
Prezydent odwiedza kolejne miejscowości, do których nie dotarł w kampanii wyborczej. I podobnie jak podczas wiecu w Otwocku, podniesionym głosem strofował politycznych przeciwników. Do sędziów Trybunału Konstytucyjnego mówił: – Nie oddamy dobrej zmiany, nie oddamy jej za nic w świecie.
REKLAMA
Andrzej Duda podczas wizyty na Podlasiu przekonywał, że takie miejscowości jak Radzyń Podlaski "to nie jest Polska B, to nie jest Polska B, to jest Polska absolutnie A". – Stoję przed ludźmi, których przodkowie walczyli w powstaniu kościuszkowskim – uzasadniał. Później wymieniał kolejne zrywy niepodległościowe, podsumowując, że "wciąż tryska tutaj wielkie źródło polskości". – I to stanowi wyznacznik, że to jest absolutnie Polska A, tylko ona nie była przez te lata odpowiednio traktowana – dodał.
Duda pomstował też na poprzedników, że nie odwiedzili wcześniej Radzynia, choć "powinni byli być tu już nie raz, bo to bardzo ważne miasto". Przekonywał, że "władza powinna odwrócić się twarzą" do mniejszych miast. – I cieszę się, że tak się właśnie dzieje – mówił prezydent. Później sprecyzował, że tym "odwracaniem się twarzą do obywateli" jest program 500+, a wcześniej władza tylko zabierała, a nie dawała.
Prezydent zapewniał, że będzie wspierał rząd "we wszystkim, co sprawia, że Polska staje się państwem przyjaznym zwykłym ludziom, a nie tylko wąskiej grupie". Nie wytłumaczył, czy chodzi o kompletne zignorowanie postulatów pielęgniarek z Centrum Zdrowia Dziecka, czy o kolejne posady w państwowych spółkach przyznawane posłom PiS.
Andrzej Duda mówił, że będzie wspierał rząd PiS, po czym przeszedł do podniesionego głosu, którym karcił jego przeciwników. – Będę głośno mówił "nie" tym, którzy będą chcieli tym dobrym zmianom przeszkodzić. Tym, którzy cynicznie się uśmiechają i mówią "możecie wygrywać wybory, ale my wam tą, jak to mówicie, dobrą zmianę uniemożliwimy". Chcę jasno oświadczyć: ja się nigdy na to nie zgodzę – wykrzykiwał prezydent.
Później prezydent tłumaczył, że zmiany obiecane przez PiS będą wprowadzane stopniowo, bo budżet ma swoje ograniczenia. Ale przekonywał, że dojdzie do podniesienia kwoty wolnej od podatku czy obniżenia wieku emerytalnego.
Nie wprost, ale wyraźnie uderzył Duda w Trybunał Konstytucyjny. Mówił o kilku niewybranych przez nikogo osobach, które chcą zatrzymać dobrą zmianę, bo im się ona nie podoba. – Nie oddamy dobrej zmiany, nie oddamy jej za nic w świecie. Ja to państwu dzisiaj obiecuję, choćby wychodzili różni, straszyli państwa, straszyli mnie, jako prezydenta RP. Nie po to zostałem prezydentem, żeby się bać – mówił Duda. Ciekawe więc, skąd taka uległość Andrzeja Dudy wobec Prezesa.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
