
W najbliższy weekend pod Warszawą odbędzie się światowy zlot motocyklowego gangu Hells Angels. Już samo wpuszczenie jego członków do Polski to błąd. Jeszcze większym jest niedostateczne przygotowanie się Policji do tego wydarzenia. A tak to właśnie wygląda.
Czy Policja zdaje sobie sprawę z tego, jakie ryzyko podejmuje. Od 3 do 5 czerwca w Ryni nad Zalewem Zegrzyńskim obędzie się światowy zlot członków motocyklowego gangu Hells Angels – donosi Onet. Członkowie organizacji są znani z siania postrachu na drogach, ale też popełniania ciężkich przestępstw, takich jak zabójstwa, pobicia czy handel narkotykami. Gang znany jest też z tragicznych wydarzeń podczas zorganizowanego przez The Rolling Stones tragicznego koncertu w Altamont.
Rozmówca Onetu wskazuje, że taki zlot powinien być zabezpieczony nie tylko przez policjantów z prewencji, ale też z oddziałów ruchu drogowego czy antyterrorystów. Na podobnych imprezach w innych krajach dochodziło do zamieszek, a dwa lata temu w Czechach zastrzelono jednego z członków gangu.
Tymczasem Policja ogranicza się do zdawkowego zapewnienia, że zapewnią bezpieczeństwo uczestnikom, mieszkańcom i turystom. Jednak niepokojące jest jedno zdanie z informacji udzielonej przez biuro prasowe Komendy Stołecznej Policji: "Sposób zabezpieczenia tej imprezy będzie uzależniony od liczby jej uczestników". Sugeruje ono, że policjanci nie mają pojęcia, ile osób przyjedzie na zlot.
A wystarczyło postąpić tak, jak z rosyjskim gangiem Nocne Wilki, którego członkom zakazano wjazdu do Polski. Chyba za długo było cicho wokół resortu kierowanego przez Mariusza Błaszczaka. Jeśli coś niebezpiecznego stanie się w Ryni, na pewno znowu będzie o nim głośno.
Aktualizacja 2 czerwca Komenda Główna Policji przesłała nam szczegółowe informacje na temat przygotowań do zlotu członków Hells Angels. Choć nieco zastanawia, dlaczego tak obszernych wyjaśnień nie przekazano dziennikarzowi Onetu, publikujemy stanowisko Policji w całości.
źródło: Onet
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
