Mariusz Błaszczak zabronił w MSWiA składania kwiatów pod pomnikiem poprzednika?
Mariusz Błaszczak zabronił w MSWiA składania kwiatów pod pomnikiem poprzednika? Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

Czy minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak jest człowiekiem zdolnym do tego, by zabronić swoim podwładnym uczczenia pamięci zmarłego poprzednika? Tak twierdzi dziennikarz Witold Bereś, z relacji którego wynika, że obecny szef MSWiA robił wszystko, by... nikt nie złożył kwiatów pod pomnikiem pierwszego szefa tego resortu spraw wewnętrznych w historii III RP Krzysztofa Kozłowskiego.

REKLAMA
"Mariusz Błaszczak, szef spraw wewnętrznych, zabronił podwładnym składania kwiatów pod pomnikiem Krzysztofa Kozłowskiego stojącym na terenie MSW" - napisał Witold Bereś na łamach serwisu "Polska Ma Sens".
Były dziennikarz "Tygodnika Powszechnego", Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa i TVP poinformował, że w trzecią rocznicę śmierci Krzysztofa Kozłowskiego kwiaty pod jego popiersiem stojącym przed gmachem MSWiA pojawił się tylko dzięki byłym szefom polskich służb, którzy nie musieli podporządkowywać się Mariuszowi Błaszczakowi. Bereś za takie zachowanie nie pozostawia na ministrze suchej nitki.
Witold Bereś
o szefie MSWiA Mariuszu Błaszczaku

Kiedy „Tygodnik” rozpaczał piórem Kozłowskiego, na ile pozwalała cenzura, nad krwią pomordowanych w Grudniu 1970 roku – Mariusz Błaszczak moczył pieluchy. Kiedy w 1981 roku po wybuchu stanu wojennego Kozłowski rozmawiał o przyszłości Polski w Watykanie ze swym przyjacielem Janem Pawłem II – Mariusz Błaszczak płakał za „Telerankiem”. Kiedy Kozłowski wykłócał się z komunistami o wolność mediów podczas obrad Okrągłego Stołu w lutym 1989 roku, Mariusz Błaszczak jako pierwszoroczniak bohatersko działał w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów... Czytaj więcej

Słów krytyki szefowi MSWiA nie szczędzą też w internecie:
Polska sieć od kilku lat należy do prawicy, więc szybko pojawiły się też głosy sympatyków Prawa i Sprawiedliwości, którzy próbują skompromitować Witolda Beresia. Jako najważniejszy argument za tym, by nie wierzyć w jego słowa podawany jest fakt, iż był on w gronie ekspertów, którzy doradzali byłej premier Ewie Kopacz.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl