Fot. alphaspirit / 123rf

– Opowiem pani anegdotę: początek lat 90., rozmawiam z pewnym Kanadyjczykiem, który robił interesy w Polsce. Ów biznesmen mówi mi: „Wiesz co, ja to mam problem z Polkami. Kiedy wchodzę do biura, to nigdy nie wiem, czy właśnie rozmawiam z sekretarką, czy z szefową – jedna i druga ma tak samo głęboki dekolt – wspomina Janusz Bielenia. I mimo że właściciel krawieckiego atelier zaznacza, że od tamtej pory sytuacja bardzo się zmieniła, to pytanie, czy garsonka budzi dzisiaj taki sam respekt jak garnitur, pozostaje otwarte.

REKLAMA
Garnitur spod igły? Raczej męski
Kobiety w świecie biznesu są nowicjuszkami. I nie ma w tym stwierdzeniu absolutnie żadnej przesady. Owszem, zajmują dzisiaj wysokie stanowiska kierownicze i tak, z powodzeniem zarządzają batalionami mężczyzn, ale od momentu, kiedy pierwsza Polka wrzuciła do urny kartę do głosowania, nie minął nawet wiek. To z pewnością za mało, aby wypracować sobie styl, który będzie jednoznacznie komunikował pozycję władzy.
– Mężczyźni noszą garnitur, symbol elegancji i profesjonalizmu od wielu lat. Kobiety w biznesie są od niedawna. Z drugiej strony, mają do dyspozycji dużo większe spektrum potencjalnych kombinacji odzieżowych i stylów. Wybranie więc z szafy właściwego zestawu i decyzja, które elementy ubioru w biznesie wzmocnią nasz wizerunek i przyczynią się do sukcesu, jest niezwykle trudna – mówi Katarzyna Piasecki, dyrektor generalny marki ENNBOW – jednej z niewielu firm specjalizujących się w kobiecej modzie biznesowej. – Czasem jest nam jeszcze trudno zdecydować, co wolno, a co nie – jakie kolory czy długości pasują w różnych sytuacjach biznesowych – stwierdza Katarzyna Piasecki.
logo
Styl biznesowy w wersji ENNBOW Fot. ENNBOW
Zdaniem Janusza Bielenia, który szyje garnitury na miarę, polskie bizneswoman cierpią nie tyle z powodu klęski modowego urodzaju, co raczej niezrozumienia pojęcia klasyki. Podjęte przez niego próby przekonania nas, że inwestycja w klasyczną garsonkę prosto „spod igły” się opłaca, spaliły bowiem na panewce. – Myślałem o tym, żeby szyć również dla kobiet, stworzyłem nawet markę – Bielenia Woman. I bardzo szybko się z tego pomysłu wycofałem – wspomina. Czyżby męski krawiec nie był w stanie sprostać kobiecym oczekiwaniom? Poniekąd. – Zaczęło się wymyślanie, każda chciała co innego – śmieje się Janusz Bielenia. – Taki damski garnitur, ze wszystkimi dodatkami, musiałby koniec końców, kosztować siedem – osiem tysięcy, a Polka tyle na kostium nie wyda. Mężczyzna – owszem, bo on garnitur będzie nosił pięć lat bez problemu. Dlatego ubrania szyte na miarę nie mogą być modne – mają być ponadczasowe – tłumaczy.
logo
Janusz Bielenia – projektant i znawca klasyki w męskim wydaniu Fot. Janusz Bielenia
Szata nie tylko zdobi, ale i zarabia
Jeśli komuś wydaje się, że powyższą kwestię można zbagatelizować i sprowadzić do poziomu porannych narzekań w tonie: „Przecież ja nie mam się w co ubrać!”, warto zapoznać się z wynikami badań prowadzonych na Yale School of Management.
Tamtejszy profesor Michael Kraus postanowił zbadać, w jakim stopniu wizerunek przekłada się na sukces w negocjacjach. Eksperyment odbywał się w biurze obrotu nieruchomościami, do którego odesłano dwie grupy osób różniących się jedynie ubiorem. Część kupców ubrano elegancko, pozostałych – w spodnie od dresu i japonki. Ci, którzy mieli szczęście znaleźć się w pierwszej grupie, wynegocjowali mieszkania tańsze średnio o 10 proc.
Jeden szkopuł: Kraus swoje badania prowadził na grupie mężczyzn. Kobiety mają więc podwójnie trudne zadanie – nie tylko wybierają pomiędzy stylem mniej lub bardziej formalnym, ale przede wszystkim muszą wiedzieć, co taki styl charakteryzuje. Biały kołnierzyk? Granatowa spódnica? Garsonka?
Ubierz się w pewność siebie
W latach 70. wiedzę w tej kwestii amerykańskie kobiety czerpały z książki Johna T. Molloya: „Women's Dress for Success”. Autor prezentował w niej standardowe zestawienia fasonów, materiałów i kolorów wraz z opisami, co kobiecie w biurze przystoi nosić, a w czym kategorycznie progu office'u przekraczać nie należy. Dzisiejszym kobietom biznesu bestsellerowy poradnik na nic się zda i to wcale nie dlatego, że poduszki na ramionach szczęśliwie odeszły do lamusa. Swoją filozofię dress code'u Molloy opierał bowiem na mało poprawnych politycznie przesłankach:
John T. Molloy
Woman's Dress for Success

Jednym z założeń strategii [opisywanej w książce – red.] jest wywarcie właściwego wrażenia na mężczyznach. Mówiąc to, nie chcę zabrzmieć seksistowsko. Prawda jest jednak taka, że to mężczyźni dominują w strukturach władzy zarówno w rządzie, biznesie, jak i edukacji. Jeśli za 15 lat sytuacja się zmieni i to kobiety będą trzymać władzę – napiszę poradnik dla mężczyzn, o tym jak mają ubierać się w środowisku zdominowanym przez kobiety.

I choć od 1977 roku, daty pierwszego wydania „Women's Dress for Success” sytuacja nie zmieniła się na tyle, aby Molloy był zobowiązany swoją obietnicę spełnić, to z pewnością żadna dzisiejsza businesswoman nie da sobie wmówić, że fason garsonki wybiera tylko po to, aby przypodobać się współpracownikom. – Komplement, owszem, może pomóc przełamać bariery, ale nie o to chodzi w stroju biznesowym – zaznacza Joanna Łukijańczuk, stylistka eenvoud Creative Team. – Ważne, żeby trzymać się klasyki, unikać efektu „przerysowania”. Z drugiej strony trzeba iść z duchem czasu. Biały kołnierzyk wywinięty na marynarkę nie zrobi na nikim dobrego wrażenia – dodaje.
Przewagi w konkurencji z mężczyznami nie zyskamy również, przebierając się za nich, o czym zapewnia nawet Molloy: „Jeśli chcesz być kobietą wyzwoloną, spal swój polyestrowy garnitur, a nie stanik”. Gdyby nie fakt, że zdanie to pada w rozdziale poświęconym bieliźnie, a autor nawet nie próbuje ukryć ironii, można by potraktować je jako wartościową radę: kobiety mają swój garnitur, mężczyźni swój i nic w tym złego.
logo
Garnitur to zbroja – zarówno kobiecy, jak i męski Fot. ENNBOW
– Uniform to narzędzie, dzięki któremu partnerzy w biznesie postrzegani są na równi. Jeśli kobieta ten dress code nagina, pokazując za dużo tu i tam, z reguły robi to świadomie – przekonuje Janusz Bielenia. – Kobieta biznesu musi konkurować z facetami i tak jak oni – przywdziewa zbroję. Strój formalny wywodzi się przecież z wojska. Kiedyś rządzili nami ludzie w mundurach, dzisiaj – w garniturach. Nie powiedziałbym więc, że kobiety chcą się przebierać za mężczyzn, ale tak jak oni chcą przywdziewać mundury – tłumaczy.
Marka nas nie wyzwoli
Dyskusja na temat zbyt małej roli kobiet w biznesie nie ustaje, a żaden z dotychczasowych pomysłów na zburzenie szklanego sufitu nie okazał się efektywny. Sedno kryje się więc może właśnie w kroju garsonki? Albo bardziej konkretnie – w jej marce? – Metka potrafi dodać pewności siebie – jest to rozwiązanie, na które decydują się zarówno kobiety, jak i mężczyźni. To prawda, że drogie ubranie sprawi, że nasza samoocena poszybuje pod niebo. Po chwili jednak równie szybko poleci w dół – przestrzega style coach Magdalena Jarosz, zaznaczając, że tak naprawdę od samego stroju ważniejsze jest to, jak go nosimy:
Magdalena Jarosz
Style Coach

Trzeba umieć unieść uwagę spowodowaną strojem. Jeśli mamy problemy z ekspresją własnego ja, nie porywajmy się na czerwoną garsonkę. Ciuchy to rozwiązanie chwilowe. Droga marka nie sprawi, że magicznie nabierzemy pewności siebie. Sukces przyjdzie wtedy, gdy poradzimy sobie ze wstydem, który nas ogranicza. Z wyrażaniem siebie mają problem zarówno Polki, jak i Polacy. Co ciekawe, wstyd to zjawisko zaraźliwe. Z kolektywnego poczucia wstydu bierze się zazdrość, a stąd już niedaleko do zawiści, na której poprawnych relacji biznesowych na pewno nie zbudujemy.

Co więc sprawi, że kobieta w garsonce będzie czuła się na tyle profesjonalnie, a zarazem komfortowo, aby w negocjacjach pewnie stawiać czoła mężczyznom? Katarzyna Piasecki przekonuje, że rozwiązaniem, oprócz gotowych zestawów, które na wzór męskiego garnituru sprawdzą się w każdej sytuacji, jest właściwy dobór materiałów. Co ciekawe, te, z których szyte są ubrania z metką ENNBOW, wykorzystują rozwiązania dla sportowców.
Katarzyna Piasecki
CEO ENNBOW

Nasze ubrania są profesjonalne, eleganckie, ponadczasowe, ale jednocześnie funkcjonalne. Stosujemy materiały zaawansowane technologiczne, oddychające. Termoaktywne bluzki i koszule to prawdziwa rewolucja w szafie biznesowej. Dzięki nim nawet po całym dniu spędzonym w biurze czujemy się świeżo i wyglądamy świetnie. Sztywne garsonki i sukienki zastąpiliśmy wysokoelastycznymi rozwiązaniami. Marynarki, spodnie i spódnice nie ograniczają naszych ruchów. Tak wyposażonym można spokojnie iść na negocjacje.

Alternatywa dla wyświechtanej garsonki więc jest, problem tylko w tym, że wąska.
– Marki specjalizujące się w odzieży biznesowej nie mogą rozpraszać uwagi klienta. Mężczyźni mają w tej kwestii łatwiej. Idą na przykład do Vistuli i kupują cały zestaw pasujących do siebie ubrań. I to nie tylko tych bardzo formalnych. W przypadku ubrań kobiecych takich przestrzeni jest zdecydowanie za mało – tłumaczy Piasecki.
logo
Ikona kobiecego stylu? Zdaniem Janusza Bielenia w kwestii ubioru formalnego Angela Merkel trafia w punkt. Fot. Armin Linnartz / [url=http://bit.ly/1aZUsfc]CC BY-SA 3.0[/url]
Janusz Bielenia zgadza się, że Polkom przydałyby się rozwiązania systemowe. – Proszę spojrzeć na przykład na niemiecką kanclerz. Angela Merkel znalazła swój styl – od niepamiętnych czasów nosi to samo. Czasem tu przekręci kieszonkę, czasem tam, ale generalnie trzyma się jednego fasonu, który do jej figury pasuje idealnie. Dlatego ważne jest znalezienie standardowego „setu”, który będzie dla nas korzystny – tłumaczy Janusz Bielenia. – Indywidualizm jest ważny, ale kiedy idziemy na spotkanie biznesowe, chcemy być pewni, że to co mamy na sobie, jest neutralne, że nikt nas nie weźmie za sekretarkę – dodaje. Katarzyna Piasecki podsumowuje: – Polki mają dobry gust, potrzeba tylko trochę odwagi. Nie bójmy się, że w garsonce zgubimy „siebie”. Dress code to nie kajdany.

Artykuł jest częścią magazynu Hardcover na:Temat 4/2016, którego patronem jest Deutsche Bank Polska.