Prof. Wiesław Jędrzejczak
Prof. Wiesław Jędrzejczak Adam Stępień / Agencja Gazeta

Trwa kampania społeczna „Choroba? Pracuję z nią!”, której twórcy oraz tysiące głosów poparcia dla ich inicjatywy wyraźnie pokazują, że bariery w kontynuacji pracy zawodowej osób przewlekle chorych są dostrzegane. Ale co ważniejsze, można je znieść.

REKLAMA
Pogodzenie pracy zawodowej i leczenia nie jest łatwe. Co ciekawe, największą przeszkodą nie jest tutaj samopoczucie. Dzisiaj, zmagając się nawet poważnymi schorzeniami onkologicznymi, hematoonkologicznymi czy reumatycznymi, przy odpowiednio dobranej terapii, można wieść w pełni aktywne życie zawodowe. Choroby przewlekłe coraz częściej dotykają osób młodych. A oni chcą pracować i się leczyć. Oczywiście pod warunkiem, że mają możliwość pogodzenia tych dwóch spraw. Wkomponowanie terapii w normalny rytm życia jest dużym wyzwaniem. Twórcy kampanii „Choroba? Pracuję z nią!” dowodzą, że wcale nie musi. Powołali inicjatywę która ma na celu polepszyć sytuację wszystkich chcących „pracować z chorobą”.
Ogromnym wsparciem w godzeniu życia zawodowego z leczeniem, o jakie zabiegają w toku kampanii, jest refundacja wygodnych w podaniu terapii podskórnych dla chorych na choroby przewlekłe, takie jak rak piersi, chłoniaki nieziarnicze, czy reumatoidalne zapalenie stawów.
Jak stosowanie tego typu terapii utrzymuje aktywność zawodową chorych? Przede wszystkim skraca czas podania leku. Leczenie można prowadzić ambulatoryjnie, a w niektórych przypadkach – w warunkach domowych. Chory nie traci czasu w szpitalu, pracodawca nie traci pracownika – rozwiązanie na miarę nowych czasów.
Na stronie kampanii pracujeznia.pl jej twórcy zamieścili Petycję w tej sprawie i w ciągu miesiąca zebrali prawie 7 000 głosów poparcia. Starania chorych można wciąż poprzeć, wystarczy kliknąć pod tekstem petycji. Czy warto? O tym, że tak, zgodnie zaświadczają nie tylko sami pacjenci, czy pracodawcy. Obecnie zapytaliśmy o to lekarzy.
– W miarę rozwoju medycyny, z chorobą żyjemy coraz dłużej. Dzisiaj problemem nie jest tak naprawdę to, że pacjent nie może pracować, ale raczej to, że nie ma do tego warunków. Brakuje rozwiązań związanych z elastycznym czasem pracy – tłumaczy prof. Wiesław Jędrzejczak, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych, Samodzielnego, Publicznego Centralnego Szpitala Klinicznego w Warszawie będący, jak sam przyznaje, zwolennikiem tezy, mówiącej o tym, że praca to najlepsza forma psychoterapii. – Oczywiście, nie chodzi o to, żeby kogoś, kto nie czuje się na siłach do czegokolwiek zmuszać. Praca ma jednak zbawienne właściwości w odwracaniu uwagi pacjenta od choroby – tłumaczy profesor Jędrzejczak. 
Podobnego zdania jest profesor Piotr Rzepecki, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Hematologii Wojskowego Instytutu Medycznego
w Warszawie. – Praca zdecydowanie może mieć zbawienny wpływ na powodzenie terapii. Fakt, że mamy zajęcie i nie myślimy o chorobie, daje nam ten życiowy „power”, tak bardzo potrzebny pacjentom – tłumaczy, dodając, że nawet w przypadku nowotworów, pogodzenie obowiązków zawodowych z terapią jest jak najbardziej możliwe. – Za wyjątkiem najostrzejszych postaci, nie ma żadnych przeszkód, aby chory pracował – zaznacza profesor Rzepecki. 
Jednym z organizatorów kampanii „Choroba? Pracuję z nią!” są Pracodawcy RP, co najlepiej świadczy o tym, konieczność uelastycznienia systemu pracy leży również w interesie samych pracodawców.
 
– Zaangażowaliśmy się w ten projekt z pełnym przekonaniem, bo czujemy potrzebę szerszej debaty i poświęcenia większej uwagi temu, co dzieje się na styku ochrony zdrowia i rynku pracy mówi Arkadiusz Pączka, Zastępca Dyrektora Generalnego Pracodawców RP.
Arkadiusz Pączka
Zastępca Dyrektora Generalnego Pracodawców RP

Pracodawcy będą musieli dopasować organizację miejsc pracy do licznych nowych wyzwań, wśród których są nie tylko zmiany demograficzne, starzenie się społeczeństwa, ale także problem chorób przewlekłych. Szacuje się, że już obecnie cierpi na nie ponad 23% aktywnych zawodowo mieszkańców Europy.

„Chemia” poza szpitalem? To możliweZdaniem lekarzy korzyści płynące z zastosowania alternatywnych form terapii są jasne.
prof. dr. hab. med. Wiesław Jędrzejczak

Iniekcje podskórne, chory po odpowiednim przeszkoleniu może wykonywać samodzielnie. Jeśli nie chce, ktoś mu oczywiście może pomóc. Niektóre formy terapii można podawać w formie doustnej, wtedy właściwie w ogóle nie trzeba leczenia uwzględniać w codziennym planie dnia.

Jak tłumaczy profesor Jędrzejczak, w wielu przypadkach leki podawane dożylnie można podawać również podskórnie, z korzyścią zarówno dla pacjenta, jak i systemu zdrowia.
prof. dr hab. med. Piotr Rzepecki

Chory nie traci czasu na dojazdy, nie spędza całego dnia w szpitalu. Tym samym nie zajmuje miejsca w placówce, a personel może w tym czasie wykonywać inne obowiązki. Korzyści są obopólne.

Profesor Rzepecki dodaje, że „chemia” w zastrzykach jest tak samo skuteczna, jak ta podawana w kroplówce. Jedyna różnica jest taka, że polski NFZ zastrzyków nie refunduje.
jakimi kosztami musi się liczyć chory, który na własna rękę chciałby poprawić komfort przyjmowania leków? Profesor Rzepecki informuje, że w zależności od rodzaju choroby, jest to wydatek rzędu od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Na pytanie, dlaczego pomimo wspomnianych wcześniej korzyści, zarówno dla systemu zdrowia, jak i samych chorych, terapie podskórne i doustne nie są refundowane, profesor Rzepecki tylko wzdycha: – Szczerze? Nie jestem w stanie tego wyjaśnić.
Aby wesprzeć pacjentów, wystarczy kliknąć pod tekstem petycji. Jedna osoba może oddać tylko jeden głos. Jeszcze w czerwcu planowane jest przekazanie petycji przedstawicielom Ministra Zdrowia, Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, posłom i senatorom z komisji zdrowia oraz przedstawicielom NFZ i ZUS.

Artykuł powstał we współpracy z organizatorami kampanii Choroba? Pracuję z nią!