Ryszard Petru jest bliski przeszarżowania ze swoją coraz ostrzejszą retoryką.
Ryszard Petru jest bliski przeszarżowania ze swoją coraz ostrzejszą retoryką. Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Opozycja jest od tego, by stale patrzeć władzy na ręce i alarmować, gdy ta czyni ruchy kontrowersyjne. Prawem opozycji jest też krytykować ostro, ale łatwo jej głos może przestać docierać do obywateli, gdy po prostu przesadzi z retoryką. Na dobrej drodze do takich kłopotów jest dziś Ryszard Petru i .Nowoczesna, czemu dowodzi szczególnie ostatnia wypowiedź o tym, że w 2016 roku w Polsce "mamy atmosferę jak ze stanu wojennego"...

REKLAMA
Ryszard Petru wpadki w swoich wypowiedziach zaliczał ostatnimi czasy dość często. Jak na razie zwrócono jednak uwagę tylko na te w zasadzie najmniej istotne, gdy na przykład nieco pogubił się w faktach historycznych. Sam potem tłumaczył, że jest tylko człowiekiem, a ludziom się takie błędy zdarzają. I dla większości wyborców, których już uwiódł i wielu tych, którzy poparcie dla .Nowoczesnej dopiero rozważają, było to tłumaczenie do przyjęcia.
Tylko z wysokiego C...
Lider opozycji głębiej powinien jednak zastanowić się chyba nad tym, czy do przyjęcia dla wyborców na dłuższą metę będzie ciągłe straszenie najbardziej czarnymi scenariuszami. Albo i twierdzenie, że te scenariusze już się ziściły. Szczególnie duży krok w kierunku śmieszności Ryszard Petru zrobił w czwartek, gdy na sejmowym briefingu poświęconym inwigilacji stwierdził, iż "jest atmosfera jak ze stanu wojennego".
Petru na pogłębiające się możliwości inwigilacyjne państwa uwagę najgłośniej zwracał pierwszy i od dawna w tej sprawie miał kolejny raz do powiedzenia kilka wartych uwagi słów. Niestety, zdanie o współczesnym stanie wojennym przyćmiło absolutnie wszystko. I niezbyt dobrze odbiło się wśród opinii publicznej, która może w znaczniej części obruszać się na Prawo i Sprawiedliwość za ograniczanie mechanizmów demokratycznych i zachodnich standardów, ale realiów stanu wojennego za oknami raczej nie dostrzega.
A to przecież nie pierwszy raz, gdy szef .Nowoczesnej sięgnął po najsilniejsze przerysowanie. Sprawę ujawnienia tzw. szafy Kiszczaka komentował zestawieniem Jarosława Kaczyńskiego z tym PRL-owskim dygnitarzem, którego resort mordował opozycjonistów. Prezes PiS ma na swoim sumieniu wiele grzechów przeciw Polsce i Polakom, ale porównywanie go do zwierzchnika komunistycznej bezpieki wygląda niestosownie. – Mam pytanie, czy to nie jest jakiś nowy układ, na który poszło Prawo i Sprawiedliwość z byłą ubecją – brnął jednak dalej Petru.
Na razie reakcje na tak ostrą retorykę to głównie śmiech, ale czy z czasem "wysokie C", z którego do każdego tematu podchodzi Ryszard Petru, nie zacznie przynosić .Nowoczesnej skutków odwrotnych do zamierzonych.
Dowód na brak zawodowstwa?
Przed tym w rozmowie z naTemat ostrzega dr Rafał Chwedoruk z Instytutu Nauk Politycznych UW. – Ryszard Petru powinien szczególnie uważać, by się nie ośmieszać niektórymi twierdzeniami. Bo jego elektorat należy do najbardziej aktywnego w sieci, gdzie każda wpadka polityka jest o wiele bardziej kosztowna – stwierdza.
I podkreśla, że ostatnie hasła wygłaszane przez lidera .Nowoczesnej wywołały nie tyle śmiech, co zażenowanie. - Jego wyborcy to ludzie wywodzący się rodzin, które tworzyły przed laty wielkomiejską inteligencję, bardzo silnie związaną z opozycją antykomunistyczną. Dla nich ten przekaz z porównaniami do stanu wojennego kontrastuje z doświadczeniami własnymi, czy rodziców. Oni wiedzą, że dziś sytuacja jest zupełnie inna. Takie zabiegi są więc dla niego dysfunkcjonalne – tłumaczy politolog.
Zdaniem dr. Chwedoruka, ostre porównania i tezy, które non stop rzuca Ryszard Petru dowodzą, że wbrew wszelkim pozorom nie przeszedł jeszcze całkiem przemiany z telewizyjnego komentatora w zawodowego polityka. – Ta przemiana nie jest dla niego łatwa. Bo okazuje się, że w polityce potrzeba bardzo ogólnej wiedzy i doświadczenia. Dodatkowo cały czas musi się jednak licytować z Platformą – ocenia ekspert.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl