Czy nowy ruch zdoła zmobilizować masy, tak jak KOD?
Czy nowy ruch zdoła zmobilizować masy, tak jak KOD? Fot.Michał Walczak / Agencja Gazeta

Kilku popularnych polityków uznało, że Stary Kontynent zasługuje na swój własny KOD, który będzie walczył o bronienie i poszerzanie demokracji w Unii Europejskiej. "Demokracja w Europie 2025" jest bardzo ambitnym pomysłem na oddanie władzy w ręce obywateli. Podobnie jak organizacja Mateusza Kijowskiego chce swoje działania skupić w internecie. Na ile to jednak poważna inicjatywa, która będzie w stanie zmobilizować tłumy? Krytycy widzą w niej znacznie mniejszy potencjał niż w KODzie. Słusznie?

REKLAMA

Na czele inicjatywy stoi Janis Verufakis. Nieco ekscentryczny były minister finansów w rządzie greckim. Zasłynął dość luźnym strojem i przyjeżdżaniem na spotkania unijne na motorze. Mniejszym powodem do sławy są dla niego niezbyt udane negocjacje w sprawie greckiego długu.

Verufakis jest chętnie zapraszany do europejskich mediów, dobrze się w nich prezentuje. Brakuje mu jednak charyzmy cechującej prawdziwego lidera. Być może m.in. dlatego "Demokracja w Europie 2025" ma być ruchem bez przywódcy. Nieco podobnie jest z KODem. Choć Kijowski jest jego liderem, to formalnie organizacja jeszcze nie ma szefa (jakkolwiek ma on wkrótce zostać oficjalnie powołany na jego przewodniczącego i jest to już tylko kwestia formalna związana z rejestracją). Ruch ma być demokratyczny, oddolny. Polak jednak, w przeciwieństwie do Greka, w ocenie ekspertów, jest materiałem na charyzmatycznego przywódcę.

"Demokracja w Europie 2025" także chce swoje działania oprzeć na internecie. Bardziej niż znakiem czasów wydaje się to po prostu racjonalnym wyborem. Ruch – tak jak KOD – chce skupiać różne środowiska (od socjaldemokracji, aż po liberalnie zorientowanych wyborców). Przy tak szerokim spektrum społecznym wydaje się to rozsądne, skoro nie można polegać na żadnych już istniejących strukturach, takich, jak na przykład związki zawodowe.

Verufakisowi, choć jest niezłym polemistą, brakuje charyzmy.
Verufakisowi, choć jest niezłym polemistą, brakuje charyzmy. Screen z YouTube, kanał SkriptaTV

Sam Kijowski w rozmowie z nami wobec "Demokracji w Europie 2025" ma mieszane uczucia. – To cenna inicjatywa, będziemy starali się nawiązać kontakt, poznać się bliżej. Zarazem jestem ostrożny wobec tego projektu. Mam obawy, że będzie to ruch polityczny, a nie społeczny. W naszym przypadku aktywiści nie chcą, byśmy byli podporządkowani politykom – stwierdza lider.

Kijowski odnosi się przychylnie do postulatu walki z autorytaryzmem. Ale z drugiej strony nie podobają mu się apele o większe udemokratycznienie Unii Europejskiej. – Nie mam pewności, czy tak bardzo brakuje demokracji w tej instytucji – mówi nam.

"Demokracji w Europe 2025" szans na zaistnienie w europejskiej polityce nie daje politolog prof. Rafał Chwedoruk, z Uniwersytetu Warszawskiego. – To egzotyczny projekt, bez większego znaczenia. Taki błysk medialny. Ruch który tkwi w próżni, pomiędzy socjaldemokracją przechodzącą fazę kurczenia się elektoratu i radykalną lewicą. To taka "studencka polityka" – może fajnie to brzmi, ale to typowa intelektualna inicjatywa bez szans – ocenia ekspert.

Chwedoruk zauważa pewien paradoks. – Choć lewica często odwołuje się do internacjonalizmu, to jak dotąd efektywnym narzędziem dla niej było państwo narodowe. "Demokracja w Europie 2025" to przeniesienie państwa opiekuńczego na poziom panueropejski. Ruch ten nie ma większych szans na dokonanie zmiany społecznej. Jest sympatyczną utopią w stylu XIX-wiecznych anarchistów – twierdzi politolog.

Kiedy wspominam Chwedorukowi o porównywaniu nowej inicjatywy do KOD śmieje się. – Jest to bezzasadne. To co najwyżej skecz kabaretowy. Owszem, "Demokracja w Europie 2025" również chce bronić demokracji. Ale to ruch lewicowy o nieco rewolucyjnych zapędach. Przyzna pan, że środowiska pojawiające się na demonstracjach KOD nie wyglądają zbyt rewolucyjnie – zaważa ekspert.

"Władza w ręce obywateli", "więcej demokracji" – to hasła które zawsze brzmiały (i w przyszłości też brzmieć będą) dobrze. Nie ma na razie powodu, by jednoznacznie przekreślać "Demokrację w Europie 2025". Nawet jeśli ten ruch, zgodnie z najmniej mu przychylnymi ocenami, niczego spektakularnego w polityce nie zwojuje, to jest on kolejnym z niepokojących symptomów, dotyczących momentu w historii, w jakim się znajdujemy.

Tak jak w przypadku KOD jego powołanie pokazuje, że coraz więcej mieszkańców Starego Kontynentu ma wrażenie, że z demokracją nie jest zbyt dobrze. Czy mają oni rację, czy też to tylko histeria na wyrost? W każdym razie "Demokracja w Europe 2025" i KOD to nie jedyne ruchy społeczne, które postanowiły bić na alarm.