
Krystyna Pawłowicz poniekąd jest ulubienicą mediów. Jak już coś powie, to można o tym pisać i pisać, bo posłanka słynie z barwnego języka i kwiecistych porównań. Niestety, na dziennikarzy przyszedł ciężki czas, bowiem Pawłowicz wystąpiła do szefostwa swojej partii z prośbą o to, by nie mogła udzielać wywiadów bez zgody rzecznika partii.
Początkowo tłumaczono to wyborami. Był to gorący czas, a każda nieostrożna wypowiedź mogła mieć opłakane skutki przy urnach. Tymczasem od wyborów minęły miesiące, a posłanka wciąż wywiadów nie udziela. –Jeżeli rzecznik PiS wyrazi zgodę – usłyszeli dziennikarze Wirtualnej Polski, którzy ostatnio wystąpili do posłanki z prośbą o wywiad.
Procedury są najważniejsze, więc dziennikarze udali się do rzecznika. – Przykro mi, ale w tym momencie nie mogę zgodzić się na żaden wywiad z udziałem posłanki Krystyny Pawłowicz. Nie wiem, kiedy ewentualnie będzie to możliwe – ucięła dyskusję Beata Mazurek.
Samocenzura posłanki Pawłowicz – PiS prowadzi pewną politykę informacyjną, którą ja szanuję i dlatego na razie nie będę się wypowiadać w mediach. Jestem osobą, która mówi bardzo spontanicznie i nie chcę służyć, jak to się mówi, za "małpę", która szkodzi partii – mówi sama posłanka. – Poprosiłam, by klub decydował, w jakim momencie i na jaki temat mogę się wypowiadać. Mam świadomość, że przyszłam z nieco innego świata i nie mam pewnego wyczucia – dodaje.
Problem w tym, że partyjny zakaz udzielania wywiadów to może być za mało. Jeśli posłanka nie chce szkodzić partii, to powinna poprosić także o odebranie dostępu do internetu i mediów społecznościowych, gdzie Krystyna Pawłowicz pozostaje niezwykle aktywna i nie sili się tam na autocenzurę.
źródło: Wirtualna Polska
