do paczek było kwestią indywidualną, ale "zabawy" z paczkami wcale nie należały od rzadkości. Były pracownik firmy kurierskiej twierdzi jednak, że oprócz podejścia pojedynczego pracownika, liczyły się wyśrubowane normy. Praca w ogromnym pośpiechu nie sprzyjała dochowywaniu pieczołowitości.
Krzysiek, były pracownik firmy kurierskiej

Byli tacy, którzy obchodzili się z nimi w miarę ostrożnie i rzekłbym "kulturalnie", ale byli też tacy, którzy szacunku do przesyłek nie mieli żadnego. Rzucali, kopali, pchali i układali na paletach w sposób rażący myślących ludzi w oczy, na zasadzie "byle szybciej". Ogólnie jedyną zasadą panującą w firmie było - zapakować - nieważne jak, ważne żeby do 23 odprawić ciężarówkę.

Co z kierownictwem firmy? Krzysiek mówi, że o wszystkim rzecz jasna wiedzieli, ale, jak to często bywa, przymykali na to oko z obawy przed spowolnieniem pracy zespołu i mniejszymi wpływami do firmowej kasy. – Jak ktoś bardzo przegiął, to "kierownik" (podkreślam istotę cudzysłowu w tym określeniu) zbierał nas wszystkich i przemawiał jak na apelu w szkole, z tą jedną różnicą, że co drugie jego słowo to "kurwa". Ot, taka kultura.
Krzysiek do dzisiaj wspomina też ze zgrozą, ale i ze śmiechem historię pewnej wizytacji w firmie. Jego zdaniem, daje ona pogląd na to, jak wygląda praca w tego typu miejscach i świetnie ilustruje filozofię.
Krzysiek, były pracownik firmy kurierskiej

W wizytacji brał udział dyrektor regionalny firmy. Pan dyrektor widząc kilka chylących się ku upadkowi wież z paczek na paletach, zebrał nas na "apelu" i zaczął prezentację tego, jak powinno się układać przesyłki na palecie. Własnymi rękami zaczął przerzucać przesyłki, niespecjalnie zwracając uwagę na to, co w nich jest. Pech chciał, że po wrzuceniu na stertę paczek czwartej alufelgi, akwarium które stało pod spodem, zostało dosłownie rozbite w drobny mak. Nic nie dały znaczki "szkło", "ostrożnie" za to nam sytuacja dała dużo radości.

Delikatnie? Nie ma czasu!
Podobne doświadczenia w trakcie swojej 5-miesięcznej przygody z firmą kurierską w Białymstoku miał 26-letni Adam. – Ma być szybko i kropka – mówi. – A kiedy ktoś narzuca takie tempo, no to wiadomo, że nikt nie będzie się cackał z paczkami, bo jest rozliczany z tego, czy przesyłka wyląduje na czas w samochodzie, a nie w jakim stanie tam dotrze. I byłem na co dzień świadkiem kopania, niedbałego rzucania paczek. Prawie wszyscy się tak z nimi obchodzili – dodaje.
Adam również twierdzi, że kierownictwo doskonale wiedziało, jakie rzeczy dzieją się na sortowni. Przyznaje też, że wykupienie dodatkowej nalepki, np. z napisem "szkło", wcale nie gwarantowało, że pracownik podejdzie do niej z większym pietyzmem niż do zwyczajnej paczki nadanej w normalnym trybie. Ale było coś jeszcze gorszego. – Zdarzało się, że pracownicy po prostu kradli takie paczki. Takie rzeczy też się u nas zdarzały – opowiada. Po takim doświadczeniu, Adam stara się unikać sytuacji, w której paczkę miałby mu dostarczyć kurier. – Pół biedy jeśli to koszulka, ale nadawanie cenniejszych rzeczy, bardziej delikatnych, wtedy raczej bym nie ryzykował – podsumowuje.
Co można w takiej sytuacji zrobić? Pracownicy serwisu "Pogotowie Komputerowe Warszawa 24h" mają na to swój patent. – Każdemu, kto się do nas zgłasza zalecamy odbiór osobisty. Nie oszukujmy się - firmy kurierskie ze względu na pośpiech traktują przesyłki po macoszemu. Nie wiedzą też często co jest w środku, a przecież bywa, że znajdują się tam przedmioty wyjątkowo delikatne. W naszej branży odpowiednie obchodzenie się z częściami urządzeń jest to szczególnie istotne. Nagminnie zdarza się, że słyszymy od klientów o uszkodzonej części, czasem takie usterki wychodzą dopiero po jakimś czasie. I właśnie dlatego wprowadziliśmy taką politykę, że polecamy odbiór osobisty. Wszyscy na tym lepiej wychodzą, a klient w szczególności – mówi nam pracownik serwisu.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl