Praca marzeń? Na co dzień kontroluje finanse, ale jest też degustatorem piwa. "Testy są kilka razy w miesiącu"
Praca marzeń? Na co dzień kontroluje finanse, ale jest też degustatorem piwa. "Testy są kilka razy w miesiącu" Fot. Maciej Stanik / naTemat.pl

REKLAMA
Work and life balance - na tłumaczeniu, jak wprowadzić w życie tę modną zasadę, tysiące coachów na całym świecie zbijają fortuny. Jeśli tajemne moce mówców motywacyjnych pachną ci szarlatenerią lub nie masz na zbyciu kilku stówek, porozmawiaj z Radkiem Łuszczykiem, który utrzymywanie równowagi pomiędzy życiem zawodowym, a pasją opanował do perfekcji. Na co dzień jest Biznes Partnerem Produkcji i Logistyki w dziale finansów, a po godzinach bierze udział w degustacjach piwa. Pracuje w browarze w Warce, ale dla nas to praca jak z Planety Warka. Bo czy mężczyzna może wyobrazić sobie coś piękniejszego?

Czym dla ciebie jest praca marzeń?
Radek Łuszczyk: : Powiem tak: najlepiej jest gdy robi się to, w czym jest się dobrym, w czym się człowiek sprawdza, a jeśli jeszcze lubi się tę pracę, to chyba właśnie to jest praca marzeń. Jestem analitykiem. Z zawodu i z natury. Dobrze się czuję w liczbach, cyferkach, tabelkach i wykresach. Moją ulubioną dziedziną jest matematyka.
I całe życie siedzisz w liczbach?
Jeśli chodzi o liczby, to w browarze pracuję już od 20 lat, bo trafiłem do Warki tuż po szkole średniej. Na początku byłem operatorem na rozlewni, a w międzyczasie studiowałem informatykę.
logo
Fot. Maciej Stanik / naTemat.pl
A jak to się stało, że zostałeś degustatorem piwa?
Udało się to przede wszystkim dlatego, że bardzo lubię piwo. To mój ulubiony napój [śmiech]. Pewnego pięknego dnia zobaczyłem ogłoszenie o poszukiwaniu chętnych do panelu degustacyjnego.
Każdy mógł się zgłosić?
Tak. Zgłosiłem się bez zastanowienia, bo już od pewnego czasu chodziło mi po głowie, aby spróbować się w tej kwestii. Moja praca w browarze od początku była związana z piwem, dlatego chciałem ten trunek poznać jak najlepiej. Do tej pory było tak, że piwo mi smakowało lub nie. Ale degustator piwa rozkłada je na czynniki pierwsze. Wie, w jaki sposób jest skomponowane.
logo
Fot. Maciej Stanik / naTemat.pl
Kiedy to było?
Sześć lat temu. Zgłosiło się kilkanaście osób.
Jak wiele osób przeszło "eliminacje"?
Około 45 procent. Tak naprawdę nie każdy może zostać degustatorem piwa. Osoby, które mają zdecydowanie bardziej wrażliwe zmysły są najbardziej pożądane.
Masz wrażliwe zmysły?
Na wszystkich testach, które przechodziłem, wypadałem w górnych granicach. Ponoć jestem dość dobry [śmiech].
logo
Fot. Maciej Stanik / naTemat.pl
Jak wyglądał ten sprawdzian?
Przeprowadzono szereg różnych testów. Od najprostszych, na podstawową wrażliwość węchową, gdzie próbki miały dosyć dużą intensywność, aż do tych dalszych etapów, gdzie wysokość tych stężeń była zmniejszana - były ledwo wyczuwalne.
Szkolili was zapachami z życia codziennego, czy związanymi stricte z produkcją piwa?
Przede wszystkim prezentowano nam zapachy, których powinniśmy szukać w piwie. Najczęściej takie, które nie powinny się w nim znaleźć. Zadaniem tego panelu jest właśnie wyszukanie wszystkich wad produkcyjnych, aby na rynek trafił produkt najlepszej jakości. Musimy wyłapać wszystko to, czego nie jest w stanie ocenić komputer.
Jakie to zapachy?
Na przykład zapach piwniczny, pleśni, liści winogron, kwasów walerianowych, czy zapach "koci". Chodzi o wszystkie zapachy, które mogłyby pojawić się w czasie produkcji, a nie powinny. Jest ich cała masa, a dzięki naszej grupie, są eliminowane.
logo
Fot. Maciej Stanik / naTemat.pl
A szukacie też w piwie zapachów przyjemnych?
Oczywiście, ale one też nie zawsze powinny się pojawić! Na przykład zapach kwiatowy, albo zapach toffi. Lubię je, ale nie w piwie. Kilka lat temu produkowaliśmy tylko lagery, a dziś w browarze powstają również radlery i inne produkty. Gama tych zapachów i smaków jest zdecydowanie szersza.
Raz jesteś kontrolerem finansowym, a raz degustujesz piwo. W jaki sposób to łączysz? Wydawałoby się, że to dwa inne światy.
Na co dzień pracuję w biurze analizując dane nie tylko finansowe, biorę udział w różnych spotkaniach i przygotowuję różne materiały. I co jakiś czas przychodzi mail, że będzie degustacja piwa.
A ty pewnie tylko na niego czekasz! [śmiech]
Tak, najczęściej informują dzień wcześniej, że następnego dnia zaplanowane jest spotkanie panelu degustacyjnego. Co ważne, na dole zawsze jest dopisek, że obecność jest obowiązkowa [śmiech].
logo
Fot. Maciej Stanik / naTemat.pl
Często macie spotkania panelu degustacyjnego?
3 – 4 razy w tygodniu, przynajmniej 9 osób. Ja uczestniczę średnio dwa razy w tygodniu. Czasem degustacje są skumulowane. Zawsze jesteśmy poinformowani co najmniej dzień wcześniej, aby móc sobie zorganizować dzień.
logo
Fot. Maciej Stanik / naTemat.pl
Jak wygląda sama degustacja?
Siadamy w specjalnych boksach, a pani z laboratorium przynosi nam szklanki z piwem. Są oznaczone jedynie numerkami, więc nie wiemy, co pijemy. Liczba szklaneczek jest różna. Gdy porównujemy produkty z innych browarów, tych szklaneczek jest dosyć sporo, nawet osiem. Każde piwo trzeba spróbować, powąchać i ocenić w odpowiednim formularzu.
Co wpisujecie w tych formularzach?
Wpisuję, co poczułem. Biorę szklaneczkę, wstrząsam nieco piwem, aby bąbelkowało i wącham. Zapach to pierwsze, co się ocenia, bo po zapachu można wyłowić bardzo dużo informacji. Pierwsze wrażenie mówi już bardzo wiele.
logo
Fot. Maciej Stanik / naTemat.pl
W kolejnym wąchaniu zmysły nieco przyzwyczajają się do zapachu. Później biorę mały łyczek i w zależności od tego, jakiego smaku szukam, trzymam piwo krócej lub dłużej w ustach. Do słodkiego, gorzkiego, kwaśnego czy cierpkiego wystarczy szybka próba. Ale żeby znaleźć pozostającą goryczkę, trzeba na nią trochę zaczekać po przełknięciu. Oceniamy wówczas, jak długo utrzymuje się w ustach.
A jak długo trwa cała degustacja?
Około pół godziny, ale czasem nawet godzinę.
Zawsze piwo jest smaczne, czy dostajecie też czasem "podpuchy"?
Co jakiś czas musimy się kalibrować i przypominać sobie zapachy, których mamy szukać. Wtedy właśnie dostajemy "podpuchy", czyli szklaneczki z piwem idealnym, bez żadnej wady produkcji. Trzeba wtedy wskazać tę właściwą, oraz te, które mają wady i je określić.
logo
Fot. Maciej Stanik / naTemat.pl
W czasie degustacji pijecie piwo, czy tylko smakujecie i wypluwacie?
Nie ma wypluwania! [śmiech] Ja też na początku wyobrażałem sobie, że pewnie tak będzie to wyglądało. Ale na szczęście piwo jest przez nas spożywane. Liczba próbek jest tak dobrana, żeby spożycie alkoholu było bezpieczne.
logo
Fot. Maciej Stanik / naTemat.pl
Na co wpływ mają wyniki badań waszego panelu?
Na kalibrację procesu produkcji. Ocena jednej osoby nie jest tak naprawdę ważna - liczy się grupowa ocena. Wyciągana jest średnia, a później przygotowuje się analizy technologów. Oni decydują, czy coś pozmieniać. Nie chodzi tylko o to, aby wychwycić potencjalne wady. Ważna jest właśnie kalibracja smaku.
Wydawałoby się, że proces technologiczny jest stały. To niesamowite, że piwo tak naprawdę zawsze jest nieco inne.
Tak, piwo jest produktem żywym. Każde ma swoje niuansiki, ale chodzi o to, aby zawsze po dojechaniu do sklepu miało swoje unikalne parametry. Badamy nie tylko piwo świeże, tuż po rozlewie, ale i takie, które już postało na półce sklepowej. Musimy wiedzieć, jak po pewnym czasie się zachowuje. Czy zachowało wszystkie swoje właściwości, czy może pojawiły się jakieś niepożądane zjawiska.
logo
Fot. Maciej Stanik / naTemat.pl
Gdy słucham tej opowieści, mam wrażenie, że idealnie pasuje ona do Planety Warka, czyli spełnionych, męskich potrzeb. Koledzy ci zazdroszczą?
Muszę przyznać, że lubię opowiadać o tym co robię i o samym piwie na spotkaniach z przyjaciółmi. Szczególnie wtedy, gdy częstują mnie jakimś piwem [śmiech]. Lubię się powymądrzać, na przykład wtedy, gdy czuję, że piwo stało za długo na słońcu, albo gdy jest już za stare. Koledzy chętnie pytają, czy dane piwo jest dobre i co czuję w smaku.
A co twoja żona myśli o twojej pasji? Nie ma pretensji o częste picie piwa?
Pretensji? Absolutnie! Moja żona to prawdziwa kobieta z Planety Warka. Rozumie, że to sprawia mi wielką frajdę i wspiera mnie w tym, co robię.
Degustatorem jesteś cały czas czy jednak da się od tego uwolnić i pić piwo bez analizowania jego składu??
Ja to traktuję jako formę zabawy i przyjemności. Po prostu lubię rozkładać piwo na czynniki pierwsze, bo szukanie tych poszczególnych cech sprawia mi ogromną frajdę. Ale jestem w stanie pić piwo tak, jak każdy.
logo
Fot. Maciej Stanik / naTemat.pl
Gdybym postawił przed tobą kilka szklanek z różnymi piwami, znalazłbyś Warkę?
Tak, od razu. Chyba, że piwo byłoby bardzo mocno schłodzone. Wówczas smakowe i zapachowe właściwości piwa bardzo się spłaszczają i trudno jest odróżnić jedno od drugiego. Ale jeśli jest dość ciepłe to bez problemu można rozpoznać, czy to nasze piwo, czy nie.
Czyli testujecie cieplejsze piwo, niż pije się na co dzień?
Tak, po tym można poznać dobre piwo, że w temperaturze 8 stopni wciąż ma dobry smak i zapach.
Jak Polacy piją dziś piwo? Mają świadomość, co jest dobre, a co nie?
Bez wątpienia zrodziła się grupa ludzi, którzy poszukują i eksplorują rynek w poszukiwaniu dobrych piw. Oni są wrażliwi na te różne zapachy i piją piwo z pełną świadomością. Ale w Polsce ludzie zawsze lubili piwo, chociaż był o wiele mniejszy wybór. Nasza firma wzbogaciła dziś swoje portfolio i produkujemy bardzo dużo piw. Jestem przekonany, że świadomość i kultura picia piwa wciąż się rozwijają.

Artykuł powstał we współpracy z Planetą Warka.