
Przewodniczący NSZZ Solidarność w Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków w Gdańsku Jarosław Baciński padł ofiarą nieudanej zasadzki. Policja podejrzewała go o spożywanie alkoholu w pracy, ponieważ zjadł… cukierka.
REKLAMA
Dzień jak co dzień w gdańskim urzędzie. Szef zakładowego związku zawodowego, wraz z innym mężczyzną, został poproszony przez współpracownicę o pomoc w przestawieniu biurka. Kobieta w ramach wdzięczności poczęstowała ich cukierkami – opisuje TVN24.
Na pytanie "jakie to cukierki" odpowiedziała, że może trafić się jakiś z alkoholem. Jeden z pracowników wyraził swoją opinię, że nie lubi tego typu słodyczy, a Jarosław Baciński odpowiedział na to cytatem z Barei. "A ja owszem, a ja tak". Jdnak trafił na cukierka kawowego.
Chwilę później przestało już być zabawnie. W urzędzie zjawili się policjanci z alkomatem i przeprowadzili badanie pod kątem zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu. Oczywiście badanie niczego nie wykazało i być może historia zakończyłaby się dobrze, gdyby nie to, że przewodniczący NSZZ Solidarność w WUOZ podejrzewa, że ktoś próbował go oczernić.
Mężczyzna rozważa skierowanie sprawy do sądu. Jak powiedział, jest mu przykro i czuje się szykanowany tylko dlatego że jest przewodniczącym związku zawodowego. I nie ma się czemu dziwić, zjawienie się policji prawdopodobnie nie było przypadkowe.
źródło: TVN24
