Andrzej Duda nie jeździł na zwykłe narty, ale na narty dyplomatyczne – tłumaczy drogie wypady prezydenta jego rzecznik.
Andrzej Duda nie jeździł na zwykłe narty, ale na narty dyplomatyczne – tłumaczy drogie wypady prezydenta jego rzecznik. Fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta

700 tys. złotych – tyle kosztowały prezydenckie przeloty do Krakowa. Według "Newsweeka" , zamawiał samolot, by spędzić weekend w stolicy Małopolski lub pojeździć na nartach. Dyrektor jego biura prasowego Marek Magierowski nazwał te podróże "politycznymi".

REKLAMA
Magierowski stwierdził, że prezydent w Krakowie zajmował się "sprawami publicznymi". – Dziennikarze tygodnika dostali dokładny wykaz podróży prezydenta, łącznie z ich celami – przekonywał "Rzeczpospolitą". – A jeśli nawet prezydent jeździł na narty, to po to, by spotkać się na przykład z prezydentem Słowacji – mówił. Zaznaczył, że wspólna pasja sprzyjała "ważnym dwustronnym rozmowom", istotnych dla interesów Polski. Magierowski nazwał więc owe narty "dyplomatycznymi".
Jak pisali dziennikarze "Newsweeka", w ciągu ostatnich miesięcy Andrzej Duda latał do Krakowa rządowym embraerem 23 razy. Udało się ustalić, że powody wizyt były raczej błahe, choć według rzecznika, takimi nie można nazwać np. odwiedzin dawnego liceum czy wizyty w sanktuarium maryjnym.
źródło: rp.pl

Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicsz@natemat.pl