Fot. Wola Libre / BPI

– Nie jesteśmy firmą PR-ową, ale deweloperem, którego działalność powinna być oceniana na podstawie jakości realizowanych przez nas inwestycji, a nie komunikacyjnego zamieszania, które w ostatnim czasie miało miejsce w związku z oczyszczaniem gruntu na terenie inwestycji Wola Libre przy ul. Obozowej 20 w Warszawie – przyznaje Laurent Dassonville, przedstawiciel belgijskiego developera BPI. W ten sposób odpowiedział na zarzuty, że firma usiłuje zataić przed mieszkańcami skalę skażenia gleby. – Chciałbym więc uściślić, że wszelkie procedury będą prowadzone w oparciu o najsurowsze normy bezpieczeństwa, które w tej kwestii jest naszym priorytetem – zapewniał Laurent Dassonville.

REKLAMA
W połowie zeszłego roku okazało się, że tereny, na których stanąć mają budynki kompleksu mieszkalnego Wola Libre w Warszawie, są skażone chemikaliami, najprawdopodobniej pozostałymi po znajdującej się tam niegdyś fabryce. Mieszkańcy zaczęli się skarżyć na dochodzący z okolic placu budowy nieprzyjemny zapach. Jak się później okazało, był to sygnał, że na terenie znajdują się historyczne zanieczyszczenia.
Przedstawiciele BPI zapewniają, że tego typu skażenia gruntu da się wyeliminować w wyniku kilkuetapowej procedury oczyszczania – tzw. remediacji. Po zakończeniu prac teren będzie w pełni zdatny do bezpiecznego użytkowania. Mieszkańcy ul. Obozowej skarżyli się jednak, że o skali potencjalnego zagrożenia ani o postępie prac nie byli w wystarczającym stopniu informowani.
logo
Plan inwestycji Wola Libre Fot. materiały prasowe
– Dokładamy wszelkich starań, aby nasze działania były jak najbardziej transparentne. Do sąsiadów naszej inwestycji wysyłaliśmy listy i newslettery – na przestrzeni dwóch ostatnich tygodni wystosowaliśmy ich już w sumie cztery – przekonuje Radosław Grzejdak, Senior Project Manager w BPI. – Stwierdziliśmy, iż warunki gruntowe znacznie odbiegają od tych, których spodziewaliśmy się na samym początku. Było to dla nas takie samo zaskoczenie jak dla obecnych mieszkańców. Nie zamiatamy niczego pod dywan, działamy od początku transparentnie, hołdując zasadzie „safety first” oraz zrównoważonego rozwoju. Zanieczyszczenia zamierzamy usunąć na własny koszt, wykorzystując przy tym procesie techniki stosowane na zachodzie Europy – tłumaczy Radosław Grzejdak i dodaje, że aby wykonać niezbędne badania i analizy, firma musiała na pół roku wstrzymać prace.
– Napotykając takie trudności, teoretycznie mogliśmy zaniechać kontynuowania inwestycji – wycofać się i pozostawić teren w takim stanie, w jakim jest teraz – dodaje Laurent Dassonville. – Zdecydowaliśmy jednak, że zmierzymy się z tym problemem, bo jak pokazują nasze doświadczenia z innych krajów, historyczne zanieczyszczenia można bezpiecznie usunąć. Jeśli wszelkie procedury zostaną przeprowadzone w sposób właściwy, nie ma żadnych przeciwwskazań, aby na terenach poddanych remediacji powstały budynki mieszkalne – tłumaczy.
Remediacja terenu – dwa etapy
Jak przebiegał będzie proces usuwania zanieczyszczeń? Przedstawiciele BPI tłumaczą, że prace, które zlecono firmie Menard, zostaną podzielone na dwa etapy. – Etap pierwszy to tzw. „venting”, czyli odessanie powietrza gruntowego. Działanie to ma na celu zmniejszenie ilości szkodliwych lotnych związków w gruncie – tłumaczy Laurent Dassonville. – Chciałbym zaznaczyć, że nie oznacza to „wypompowywania” skażonego powietrza z ziemi i wysyłania go bezpośrednio do atmosfery. Pompy są wyposażone w specjalne filtry z węgla aktywnego, które pozbawią gazy wydobyte z ziemi wszelkich toksycznych związków – zapewnia, dodając, że nie oczekuje, aby mieszkańcy wierzyli mu na słowo: – Tak jak dotychczas będziemy prowadzić monitoring jakości powietrza, które dla dodatkowej kontroli będzie monitorowane również przez WIOŚ i Sanepid. Jeśli tylko zauważymy jakiekolwiek odchylenia od normy, będziemy reagować – zapewnia przedstawiciel BPI. Laurent Dassonville uspokaja również, że przykry zapach nie jest jednoznaczny z występowaniem szkodliwych substancji w powietrzu.
logo
„Venting” polega na odessaniu skażonego powietrza z ziemi Fot. materiały prasowe
Po tym, jak ziemia zostanie odgazowana, rozpocznie się procedura wydobycia zanieczyszczonych gruntów. Na części terenu związane z tymi działaniami operacje będą prowadzone pod specjalnymi namiotami. – Pracownicy zostaną wyposażeni w odzież i sprzęt ochronny, dzięki któremu ich zdrowie nie będzie na żadnym etapie prac zagrożone. Ponadto wszelkie pojazdy używane do prowadzenia prac, przed opuszczeniem skażonego terenu, zostaną każdorazowo oczyszczone i zabezpieczone – tłumaczy Radosław Grzejdak. Grunty po wydobyciu zostaną przetransportowane z placu budowy do miejsc specjalnie do tego przeznaczonych, gdzie zostaną poddane remediacji bądź utylizacji.
Przedstawiciele BPI zapewniają, że kluczowym czynnikiem, jakim kierują się w swoich działaniach, jest bezpieczeństwo mieszkańców oraz pracowników. – Wszelkie nasze działania są zgodne z przepisami polskiego prawa, m.in. Prawem ochrony środowiska, Ustawą o zapobieganiu szkodom w środowisku i ich naprawie oraz Ustawie o odpadach – zapewnia Radosław Grzejdak i dodaje: – Stale współpracujemy z instytucjami państwowymi i mamy nadzieję, że wspólnie z nimi oraz przy wsparciu mieszkańców uda nam się sprawnie ten problem rozwiązać – podsumowuje. Przedstawiciele BPI szacują, że oba etapy remediacji gruntów przy ul. Obozowej potrwają około czterech miesięcy.