Fot. Łukasz Sokół / Deutsche Bank Polska

W internecie ponoć można znaleźć wszystko. W takim razie, drogi elektroniczny świecie, domagam się, aby informacja o tym, że francuska piosenkarka Jain posiada wysokiej klasy zdolności hipnotyzerskie, została natychmiast możliwie wysoko zaindeksowana. W przeciwnym wypadku istnieje niebezpieczeństwo, że publiczność na jej kolejny koncert znów zjawi się kompletnie nieprzygotowana, na to co ją czeka.

REKLAMA
Bo jak tu spodziewać się muzycznych cudów, kiedy większość publikacji na temat Jain zaczyna się od słów: „Francuska artystka, której utwór wykorzystano w reklamie ramówki znanej polskiej stacji telewizyjnej”? A gdzie informacja o tym, że ta drobna szatynka to w istocie kobieta-orkiestra, która do perfekcji opanowała sztukę muzycznego multitaskingu, równocześnie grając na gitarze, śpiewając i obsługując sampler? Albo o tym, że podkład do piosenek tworzy „na gorąco” podczas występu, zapętlając swój własny głos lub klaskanie publiczności? I przede wszystkim o tym, że mając zaledwie 24 lata, mogłaby udzielać korepetycji z technik panowania nad tłumem komunistycznym pierwszym sekretarzom? Wszystko to wyszło na jaw dopiero podczas koncertu z cyklu Deutsche Bank Invites Jain w warszawskiej Fabryce Trzciny.
Z Tuluzy, przez Dubaj i Kongo do Warszawy
Mimo że Jain w dorobku ma na razie zaledwie jedną płytę długogrającą i jedną EP-kę, muzycznym obyciem mogłaby obdzielić kilkoro bardziej doświadczonych kolegów i koleżanki po fachu. Pochodząca z Madagaskaru matka i ojciec-wojskowy, zadbali o to, aby Jain wychowywała się w multikulturowym środowisku. Zanim skończyła 16 lat, Jain zdążyła już pomieszkać w Dubaju, Kongo i Abu Zabi.
logo
Jain w Fabryce Trzciny Fot. Łukasz Sokół / Deutsche Bank Polska
O tym, aby podzielić się ze światem muzycznymi wrażeniami z tych wojaży zaczęła myśleć w afrykańskim Pointe-Noire. Z pomocą przyszedł najpierw serwis MySpace, gdzie Jain umieściła swoje pierwsze utwory, a następnie niejaki Dready – właściciel wytwórni SoulVybz Records. Kiedy fama o talencie młodej Francuzki dotarła do fonograficznych włodarzy, poszło już z górki – przeprowadzka do Paryża, współpraca ze znanym francuskim piosenkarzem i tekściarzem – Yodelice, potem udział w popularnym programie muzycznym Taratata, a w listopadzie zeszłego roku – premiera płyty „Zanaka”.
logo
Jain w Fabryce Trzciny Fot. Łukasz Sokół / Deutsche Bank Polska
Warto zaznaczyć, że wspomniana na początku „piosenka z ramówki” – „Come”, w Polsce dotarła do pierwszego miejsca notowania iTunes Singles Chart, a EP-ka „Hope” uzyskała status Złotej Płyty, a właściwie „Złotego Pliku”, bo nagrodę przyznano głównie na podstawie pobrań, których było ponad 40 tysięcy. To chyba kolejny dowód na to, że Jain posiada nadprzyrodzone moce – skłonić niesfornych użytkowników internetu do płacenia za utwór nieznanej nikomu Francuzki można chyba tylko z pomocą odrobiny magii.
Klaszczcie i tańczcie
Zanim jednak mieliśmy się przekonać, jakie czary rzuci na nas Jain w Fabryce Trzciny, w ramach supportu wystąpiła Soniamiki. Przedstawicielka „ascetycznego, surowego popu”, jak sama określa tworzoną przez siebie muzykę, skutecznie rozleniwiła publiczność. Dźwięki mocno basowego elektro, choć miejscami przyjemnie bujające, trochę uśpiły naszą czujność, bo w późniejszym występie Jain jedynym ascetycznym akcentem był jej sztandarowy „mundurek” – czarna sukienka z białym kołnierzem.
logo
Jako support w Fabryce Trzciny pojawiła się Soniamiki Fot. Łukasz Sokół / Deutsche Bank Polska
Już od pierwszej chwili na scenie Jain zdołała udowodnić, że jeśli wszystko dobrze pójdzie, kariera artystki jednego przeboju jej nie grozi. Utwory z płyty „Zanaka” brzmiały świeżo i energetycznie – o niebo lepiej niż wygładzone na potrzeby albumu wersje, co pozwala wierzyć, że zapału i pomysłów starczy jej na potrzeby jeszcze niejednego longplaya. Podobnie głos Jain dopiero na żywo wybrzmiewa pełną, przyjemnie wibrującą, mocą. To zdecydowanie nie jest barwa stworzona do ugrzecznionych pioseneczek, co chyba sama piosenkarka rozumie najlepiej, bo na scenie swojego głównego instrumentu zdecydowanie nie oszczędzała.
logo
Jain skutecznie dyrygowała tłumem. Nikt nie protestował Fot. Łukasz Sokół / Deutsche Bank Polska
Najlepszą wróżbą przyszłych sukcesów Jain niech będzie to, że sala bawiła się świetnie nie tylko przy dobrze osłuchanym „Come”, ale właściwie przy każdym kawałku. Kiedy poziom energii spadał, wystarczyło, że Jain rzuciła: „Co, nie chcecie już tańczyć?” i jak na komendę wszyscy zaczynali podskakiwać w rytm energetycznej „Makeby” czy wyklaskiwać (wcale nie taki prosty, jak się okazało) rytm kawałka „Mr. Johnson”. Po drodze były zabawy z pstrykaniem palcami, czy nagrywaniem się na sampler – aktywności, sprawiające tyleż samo zabawy zgromadzonym, co samej Jain, co nie jest tylko subiektywną opinią. Trzy, wybłagane głośnymi okrzykami i oklaskami bisy to nota zdecydowanie wysoka.

Na koncercie gościliśmy dzięki Deutsche Bank Polska.