
Przeciętny Polak zna się na lekach. Przynajmniej tak mu się wydaje. Nic dziwnego. W sklepach, na stacjach paliwowych i kioskach ruchu wyrosło potężne zaplecze z medykamentami dostępnymi dla każdego i w każdej dawce. A skoro lek nie jest na receptę i można go wrzucić obok masła i chleba do koszyka, to czemu tego nie robić?
Aptekarze już dawno wypowiedzieli wojnę takiemu rozumowaniu. Farmaceuci łapią się za głowę na widok nieodpowiedzialnej polityki sprzedażowej preparatów leczniczych w sklepach ogólnodostępnych. I najchętniej widzieliby leki bez recepty tylko w aptekach, sklepach zielarsko-medycznych i w punktach specjalistycznego zaopatrzenia medycznego.
I chyba coś jest na rzeczy, co potwierdzają kolejne badania konsumenckie. Wynika z nich, że Polak po leki dostępne bez recepty coraz częściej zamiast do apteki, idzie prosto do supermarketu. Zaopatrujemy się tam już w co trzecią tabletkę przeciwbólową, co oznacza, że każdego roku poza apteką czy punktami aptecznymi kupujemy aż 489 mln takich pigułek.
Kupując lek nie zastanawiamy się nad tym, jakie są konsekwencje szerokiej dostępności leków. że biorąc bezrefleksyjnie dwa lub trzy różne leki, „na wszelki wypadek”, sięgamy w rzeczywistości po jedną i tę samą substancję. Która, jak i każda inna substancja czynna w leku, podana we właściwej dawce leczy i pomaga, ale zażyta w nadmiarze – szkodzi. . Dopiero przy okazji nieszczęścia, historia śmierci 60-latka z Opolszczyzny, który zmarł po przedawkowaniu paracetamolu. pacjenci dowiedzieli się, że jedna i ta sama substancja czynna może występować w wielu lekach przeciwbólowych i przeciwgorączkowych, pod różnymi nazwami handlowymi, w produktach wielu firm farmaceutycznych. Kolejnym jaskrawym przykładem niewłaściwego zastosowania leku jest przyjmowanie paracetamolu na ból głowy po imprezie. A przecież paracetamol w połączeniu z alkoholem prowadzi do poważnych i nieodwracalnych uszkodzeń wątroby , a tego już w sklepie nikt klientowi nie powie.
Przeciwników ograniczenia obrotu medykamentów w ogólnodostępnych sklepach nie przekonują racje aptekarzy, a wizja wizyty w aptece , budzi zrozumiały opór. Wygodniej jest przecież pójść do sklepu, który znajduje się pod nosem. Apteki nie można znaleźć na każdym rogu - w Polsce funkcjonuje ich obecnie ponad 13000. Dla porównania, sklepów ogólnodostępnych mamy jakieś 36000. Z tego prostego porównania jasno wynika, dlaczego większość Polaków wybiera osiedlowy market, a nie często oddaloną aptekę.
Uważam, że normalni, dorośli ludzie, zdrowi na umyśle, mają prawo wybierać miejsce, które będzie dla nich najdogodniejsze na zakup leków, medykamentów. Tu powinna być jak najszersza pula wyboru, jak najszersza wolność. [...]Podstawowym celem takich regulacji jest doprowadzenie do tego, że my za leki płacimy więcej, mamy mniej punktów, w których możemy zakupić leki, a zarabia określona grupa zawodowa, w tym przypadku aptekarze.
Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl
