
– Opowiem pani anegdotę: początek lat 90., rozmawiam z pewnym Kanadyjczykiem, który robił interesy w Polsce. Ów biznesmen mówi mi: „Wiesz co, ja to mam problem z Polkami. Kiedy wchodzę do biura, to nigdy nie wiem, czy właśnie rozmawiam z sekretarką, czy z szefową – jedna i druga ma tak samo głęboki dekolt – wspomina Janusz Bielenia. I mimo że właściciel krawieckiego atelier zaznacza, że od tamtej pory sytuacja bardzo się zmieniła, to pytanie, czy garsonka budzi dzisiaj taki sam respekt jak garnitur, pozostaje otwarte.
Kobiety w świecie biznesu są nowicjuszkami. I nie ma w tym stwierdzeniu absolutnie żadnej przesady. Owszem, zajmują dzisiaj wysokie stanowiska kierownicze i tak, z powodzeniem zarządzają batalionami mężczyzn, ale od momentu, kiedy pierwsza Polka wrzuciła do urny kartę do głosowania, nie minął nawet wiek. To z pewnością za mało, aby wypracować sobie styl, który będzie jednoznacznie komunikował pozycję władzy.
W latach 70. wiedzę w tej kwestii amerykańskie kobiety czerpały z książki Johna T. Molloya: „Women's Dress for Success”. Autor prezentował w niej standardowe zestawienia fasonów, materiałów i kolorów wraz z opisami, co kobiecie w biurze przystoi nosić, a w czym kategorycznie progu office'u przekraczać nie należy. Dzisiejszym kobietom biznesu bestsellerowy poradnik na nic się zda i to wcale nie dlatego, że poduszki na ramionach szczęśliwie odeszły do lamusa. Swoją filozofię dress code'u Molloy opierał bowiem na mało poprawnych politycznie przesłankach:
Jednym z założeń strategii [opisywanej w książce – red.] jest wywarcie właściwego wrażenia na mężczyznach. Mówiąc to, nie chcę zabrzmieć seksistowsko. Prawda jest jednak taka, że to mężczyźni dominują w strukturach władzy zarówno w rządzie, biznesie, jak i edukacji. Jeśli za 15 lat sytuacja się zmieni i to kobiety będą trzymać władzę – napiszę poradnik dla mężczyzn, o tym jak mają ubierać się w środowisku zdominowanym przez kobiety.
Dyskusja na temat zbyt małej roli kobiet w biznesie nie ustaje, a żaden z dotychczasowych pomysłów na zburzenie szklanego sufitu nie okazał się efektywny. Sedno kryje się więc może właśnie w kroju garsonki? Albo bardziej konkretnie – w jej marce? – Metka potrafi dodać pewności siebie – jest to rozwiązanie, na które decydują się zarówno kobiety, jak i mężczyźni. To prawda, że drogie ubranie sprawi, że nasza samoocena poszybuje pod niebo. Po chwili jednak równie szybko poleci w dół – przestrzega style coach Magdalena Jarosz, zaznaczając, że tak naprawdę od samego stroju ważniejsze jest to, jak go nosimy:
Trzeba umieć unieść uwagę spowodowaną strojem. Jeśli mamy problemy z ekspresją własnego ja, nie porywajmy się na czerwoną garsonkę. Ciuchy to rozwiązanie chwilowe. Droga marka nie sprawi, że magicznie nabierzemy pewności siebie. Sukces przyjdzie wtedy, gdy poradzimy sobie ze wstydem, który nas ogranicza. Z wyrażaniem siebie mają problem zarówno Polki, jak i Polacy. Co ciekawe, wstyd to zjawisko zaraźliwe. Z kolektywnego poczucia wstydu bierze się zazdrość, a stąd już niedaleko do zawiści, na której poprawnych relacji biznesowych na pewno nie zbudujemy.
Nasze ubrania są profesjonalne, eleganckie, ponadczasowe, ale jednocześnie funkcjonalne. Stosujemy materiały zaawansowane technologiczne, oddychające. Termoaktywne bluzki i koszule to prawdziwa rewolucja w szafie biznesowej. Dzięki nim nawet po całym dniu spędzonym w biurze czujemy się świeżo i wyglądamy świetnie. Sztywne garsonki i sukienki zastąpiliśmy wysokoelastycznymi rozwiązaniami. Marynarki, spodnie i spódnice nie ograniczają naszych ruchów. Tak wyposażonym można spokojnie iść na negocjacje.
Artykuł jest częścią magazynu Hardcover na:Temat 4/2016, którego patronem jest Deutsche Bank Polska.
