
– Zagrożenie?! A widział pan u nas jakiegoś Araba? – usłyszeliśmy od mieszkanki Warszawy. Dzień po zamachach w Brukseli Polacy są zdecydowanie bardziej niechętni uchodźcom, bo właśnie ich postrzegają jako potencjalne zagrożenie. Ale gdy tuż pod ich nosem znajduje się torba bez właściciela, zupełnie nie reagują.
REKLAMA
Jeden z reporterów naTemat stwierdził na porannym kolegium, że autobus dowożący do metra był wyjątkowo pusty. Zauważył jednocześnie zwiększony ruch samochodów w swojej okolicy. Uznał, że może to być efekt ataków terrorystycznych w Brukseli. Wniosek: ludzie boją się jeździć komunikacją. Sprawdziliśmy to.
Zapytaliśmy mieszkańców Warszawy, jak zamachy w Brukseli wpływają na ich codzienne życie. Czy przed wyjściem z domu – na dworzec, do metra czy na lotnisko zadają sobie pytania o bezpieczeństwo? Zdecydowana większość napotkanych przez nas osób przyznała, że taka myśl pojawiła się w ich głowach. Najczęściej jednak zagrożenie terroryzmem wiążą bezpośrednio z obecnością muzułmanów.
Większość zapytanych przez nas osób uważa, że podstawowym sposobem na zachowanie, lub zwiększenia bezpieczeństwa w Polsce, jest zamknięcie się na uchodźców. O ile jeszcze niedawno wielu z nich było skłonnych udzielić im pomocy, dziś nastroje zdecydowanie nie sprzyjają takim postawom. Nie ma co się oszukiwać – ludzie najzwyczajniej w świecie zaczęli się bać.
W trakcie nagrywania materiału byliśmy świadkami sytuacji, która pokazuje, jak bardzo nie jesteśmy przygotowani na rzeczywiste zagrożenia związane ze zjawiskiem terroryzmu. Okazuje się, że pakunek pozostawiony bez opieki nie jest dla nas wystarczającym powodem, aby zastanowić się nad kwestiami bezpieczeństwa. Miejmy nadzieję, że mylą się ci, którzy wieszczą czarne scenariusze – jesteśmy na nie nieprzygotowani, o ile takie przygotowanie w ogóle jest możliwe...
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl
