Historii Euro ciąg dalszy - Cudowne lata 70

1976 rok, legendarny rzut karny w wykonaniu Panenki
1976 rok, legendarny rzut karny w wykonaniu Panenki e12lejoeur.ca
Dzisiaj część druga krótkiej powtórki z historii Euro. Dowiecie się, między innymi, czemu pófinał w 1972 oglądało tylko 5 tysięcy osób oraz która drużyna jest uważana za najlepszą w dziejach mistrzostw.



1972, Belgia - Triumf "Cesarza"

W turnieju w Belgii zagrały drużyny ZSRR, Węgier, gospodarze oraz RFN. Ale liczyła się tylko ta ostatnia. Drużyna prowadzona przez Helmuta Schona przeszła do legendy i przez wielu uważana jest za najlepszą drużynę w historii mistrzostw. W bramce Maier, który dwa lata później zatrzymał Polskę w legendarnym "meczu na wodzie". Przed nim Franz Beckenbauer, "Cesarz", dyrygujący z linii obrony całą drużyną oraz Berti Vogts - taki John Terry tamtych czasów. W drugiej linii Netzer, piłkarski wzór Kazimierza Deyny. I w ataku "Mr. Goal", Gerd Muller - jego osiągnięć strzeleckich nie powstydziłby się ani Leo Messi, ani Cristiano Ronaldo. Oczywiście został królem strzelców turnieju.


Niemcy wygrali w cuglach, ale najbardziej pamiętny mecz zagrali w eliminacjach. Wygrali na Wembley z Anglikami 3:1, rewanzując się za finał mistrzostw świata w 66. Rok temu "Sport Bild" określił to spotkanie "największym zwycięstwem niemieckiej drużyny w historii". Jeśli ktoś ma dużo czasu, całe spotkanie dostępne jest na YouTubie.



Czy poza tym działo się coś ciekawego? Oczywiście, pobito niechlubny rekord najniższej frekwencji na meczu półfinałowym. 5 tysięcy osób (według niektórych źródeł 2) oglądało mecz Węgry-ZSRR. Dlaczego tak mało? Turniej był w Belgii, a zdobycie paszportu dla kibiców na Węgrzech i w Związku Radzieckim, delikatnie mówiąc, nie było wtedy łatwe. Takie czasy...


Co z tą Polską?

Tradycyjnie odpadliśmy w przedbiegach. O porażce 1-3 na Stadionie X- lecia Jan Tomaszewski opowiada do dzisiaj - "Połowa kraju chciała mnie zabić, a druga połowa skazać na banicję!". Wtedy wstydu nie było, przegraliśmy z przyszłymi mistrzami. Ale już porażkę z Turcją należy włożyć do szuflady z napisem "kompromitacje polskiej reprezentacji". Turcja wtedy to tak jak dzisiaj Białoruś, albo Armenia dzisiaj. Podobno tamtejsi kibice cieszyli się jakby wygrali z Brazylią. Tyle dobrego.

1976, Jugosławia - Karny Panenki i złoto dla Czechosłowacji

Ostatnie mistrzostwa rozegrane w wąskim gronie czterech drużyn.To miał być wielki rewanż Holandii za przegrany finał Mundialu w 74. Pomiędzy tymi drużynami miała się rozegrać kwestia tytułu. Rozstrzygnięcie było wielką niespodzianką. Któź mógł przypuszczać, że szyki dwóm legendarnym jedenastkom pokrzyżuje ekipa Czechosłowacji?

Porażka w finale najbardziej bolała chyba Franza Beckenbauera, który rozgrywał setny mecz w reprezentacji. A nie, przepraszam najgorszy humor miał bez wątpienia Sepp Maier. Legendarny bramkarz został w finale ośmieszony przez nikomu nieznanago Antonina Panenkę. W decydującym momencie rzutów karnych zdecydował się na coś, czego nikt (przynajmniej na tym poziomie) nigdy nie próbował.


To były wyjątkowe udane mistrzostwa. Trener Schon powiedział nawet, że najlepsze do tej pory. Jeśli Atrakcyjnośc = liczba bramek to na pewno miał rację. Średnia 4,75 bramki na mecz do dzisiaj jest najwyższa.

Co z tą Polską?
Było blisko. W tych eliminacjach zagraliśmy jeden z najlepszych meczów w historii. Ograliśmy 4:1 wicemistrzów świata, Holendrów. Drużynę w której biegali zawodnicy-legendy: Cruyff, Neeskens, Krol... Stadion Śląski nie widział o tej pory takiego triumfu. Niestety, ufni w swoje siły, zawodnicy pojechali na rewanż do Amsterdamu z żonami. I przegrali 0-3. Mogliśmy się jeszcze uratować zwycięstwem z Włochami, ale było 0-0. Może następnym razem...


1980, Włochy - Najsłabsze mistrzostwa

Pierwszy raz grało 8 drużyn, ale ilość nie przełożyła się na jakość. Obserwatorzy byli zgodni, poziom tych rozgrywek stał na dość niskim poziomie. Miały też dość dziwną formułę - zespoły podzielono na dwie grupy, których zwycięzcy grali ze sobą finał, bez półfinałów. Pomysł był idiotyczny bo zazwyczaj półfinały są ciekawsze niż mecze finałowe (przykładem tegoroczna Liga Mistrzów).
Zwyciężyli Niemcy, a o ich triumfie przesądził Horst Hrubesch, gigantyczny (190cm/90kg) niemiecki napastnik, który 2/3 bramek strzelał głową. Nie bez przyczyny nosił przydomek "Tank". Prawdopodobnie nie pojechałby na Euro gdyby nie kontuzja Klausa Fischera.

Co z tą Polską?
Nie lubię się powstarzać, ale znów się nie udało. Znów było blisko, o awansie decydowały dwa mecze: u siebie z NRD i wyjazdowy z Holandią. Niestety oba zremisowaliśmy (choć z NRD byliśmy zdecydowanie lepsi) i marzenia o pierwszym awansie trzeba było odłożyć na później.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYBORY2019 0 0W mediach Rydzyka przedwyborczy post. "Wystarczy nie jeść dzień, żeby uchronić ojczyznę przed złem"
0 0Chcą zlikwidować MEN. Macie dość chaosu PiS? Program Konfederacji o edukacji to dopiero rewolucja
Coca-Cola 0 0Jak uczyć dzieci chronić środowisko, czyli czy najmłodsze pokolenie uratuje świat
Duka 0 0Szwedzki przepis na spotkanie. “Krog” to kolejne modne słowo ze Skandynawii