
Ostatni marsz Błękitny Marsz KOD zjednoczył opozycję, dał jej siłę do wspólnych działań. Schetyna, Petru, Kosiniak - Kamysz - razem, pod rękę szli na czele tłumu, który nie zgadza się na zmiany, jakie wprowadza PiS. Ten tłum potrzebuje nowych pieśni. Czy Big Cyc podoła temu zadaniu?
REKLAMA
W najnowszym wydaniu tygodnika „Newsweek” Wojciech Staszewski opisuje przemianę lekko zapomnianego już zespołu pod wpływem polityki PiS. W tekście pod tytułem „Cycki do przodu” czytamy, że przeciwnicy dobrej zmiany, w większości 40 - 50 latkowie, dzięki Skibie i jego kolegom z zespołu na nowo poczuli energię młodzieńczego buntu. – Wsparli KOD siłą swoich gitar i ostrzem tekstów. Przekonują, że w czasie ostatniej manifestacji na warszawski plac Piłsudskiego zstąpił duch Jarocina.
Big Cyc wydał nową płytę - pod tytułem „Czarne słońce narodu” - własnym nakładem. Na zeszłotygodniowy koncert przywieźli ze sobą 1000 egzemplarzy, które bardzo szybko się wyprzedały.
– Biało-czerwona flaga kołysze się miarowo w rytm piosenki Big Cyca. Flagą wywija Piotr Krawczyk, terapeuta. Już miał sobie pójść z Błękitnego Marszu, ale ostre dźwięki gitary zatrzymały go na placu Piłsudskiego.
– Zobaczyłem 60-latków tańczących pogo. Sam bym dołączył, ale miałem laptop w torbie, bo szedłem do pracy, więc tylko nuciłem, chociaż nie znam słów. Zawsze myślałem, że Big Cyc to kabaret, nie muzyka. A to jest inteligentne, zaangażowane i mocne – opowiada. – Wyszedłem, nucąc „Nałóż czapkę, skinie”, bo w tym jest taka troskliwość o drugą stronę – czytamy w tekście Wojciecha Staszewskiego.
Autor podaje, że kiedy Jacek Jędrzejak zaśpiewał na Placu Piłsudskiego piosenkę ze słowami: „Gdy demokrację zgniata nienawiści but/Z wolnego świata w naszą stronę wieje chłód/Ja się nie zgadzam”, poczuł mrowienie na plecach.
–Jak 25 lat temu w Jarocinie. Ten sam duch buntu, przez który wojna w Wietnamie zrodziła Woodstock, wojna domowa w Irlandii – U2, a stan wojenny – Dezertera. I ta sama publiczność co w Jarocinie, tylko ćwierć wieku później. Ludzie, którzy chcieli nas słuchać, a nie jak na festynie – zjeść lody, kołysząc się do rytmu i pójść dalej – powiedział w rozmowie z tygodnikiem „Newsweek”.
Krzysztof Skiba obawia się, że jeśli Big Cyc stanie się głosem opozycji, a samorządy będą obsadzone przez PiS, zespół utraci główne źródło dochodów - koncerty. Miejscowości pod presją lokalnych władz nie będą ich zapraszać z obawy przed kontrowersyjnymi tekstami.
Mimo tego wraz z kolegami z zespołu zadecydowali, że skoro i tak nie będą śpiewać o żołnierzach wyklętych, nie poddadzą się presji i będą robili swoje. Póki co na polskiej scenie nie ma młodej grupy, która podjęłaby się wyzwania i stworzyła równie anty-polityczną, komercyjną płytę, którą przeciwnicy PiS mogliby nucić pod nosem.
Cały tekst do przeczytania w najnowszym "Newsweeku".
źródło: "Newsweek"
