
Ponad 3 miliony Brazylijczyków wyszło na ulice, aby wyrazić swój sprzeciw wobec skorumpowanych władz. Ludzie oczekują dymisji prezydent Dilmy Rousseff, która nie radzi sobie z największym od lat kryzysem politycznym i gospodarczym. Skala protestów znacznie przekroczyła oczekiwania - spodziewano się około półtora miliona niezadowolonych.
REKLAMA
Protesty odbyły się w 400 brazylijskich miastach. Ich powodem jest śledztwo antykorupcyjne, które obejmuje coraz więcej osób ze świata polityki. Osoby te pochodzą z najbliższego otoczenia prezydent Rousseff. Badania sondażowe pokazują, że ponad połowa Brazylijczyków popiera impeachment.
Na liczebność protestujących mogła wpłynąć decyzja prokuratorów, którzy tuż przed demonstracjami wystąpili o areszt prewencyjny dla byłego prezydenta Luiza Inacio Luli da Silvy. Powodem aresztu jest pranie brudnych pieniędzy. Co ważne, Lulę, który był szefem państwa w latach 2003-2010 uważa się za politycznego mentora Rousseff.
Przyczyną protestów jest także największa recesja od 25 lat. Były obawy, że w czasie demonstracji może dojść do starć między zwolennikami a przeciwnikami rządzących. Ostatecznie jednak demonstracje miały pokojowych charakter. Rousseff popiera dziś niespełna 10 proc. Brazylijczyków.
źródło: Rp.pl
