
Odpowiedź na pytanie gdzie się podziały tamte prywatki nikogo dzisiaj nie interesuje. Teraz poszukujemy atmosfery przedwojennych dancingów – blichtru pawich piór, lejącego się strumieniami szampana i skrzypienia patefonowej płyty. Zabaw schyłku epoki, po zakończeniu których nic się nie liczyło. Na miasto mógłby posypać się grad bomb, a ty i tak myślałbyś tylko o tym ostatnim tańcu z tajemniczą nieznajomą. Znasz to uczucie? Jeśli nie, to następnym razem, zamiast snuć się od jednej „imprezowni” do drugiej, zostań w domu i posłuchaj nowej produkcji Dariusza Makaruka „Kino Mocne”.
REKLAMA
– Bodo to był niezły imprezowicz, jestem przekonany, że świetnie odnalazłby się w dzisiejszym klubie – śmieje się Dariusz Makaruk w odpowiedzi na pytanie, jak przedwojenny amant bawiłby się przy współczesnych aranżacjach największych filmowych szlagierów tamtego okresu, które w „Kinie Mocnym” wykonują Czesław Mozil, Tomek Lipiński i Robert Brylewski. Na płycie słychać również Michała Urbaniaka, Wojtka Mazolewskiego, Magdę Dąbrowską, Asję Czajkowską i Michaela Patchesa Stewarta.
I mimo że są to nazwiska na polskim rynku uznane, producent postawił ich przed sporym wyzwaniem – z jednej strony musieli się zmierzyć z legendarnymi wykonaniami wspomnianego Bodo czy Hanki Ordonówny, a z drugiej – oddać specyficzny charakter tamtej epoki. – Mamy do czynienia z okresem pomiędzy dwoma wojnami. Ma to wpływ nie tylko na postaci przedstawione w filmach, ale i na samych kompozytorów i wykonawców, którzy najpierw tworzą utwory przesycone hedonizmem, takie jak choćby „Dzisiaj ta, jutro tamta”, a parę lat później przychodzi tragiczna dla nich w skutkach wojna – opowiada Dariusz Makaruk.
Wiedząc, jak potoczyła się historia, współcześni twórcy, być może podświadomie, atmosferę niepewności jeszcze bardziej podbijają – wiele utworów wydaje się mieć dużo bardziej stonowany, niż w oryginale, charakter. Pomimo pogodnego wokalu, trudno bowiem podskakiwać radośnie przy elektronicznej wersji „Umówiłem się z nią na dziewiątą”, czy spokojnie usnąć przy „Ach śpij kochanie” wzbogaconej o niepokojące wysamplowane głosy. Dariusz Makaruk zaznacza jednak, że przy produkcji „Kina Mocnego” starał się zachować różnorodność stylistyczną: – Płyta jest przekrojowa, znajdziemy na niej szerokie spektrum emocji: od spontanicznej radości, w której moim zdaniem, nie ma ani cienia smutku, po rzeczywiście dramatyczne kawałki, bardziej w swoim charakterze ambientowe i kontemplacyjne – tłumaczy.
– Pierwotnie projekt miał być czymś w rodzaju abstrakcyjnego, ambientowego słuchowiska, którego pomysłodawcą byłem ja i Anna Pupin. W miarę rozwoju prac okazało się jednak, że niektóre z utworów, które wziąłem na warsztat były bardziej dynamiczne, weselsze, co wpłynęło na jego ostateczny kształt – opowiada Dariusz Makaruk i dodaje, że prace nad projektem trwały dwa lata i były możliwe dzięki wsparciu, jakiego produkcji udzieliły Deutsche Bank i Stoart. Sama fascynacja muzyką międzywojnia sięga jednak w jego przypadku dużo dalej: – Już wcześniej dostawałem zamówienia na komponowanie współczesnej elektronicznej muzyki do filmów niemych, z których pierwszym były „Twarze dzieci” Jacquesa Feydera, swoją drogą genialny film, polecam – mówi.
Jak wytłumaczyć dzisiejszą popularność, jaką cieszą się utwory tamtego okresu? Zdaniem producenta „Kina mocnego” nie chodzi wcale o wpadające w ucho melodie. – Chodzi o bezpretensjonalność treści i przekazu – proste, szlachetne emocje, bardzo nam wszystkim bliskie. Oczywiście forma tych utworów znacznie różni się od tego, jak komponuje się dzisiaj. Wydaje mi się, że ich popularność wynika z tego, że w końcu zaczęliśmy doceniać swoją własną muzykę, postrzegać ją jako kapitał kulturowy, z którego warto czerpać. Do tej pory, zupełnie niepotrzebnie, traktowaliśmy rodzimą twórczość po macoszemu. Obecnie zaczyna się to zmieniać, co jest zdecydowanie dobrym kierunkiem – tłumaczy.
