
4 czerwca, data dla nas - Polaków wyjątkowo ważna. Tymczasem prezydent Polski obchodzi ją we Włoszech. Na miejscu o święcie wolności cisza, jakby o niej trochę zapomniano. Karolina Korwin-Piotrowska wymazać tej daty nie chce i w swoim stylu broni zdania na łamach portalu o2.pl.
REKLAMA
"Wkurza mnie, że spora część ludzi robi dosłownie wszystko, by nam, Polakom, tę datę obrzydzić, opluć. Uznają za zdradę narodową i uwerturę do podobno strasznej Trzeciej Rzeczpospolitej. Nagle ktoś po chamsku próbuje wymazać nie tylko ową datę 4 czerwca, ale i cały dorobek następnych lat" – wścieka się dziennikarka. Podkreśla, że nie pozwoli się uciszać czy nazywać zdrajcą.
W najnowszym felietonie wyjaśnia, że wybory 4 czerwca to moment, o którym trzeba pamiętać. Inaczej widzi to prezydent, o czym pisał Kamil Sikora. Brak reakcji na przełomową datę tłumaczył jego rzecznik Marek Magierowski. "Jest wiele dat w polskiej historii, które z jednej strony jakoś tam czcimy i cieszymy się, i radujemy, i celebrujemy, a z drugiej oczywiście wywołują najrozmaitsze kontrowersje i to jest jedna z takich dat" – powiedział Monice Olejnik. Reakcja Korwin Piotrowskiej jest wyjątkowo ostra. "Żadna pyskata polityczna prostytutka, nie może kazać mi o tym zapomnieć. NIKT" – grzmi.
Przeszłość, jak przekonuje aktywna komentatorka, definiuje teraźniejszość. Jak więc można ją niszczyć? "Ta banda wygadanych, acz niezbyt mądrych, politycznych głupków (...) zapomina, że to, iż mogą mówić nawet największe głupoty publicznie, bezkarnie i często za państwowe pieniądze, to zasługa 4 czerwca" – stwierdza w tekście dla o2.pl. Na szczęście, pisze, wciąż więcej pamięta i dziękuje. W takich ludziach jest siła, dlatego istnieje nadzieja, że będzie lepiej.
źródło: o2.pl
