
Trwa kampania społeczna „Choroba? Pracuję z nią!”, której twórcy oraz tysiące głosów poparcia dla ich inicjatywy wyraźnie pokazują, że bariery w kontynuacji pracy zawodowej osób przewlekle chorych są dostrzegane. Ale co ważniejsze, można je znieść.
w Warszawie. – Praca zdecydowanie może mieć zbawienny wpływ na powodzenie terapii. Fakt, że mamy zajęcie i nie myślimy o chorobie, daje nam ten życiowy „power”, tak bardzo potrzebny pacjentom – tłumaczy, dodając, że nawet w przypadku nowotworów, pogodzenie obowiązków zawodowych z terapią jest jak najbardziej możliwe. – Za wyjątkiem najostrzejszych postaci, nie ma żadnych przeszkód, aby chory pracował – zaznacza profesor Rzepecki.
– Zaangażowaliśmy się w ten projekt z pełnym przekonaniem, bo czujemy potrzebę szerszej debaty i poświęcenia większej uwagi temu, co dzieje się na styku ochrony zdrowia i rynku pracy mówi Arkadiusz Pączka, Zastępca Dyrektora Generalnego Pracodawców RP.
Pracodawcy będą musieli dopasować organizację miejsc pracy do licznych nowych wyzwań, wśród których są nie tylko zmiany demograficzne, starzenie się społeczeństwa, ale także problem chorób przewlekłych. Szacuje się, że już obecnie cierpi na nie ponad 23% aktywnych zawodowo mieszkańców Europy.
Iniekcje podskórne, chory po odpowiednim przeszkoleniu może wykonywać samodzielnie. Jeśli nie chce, ktoś mu oczywiście może pomóc. Niektóre formy terapii można podawać w formie doustnej, wtedy właściwie w ogóle nie trzeba leczenia uwzględniać w codziennym planie dnia.
Chory nie traci czasu na dojazdy, nie spędza całego dnia w szpitalu. Tym samym nie zajmuje miejsca w placówce, a personel może w tym czasie wykonywać inne obowiązki. Korzyści są obopólne.
Artykuł powstał we współpracy z organizatorami kampanii Choroba? Pracuję z nią!
