
Opozycja jest od tego, by stale patrzeć władzy na ręce i alarmować, gdy ta czyni ruchy kontrowersyjne. Prawem opozycji jest też krytykować ostro, ale łatwo jej głos może przestać docierać do obywateli, gdy po prostu przesadzi z retoryką. Na dobrej drodze do takich kłopotów jest dziś Ryszard Petru i .Nowoczesna, czemu dowodzi szczególnie ostatnia wypowiedź o tym, że w 2016 roku w Polsce "mamy atmosferę jak ze stanu wojennego"...
REKLAMA
Ryszard Petru wpadki w swoich wypowiedziach zaliczał ostatnimi czasy dość często. Jak na razie zwrócono jednak uwagę tylko na te w zasadzie najmniej istotne, gdy na przykład nieco pogubił się w faktach historycznych. Sam potem tłumaczył, że jest tylko człowiekiem, a ludziom się takie błędy zdarzają. I dla większości wyborców, których już uwiódł i wielu tych, którzy poparcie dla .Nowoczesnej dopiero rozważają, było to tłumaczenie do przyjęcia.
Tylko z wysokiego C...
Lider opozycji głębiej powinien jednak zastanowić się chyba nad tym, czy do przyjęcia dla wyborców na dłuższą metę będzie ciągłe straszenie najbardziej czarnymi scenariuszami. Albo i twierdzenie, że te scenariusze już się ziściły. Szczególnie duży krok w kierunku śmieszności Ryszard Petru zrobił w czwartek, gdy na sejmowym briefingu poświęconym inwigilacji stwierdził, iż "jest atmosfera jak ze stanu wojennego".
Lider opozycji głębiej powinien jednak zastanowić się chyba nad tym, czy do przyjęcia dla wyborców na dłuższą metę będzie ciągłe straszenie najbardziej czarnymi scenariuszami. Albo i twierdzenie, że te scenariusze już się ziściły. Szczególnie duży krok w kierunku śmieszności Ryszard Petru zrobił w czwartek, gdy na sejmowym briefingu poświęconym inwigilacji stwierdził, iż "jest atmosfera jak ze stanu wojennego".
Petru na pogłębiające się możliwości inwigilacyjne państwa uwagę najgłośniej zwracał pierwszy i od dawna w tej sprawie miał kolejny raz do powiedzenia kilka wartych uwagi słów. Niestety, zdanie o współczesnym stanie wojennym przyćmiło absolutnie wszystko. I niezbyt dobrze odbiło się wśród opinii publicznej, która może w znaczniej części obruszać się na Prawo i Sprawiedliwość za ograniczanie mechanizmów demokratycznych i zachodnich standardów, ale realiów stanu wojennego za oknami raczej nie dostrzega.
A to przecież nie pierwszy raz, gdy szef .Nowoczesnej sięgnął po najsilniejsze przerysowanie. Sprawę ujawnienia tzw. szafy Kiszczaka komentował zestawieniem Jarosława Kaczyńskiego z tym PRL-owskim dygnitarzem, którego resort mordował opozycjonistów. Prezes PiS ma na swoim sumieniu wiele grzechów przeciw Polsce i Polakom, ale porównywanie go do zwierzchnika komunistycznej bezpieki wygląda niestosownie. – Mam pytanie, czy to nie jest jakiś nowy układ, na który poszło Prawo i Sprawiedliwość z byłą ubecją – brnął jednak dalej Petru.
Na razie reakcje na tak ostrą retorykę to głównie śmiech, ale czy z czasem "wysokie C", z którego do każdego tematu podchodzi Ryszard Petru, nie zacznie przynosić .Nowoczesnej skutków odwrotnych do zamierzonych.
Dowód na brak zawodowstwa?
Przed tym w rozmowie z naTemat ostrzega dr Rafał Chwedoruk z Instytutu Nauk Politycznych UW. – Ryszard Petru powinien szczególnie uważać, by się nie ośmieszać niektórymi twierdzeniami. Bo jego elektorat należy do najbardziej aktywnego w sieci, gdzie każda wpadka polityka jest o wiele bardziej kosztowna – stwierdza.
Przed tym w rozmowie z naTemat ostrzega dr Rafał Chwedoruk z Instytutu Nauk Politycznych UW. – Ryszard Petru powinien szczególnie uważać, by się nie ośmieszać niektórymi twierdzeniami. Bo jego elektorat należy do najbardziej aktywnego w sieci, gdzie każda wpadka polityka jest o wiele bardziej kosztowna – stwierdza.
I podkreśla, że ostatnie hasła wygłaszane przez lidera .Nowoczesnej wywołały nie tyle śmiech, co zażenowanie. - Jego wyborcy to ludzie wywodzący się rodzin, które tworzyły przed laty wielkomiejską inteligencję, bardzo silnie związaną z opozycją antykomunistyczną. Dla nich ten przekaz z porównaniami do stanu wojennego kontrastuje z doświadczeniami własnymi, czy rodziców. Oni wiedzą, że dziś sytuacja jest zupełnie inna. Takie zabiegi są więc dla niego dysfunkcjonalne – tłumaczy politolog.
Zdaniem dr. Chwedoruka, ostre porównania i tezy, które non stop rzuca Ryszard Petru dowodzą, że wbrew wszelkim pozorom nie przeszedł jeszcze całkiem przemiany z telewizyjnego komentatora w zawodowego polityka. – Ta przemiana nie jest dla niego łatwa. Bo okazuje się, że w polityce potrzeba bardzo ogólnej wiedzy i doświadczenia. Dodatkowo cały czas musi się jednak licytować z Platformą – ocenia ekspert.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
