"Wiadomości" bezkrytycznie ufają PiS i kwestionują każde słowo opozycji.
"Wiadomości" bezkrytycznie ufają PiS i kwestionują każde słowo opozycji. Fot. Zrzut ekranu z TVP1

"Wiadomości" uprawiają propagandę wieloma metodami. Jedną z nich jest stosowanie podwójnych standardów wobec opozycji i rządzących. Premier powie, że chce dialogu? To na pewno chce dialogu. Schetyna albo Petru mówią, że chcą dialogu? To na pewno gra polityczna. Minister mówi, że wystarczy pieniędzy? Skoro mówi, to tak jest – nie trzeba tego weryfikować.

REKLAMA
Idealnym przykładem jest materiał Małgorzaty Wiśniewskiej 31 maja na temat protestu w Centrum Zdrowia Dziecka, którym "Wiadomości" zajęły się po kilku dniach przerwy. Minister zapewnia w nim, że wkrótce dojdzie do porozumienia, a dziennikarka bezkrytycznie to przyjmuje. Mijają cztery dni i o porozumieniu nadal nie słychać. Znalazło się też miejsce na usprawiedliwienie ponadtygodniowego milczenia ministra – po prostu negocjacje prowadzono w ciszy.
Tak mówi premier
Wzorcem z Sevres bezstronności, obiektywizmu i krytycznego podejścia do tego, co mówią politycy, jest materiał Damiana Diaza o planowanych zmianach w podatkach. Jest niemal w całości oparty na wypowiedziach Henryka Kowalczyka z Kancelarii Premiera i ministra finansów Pawła Szałamachy. Jego słowa potwierdza jeszcze Witold Modzelewski, ekspert od podatków pracujący w przeszłości dla PiS (o czym oczywiście nie wspomniano). Jedynym głosem krytycznym jest wypowiedź Adama Sadowskiego z Centrum Adama Smitha.
Diaz kreśli wizję krainy mlekiem i miodem płynącej. Podaje też daty wejścia w życie zmian, a poza śmiercią i podatkami jedną z najbardziej pewnych rzeczy jest to, że takie programy się opóźniają. Najlepszym dowodem jest podatek handlowy, który miał obowiązywać od 1 kwietnia, a nie został jeszcze nawet przyjęty przez rząd.
Słowny jak polityk
Zresztą "Wiadomości" na własnej skórze przekonały się, że nie można wierzyć politykom na słowo. W materiale (swoją drogą groteskowym) z 27 maja o "czerwcowej ofensywie legislacyjnej" Bartłomiej Graczak mówił, że w przyszłym tygodniu Kancelaria Prezydenta pokaże nowy projekt ustawy o frankowiczach. "Przyszły tydzień" minął, projekt się nie pojawił.
Program sprzeczności
Nikt też w "Wiadomościach" nie pyta, skąd PiS weźmie pieniądze na realizację kolejnych programów. Nikt nie pytał w przypadku 500+, nikt nie pyta w przypadku Mieszkanie+. Ogłoszony w piątek program jest na razie kijem na wodzie pisany, nie ma szczegółów (a to o nie się wszystko rozbija), ani źródeł finansowania.
Bo nie jest prawdą, że program nie obciąży budżetu, jak usłyszeliśmy w materiale Bartłomieja Graczaka. Trudno uwierzyć, że "Wiadomości" znalazły "eksperta", który coś takiego powiedział. Zresztą w tym samym wydaniu, w materiale Damiana Diaza, usłyszeliśmy, że rząd będzie dopłacał oszczędzającym na mieszkanie. Ale widocznie wydawcy programu nie przeszkadzało, że dwa materiały wzajemnie sobie zaprzeczają.
Niewinny jak PiS
Za obstawienie Polski ekranami akustycznymi odpowiada Jan Szyszko, który podpisał rozporządzenie ustanawiające absurdalnie restrykcyjne normy hałasu. Oczywiście część winy ponosi PO, która zmieniła przepisy dopiero w 2012 roku. Ale widzowie "Wiadomości" się tego nie dowiedzieli. Usłyszeli tylko, że autostrady budowano u nas drożej niż w Niemczech (choć tam było to głównie poszerzanie ich o dodatkowy pas, a nie budowa od podstaw).
"Frans Timmermans podkreśla, że nie chce angażować się w polski spór, ale jednocześnie wielokrotnie sięgał dzisiaj po postulaty opozycji. Na przykład ten o publikacji orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego" – tłumaczył widzom "Wiadomości" Bartłomiej Graczak. Idąc tym tokiem rozumowania, kiedy Prezes i premier Szydło mówią, że chcą, by Polacy byli bogaci, także sięgają po argumenty opozycji, bo jestem pewien, że Tusk, Schetyna czy Petru też kiedyś powiedzieli coś w tym stylu.
W obronie ŚDM
Materiał o przygotowaniach do Światowych Dni Młodzieży z 30 maja (autorka: Ewa Bugała) oparty był tylko na wypowiedziach przedstawicieli rządu i organizatorów, którzy oczywiście zapewniali, że wszystko jest w porządku. Nie poproszono o opinię żadnego neutralnego eksperta. Po prostu przyjęto to, co powiedzieli politycy PiS. Więcej nie trzeba. A może więcej nie można?
Zapewnianie o tym, że wszystko jest przygotowane na ŚDM i szczyt NATO zaczyna być jedną z podstawowych misji "Wiadomości". Po ćwiczeniach na Stadionie Narodowym znowu przedstawiono tylko wypowiedź ministra Mariusza Błaszczaka, bez jakiegokolwiek komentarza czy weryfikacji. Na tym tle wyróżnia się materiał Pawła Szota o ostrzeżeniu wydanym przez amerykański Departament Stanu. Zapewnienia ministra Błaszczaka komentuje ekspert.
Wina opozycji
Poza tym wszystko, co powiedzą politycy opozycji jest "atakiem na partię rządzącą". Każda historia, która ma bohatera (tutaj rząd nieustraszonej Beaty Szydło i niezłomny Andrzej Duda) musi mieć też szwarc-charakter. W "Wiadomościach" tę funkcję pełni opozycja, której często poświęca się oddzielny materiał. Z reguły mówiąc o konflikcie, sporze lub nieudanych działaniach opozycji. Do historii przejdzie materiał o tym, że w jeden z grudniowych weekendów nie było marszu KOD.
Oczywiście politycy powinni być traktowani przez dziennikarzy ostro. Ale wszyscy, nie tylko ci z opozycji. Tymczasem dzisiaj "Wiadomości" są ostrym recenzentem działań opozycji (i słusznie), ale zaledwie biernym przekaźnikiem tego, co mówią politycy PiS. Taka dysproporcja czyni z programu zwykłą propagandówkę, a nie rzetelny dziennik publicznej telewizji.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl