
W 2015 roku warszawiacy legalizowali związki pod chmurką… 171 razy, krakowianie z kolei tylko 49. Zmiana prawa o aktach stanu cywilnego wcale nie zachęca do ekstrawagancji. Góry, plaża, a nawet Stadion Narodowy rzadko wchodzą w grę. A gminy na tym tracą.
REKLAMA
Od marca 2015 roku zakochani mogą brać śluby poza urzędami. Warunek jest tylko jeden - wybrane przez nich miejsce musi gwarantować zachowanie „powagi i doniosłości ceremonii oraz bezpieczeństwa wszystkich uczestników”. Wydawało się, że plenerowe zaślubiny to strzał w dziesiątkę - nowożeńcy świetnie się bawią, a gmina… zarabia, bo para płaci 1000 zł. A jednak urzędnicy się przeliczyli - Polacy od ekstrawagancji wolą jednak tradycję.
Jak podaje "Portal Samorządowy", przez ostatnie 12 miesięcy inwencją wykazało się niewiele zakochanych. W Warszawie romantycznie do legalizacji związku podeszło 171 par. Najczęściej "Tak" mówili w Łazienkach Królewskich czy ogrodach Pałacu Wilanowskiego. "Tak" padło też raz na Stadionie Narodowym, dokładnie… w sali konferencyjnej obiektu. Z kolei krakusi stawiali głównie na Zakopane. Lokalne urzędy stanu cywilnego zarejestrowały jednak mniej próśb niż te z Warszawy, bo tylko 49.
Co ciekawe, badanie zlecone przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, pokazało, że Polacy marzą o ślubie daleko od urzędu. Idealnym miejscem jest np. plaża, chociaż w zeszłym tylko raz urzędnicy musieli się tam pofatygować. Deklaracje zatem to jedno, drugie to życie. Komuś podoba się piękna sala w USC, inny po prostu wybierze kościół.
źródło: Portal Samorządowy
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
