"Wystarczy kilka miesięcy, by alkohol zupełnie zniszczył życie kobiety"

Fot. Janowski / Agencja Gazeta
Żul, meliniarz i dziadyga spod bloku – tak większość z nas widzi ludzi nadużywających alkoholu. Tak też widzą ich piękni panowie, pracownicy korporacji, którzy wracając do domu sięgają po kieliszek winka, no może drineczek na wódeczce albo może jednak szocik czystej. Bo dzień był stresujący. A przecież dopóki ogarnia życie, dopóty problemu nie ma.


Albert z Warszawy jest właścicielem średniej wielkości firmy marketingowej. Można powiedzieć, że w życiu mu się powiodło – wspaniałe wakacje, dom letniskowy, udana rodzina. Wielu mu zazdrości. Ale to tylko pozory.

"Własny biznes to praca 48 godzin na dobę " – zwykł mawiać. Przyznaje, że stres jest nieodłącznym elementem jego życia. Dzięki własnej organizacji czasu nie musi się spieszyć na dziewiątą do pracy. Dlaczego więc miałby sobie odmówić przysłowiowej szklaneczki Glenfidich'a na lodzie? Takiego lubi najbardziej. Pozwala mu się  odprężyć i na chwilę złapać dystans od mnożących się problemów zawodowych, prywatnych i nachodzących go czarnych myśli.
Dobra przyjaciółka – whiskey, pojawia się u niego tak często, że nikogo już nie dziwi jego czerwona twarz na spotkaniach. Do tego dochodzą wahania nastroju, składanie obietnic bez pokrycia (wiele rzeczy planuje "po") oraz okresowe depresje. Ale wielu osobom to nie przeszkadza – przecież daje sobie radę w życiu. Zarabia. Tyle, że jego tydzień już nie upływa, tylko płynie na fali wlewanych w siebie kilka razy w tygodniu wysokoprocentowych trunków. Czy jest to odosobniony przypadek? Nie.

Wlewanie za biały kołnierzyk
Podobno najgorszym rodzajem uzależnionego od alkoholu pacjenta jest człowiek zamożny. Status i pieniądze, to dwa elementy, dzięki którym można nałóg dużo dłużej ukrywać. A także pozostawać poza kontrolą społeczną, zawodową i rodzinną. Taki człowiek nie ma ograniczeń finansowych, które mogłyby stanąć na drodze do zdobycia kolejnej butelki dobrej whiskey. Ma też bardzo wiele okazji do picia – lunche, suto zakrapiane konferencje czy delegacje. To nie sprzyja "odmowom".
Ewa Woydyłło-Osiatyńska
psycholożką, terapeutką uzależnień

Ludzie z wysokiej półki nie mają szefa. Albo razem z szefem piją, bo ten też popija. Znam przykład mężczyzny, który jest właścicielem zespołu adwokackiego, który ma za sobą dwa małżeństwa z oskarżeniami o przemoc domową. Jest alkoholikiem, ale na tyle funkcjonalnym, że nie można zakwestionować jego sprawności zawodowej. Jest nietykalny.

Taki człowiek zawsze ma też spory zapas alkoholu, bo przecież kilka butelek w bagażniku – "tylko na wszelki wypadek" – zawsze znajdzie swoje przeznaczenie. Nie lubi pić sam, dlatego zachęca innych do wychylenia kieliszka i "wszystkim stawia". Przez to zawsze znajdzie chętne do biesiady towarzystwo. I nikt mu nie robi problemów, bo właściwie większość kłopotów związanych z problemem alkoholowym po prostu załatwia pieniędzmi.
Problem ukrytych, zamożnych alkoholików wyjaśniła mi dr Anna Woydyłło-Osiatyńska, doktor psychologii i terapeuta uzależnień, autorka wielu książek z tej dziedziny. – Po ludziach zamożnych nie widać alkoholizmu, ponieważ nałóg łatwo im ukryć. Zwykle z powodu nadużycia ma się jakieś problemy np. kac, dolegliwości zdrowotne, ale kiedy człowiek jest zamożny i ma łatwiejszy dostęp do pomocy i odpłatnych usług, nie widać po nim tych konsekwencji na zewnątrz – mówi w rozmowie z naTemat.


Dlaczego? Bo taka osoba dzwoni do znajomego lekarza, ten przyjeżdża, daje mu kroplówkę, albo dwa zastrzyki, dzięki czemu błyskawicznie wraca do normalnego funkcjonowania. Bez pomocy i zaplecza zostałby szybko zdemaskowany. Nie zjawiłby się rano w pracy, spadłby ze schodów i bełkotał.

Jaki problem? Zajmij się sobą!
Uzależniony na ogół nie zauważa, że ma problem. Działa mechanizm obronny, który jest wpisany w naszą psychikę – będziemy się tłumaczyć do upadłego. Według terapeutów, jako pierwszy, problem zawsze zauważa ktoś z otoczenia.

A delikwent będzie się zawsze wypierał, atakował lub kwieciście tłumaczył. – Usprawiedliwiają swoje picie różnymi powodami. To dlatego piję „bo komuniści”, „bo mam wredną żonę”, „bo stres”, „bo mam dużo pracy”. Każdy powód, dla którego da się kogoś przekonać, jest dobry i używany – stwierdza psychoterapeutka i dodaje, że pomimo iż przyczyny są faktyczne, to inna osoba z ich powodu nie pije. – To znaczy, że nie jest to związek przyczynowo-skutkowy – podsumowuje.
Poza tym człowiek, który dobrze wygląda, zarabia, nie da tak łatwo dopuścić do siebie słów krytyki, lub nawet zwykłej troski. Pieniądze robią z niego cara, a z carem się nie dyskutuje. Ewa Woydyłło-Osiatyńska miała w swoje praktyce terapeutycznej wiele przypadków, w których pieniądze były największą przeszkodą samego uzależnionego.
Ewa Woydyłło-Osiatyńska
psycholożką, terapeutką uzależnień

Osobiście znałam kobietę, która będąc z bardzo zamożnym człowiekiem, nie mogła znieść jego alkoholizmu. „To jest nie do wytrzymania. Nie wyobrażasz sobie jak wygląda pościel, kiedy wpada w ciąg” – mówiła. Oszczędzę graficznych szczegółów. To są fizjologiczne czynności – to samo dzieje z menelem, który mieszka w działkowym domku.

Z tą różnicą, że ktoś, kto ma na to pieniądze, to bierze brudną pościel, wyrzuca do kubła i problem ma uprzątnięty. Dywany się zwija i wynosi, bo nie sposób ich doczyścić. W kategorii ryzykownego picia są też osoby, które nie doprowadzają się do skrajnych zachowań, a również są alkoholikami. Piją dużo i często, ale nie staczają się na dno. Jednak prawie co wieczór zasypiają w całkowitym zamuleniu, a potem wstają w środku dnia i łykają witaminy, albo klinują – dzięki czemu - lepiej czy gorzej, ale funkcjonują. – Jeśli to zdrowa osoba, a bogaci najczęściej mają pieniądze na zdrowe odżywianie i dbanie o siebie, ten proceder może trwać latami – dodaje Woydyłło-Osiatyńska. Do tego bogaci nie mają straszaka, że stracą pieniądze i znajomych. Dopóki sobie radzą w życiu, przymyka się oko na problem.

Panie przodem
Sama kultura picia alkoholu w Polsce wciąż pozostawia wiele do życzenia. Chociaż wydaje się, że coraz częściej sięga się po słabsze alkohole jak wino i piwo, to niestety dane z Ministerstwa Zdrowia pokazują, o jak iluzorycznej poprawie mówimy. Sprawozdanie z ustawy o wychowaniu w trzeźwości za 2013 rok informuje, że statystyczny Polak wypił 9,67 litra 100-proc. alkoholu. To o 5,6 proc. więcej niż rok wcześniej. Spożycie alkoholu rośnie w Polsce od 10 lat i osiągnęło najwyższy poziom w historii. Również od dekady rośnie spożycie alkoholu wysokoprocentowego, a jednocześnie pijemy coraz mniej wina.

Kto to wypija? Ci panowie spod bloku zaczepiający przechodniów na "panie, daj pan piątaka" czy może zupełnie inna grupa społeczna, po której nie widać ilości i częstotliwości wypitych trunków? Rosnącym problemem jest coraz większa ilość napitków spożywanych przez kobiety, dla których nadużywanie alkoholu ma gorsze skutki zdrowotne niż dla mężczyzn.
Ewa Woydyłło-Osiatyńska
psycholożka, terapeutka uzależnień,

Kobiety są konsumentkami alkoholu na równi z mężczyznami. Kiedyś to było nie do pomyślenia. Ale z czasem nastąpiło równouprawnienie alkoholików.

Do tego kobiety szybciej się uzależniają. Często nieświadomie i bezwiednie „wpadają” szybciej niż mężczyźni. – To wiąże się z fizjologią: ciało kobiety ma proporcjonalnie większą ilością tłuszczu, a ciało mężczyzny z wody. Alkohol rozpuszcza się w wodzie, w tłuszczu nie. Porównanie stężenia alkoholu na linii kobieta - mężczyzna (ta sama waga, ten sam wiek) wykaże, że po takiej samej ilości alkoholu, jego stężenie we krwi kobiety będzie wyższe – mówi specjalistka.
Sceny wyglądają tak samo jak w przypadku mężczyzn. Zmęczone wracają do domu, gnane myślą o nalaniu sobie kieliszka. Bo przecież, "trzeba sobie pomóc": na psychikę, na stres, na sen, żeby zapomnieć, troszkę się wyłączyć. – W ciągu kilku miesięcy alkohol niszczy ich funkcjonowanie. U mężczyzn to prawie niemożliwe. Mężczyźni znacznie dłużej dochodzą do kryzysu, który zmusza do zauważenia problemu – dodaje Woydyłło-Osiatyńska.

Polski problem?
Alkoholicy z wyższej półki nie są jedynie polskim problemem. To się dzieje wszędzie, ale u nas jest społeczne przyzwolenie, ogromna dostępność alkoholu na każdym kroku i mała świadomość związana z dbaniem o siebie. Na Zachodzie ludzie bardziej dbają o zdrowie, natomiast w Polsce alkohol stał się napojem do picia. – Mamy całą kulturę alkoholową. Poprawiły się bytowe warunki i nie ma ograniczeń w kupowaniu dobrych alkoholi. Szwankuje edukacja prozdrowotna. - Siadają i doją całą butelkę. To straszne – mówi terapeutka.

Terapeuci zajmujący się problemami osób uzależnionych alarmują o rosnącej liczbie alkoholików funkcjonalnych, którzy piją alkohol w dużej ilości, za to w małych dawkach, w sposób niezauważalny dla otoczenia.
EWA WOYDYŁŁO-OSIATYŃSKA
psycholożka, terapeutka uzależnień

Relacje z osobą uzależnioną od alkoholu są obciążone bardzo wielkim cierpieniem. Jest to upokorzenie, poczucie winy, wstydu, niezliczone przykłady rozczarowania, ofiary biorą na siebie odpowiedzialność.

Na Zachodzie funkcjonuje już specjalne pojęcie na takie przypadki – HFA czyli High Functioning Alcoholic, czyli wysoko funkcjonujący alkoholik. Są to osoby, które na pozór prowadzą normalne, udane życie, często są przedstawicielami powszechnie szanowanych i prestiżowych zawodów, mający nie tylko dobrą pracę, ale i dom, rodzinę czy przyjaciół.
Problem takich ludzi poruszyła Sarah Allen Benton (sama jest alkoholiczką) w swojej książce "Alkoholicy wysokofunkcjonujący z perspektywy profesjonalnej i osobistej ". Według autorki na świecie żyją miliony wysoko funkcjonujących alkoholików, którzy mają dobre posady, są wypielęgnowani, bogaci, eleganccy. Dotyczy to prestiżowych grup zawodowych m.in. lekarzy, prawników, menedżerów, finansistów i biznesmenów. HFA stanowią około połowę wszystkich osób uzależnionych od alkoholu.

Najważniejszą rzeczą na drodze do wyjścia z nałogu jest zarazem rzecz najtrudniejsza – dobra wola pijaka. A w przypadku osób zamożnych o dobrą wolę najtrudniej. Czasami do końca życia ktoś nie dopuszcza myśli, że mąż lub bliska osoba, miałaby oficjalnie głośno powiedzieć: tak mam problem z alkoholem. Na szczęście, w Polsce mamy świetne zorganizowane leczenie odwykowe. – Służba zdrowia jest kiepska, ale odwykowe lecznictwo jest na bardzo wysokim poziomie. Jesteśmy w czołówce krajów, które mają świetnie działające Koło Anonimowych Alkoholików. Zaraz po USA i Kanadzie – mówi terapeutka.

I w tym nadzieja. Bo sama ofiara alkoholizmu, jest jednocześnie katem dla osób z bliskiego otoczenia.

Napisz do autorki: kalina.chojnacka@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Skoda Polska 0 0Nowe auto nie musi być kupione za gotówkę. Można je mieć jak telefon na abonament
T-mobile 0 0Zachwyciła go postać epizodyczna. Raczek o kultowym już filmie
0 0Edycja genów to rynek wart miliardy. Opiera się na metodzie podejrzanej u bakterii
0 0Tu będą chciały rodzić wszystkie kobiety. Szpital w Polsce jak dom
0 0Robią coś, czego bał się rząd PiS. Czesi wprowadzają podatek, który tak drażni Amerykanów
0 0Pawłowicz "uwaliła" Śmiszka na studiach? Nie, tylko... pomyliła osoby
0 0"Mam dość bycia naczelnym biurokratą". Tusk o szefowaniu EPL
0 0SN uznał protest dotyczący wyborów do Senatu! Powtórki jednak nie będzie

MOTO

0 0Gdzieś już to widziałeś. Seat Tarraco to dobre… niemieckie auto – nie licz na hiszpański temperament
0 0Ten dziwoląg da się lubić. Nowy C-HR ma przekonać tych, którzy do tej pory mówili mu "nie"